ATKK-TK-BIA-I-008

Description

Computer printout with the treatment for Krzysztof Kieślowski's film "Three colors. White" (1994), produced among others by Tor Film Studio and MK2 Productions. The cinematography was by Edward Kłosiński. The film was made from a screenplay written jointly by Krzysztof Kieślowski and Krzysztof Piesiewicz as part of the "Three Colors" trilogy. The document, bearing the names of both authors, takes the form of a prose narrative without division into scenes. It describes in detail the opening of the film: the corridors of the Palais de Justice, the divorce hearing of the main protagonist, Karol, with Dominique, the loss of his money, his wandering through Paris, a night spent in the metro, and his meeting with a Polish violinist who helps him return to Poland. The text contains numerous corrections, deletions, and variant dialogues, giving it the character of a working literary draft.

Type of documentation
A - file documentation
Category
Feature film
Series name
Three colors. White
Technique
computer print
Language
Polish
Film directing
Krzysztof Kieślowski

Page 1

Krzysztof Kieślowski Krzysztof Piesiewicz Film biały /treatment./ Korytarzami Pałacu Sprawiedliwości, w trochę przydługich spodniach chodzi KtóbL Wypatruje wywieszek na wokandach, każdą studiuje dłuższą chwilę, jakby nie rozumiejąc. Prawdę mówią, rze­ czywiście nie rozumie, bardzo, źle mówi i jeszcze gorzej rozumie po francusku. Jest wyraźnie zgaszony i zaniepokojony, także i dlatego, że nie może znaleźć swojej sali. Przyspiesza poszukiwania i za któ­ rymś Wsi'Korytarza natyka się na siedzącą przy oknie 16^1*1^®®, Jest w towarzystwie wysokiego młodego człowieka w czarnym swetrze pod szyję, przystojnego, o bladej twarzy. Rozmawiają ze starszym adwokatem* w todze, którego aplikantką jest ostrzyżona na zapałkę ciemna, młoda kobieta. Domoniąue dostrzega Karola. Karol próbuje się uśmiechnąć* - pytająco pokazuje palcem w kierunku sali. Dominiąue poważnie kiwa głową, tak, to tutaj* i - może tak się Karolowi wy­ da je uśmiecha się ironicznie. Karol nagle krzywi się, zgina wpół> Biegnie do toalety mijając pod drodze poważną, skupioną Julię /boha­ terkę "filmu niebieskiego"/* Nie zwraca ona uwagi na Karola, podob­ nie, jak Karol nie zawuaaa jej. W toalecie Karol pochylony nad miską klozetową wymiotuje. Żo­ łądek wywraca mu się na drugą stronę. Klęka, opiera głowę o spłucz­ kę, zupełnie blady. Oddycha mocno, spuszcza wodę. Pije wodę z kra­ nu, palcami myje zęby, mokrymi dłońmi poprawia w lustrze włosy. Zatrzymuje się chwilę przy tej czynności, zapomniał o bólu żpłądka, przeczesuje włosy fachowo, pewnymi ruchami. Może nawet z przy­ jemnością. Toczy się rozprawa, na dużej sali kilka osób. Zmęczony i znie­ cierpliwiony sędzia przerywa zeznającej Dominigue. "Rozumiem. Ale

Page 2

2. jakie są pzxvte¥g konkretne, realne powody dla których domaga się pani rozwodu?” Dominiąue spuszcza skromnie wkk wzrok i wyjaśnia, że ich małżeństwo nie zostało skonsumowane. Sędzia wzdycha, podejżKwaxzxvxasw2 żewa, że sprawa nie będzie prosta. Wzywa Karola i sta­ wia kilka standartowych pytań biagrsiz identyfikacyjnych. "Obywatel­ stwo"? "Francuskie" - odpowiada Karol przez viłuKrasrzx po polsku, tłu­ macz sąsowy tłumaczy beznamiętnie. Sędzia pyta o zawód. "Jestem mistrzem fryzjerstwa w z osiągnięciami w klasie międzynarodowej" - mówi spokojnie Karol i zaczyna rozwijać jakieś papiery, ale sędzia macha ręką, nie chce tego oglądać. Sędziego złości fakt, że Karol zezna je przez tłumacza. Jego adwokat przysypia obok, niezbyt ciekaw przebiegu sprawy, a może po prostu zmęczony. Sędzia chce wiedzieć, czy oświadczenie Dominiąue jest prawdziwe. Karol zmieszany potwierdza. "Można tak powiedzieć, można. Nie wiem dlaczego tak jest...p-rz c dt-em, xa^ie^A tutaj...Nie wiem, może to klimat, może jedzenie w południe, może wino przez cały dzień...Nie wiem. Ja byłem już żonaty i muszę powiedzieć, że było to szczęśliwe małżeństwo..." Sędzia przerywa, chce tylko wiedzieć, czy relacja powódki jest zgodna z prawdą. Ka­ rol potwierdza. Sędzia da je mu znak by usiadł, sprawa wygłąda proś­ ciej miź myślał, ale Karol chce mówić dalej. Sędzia kiwa niechętnie głową. Karol wyjaśnia, że pracuje tu bardzo dużo, po kilkanaście godzin, nigdy tak w Polsce nie pracował i że is przepracowanie może być pada powodem. Dla sędziego pwazpw powody nie mają większego zna­ czenia, powtarza znak, by Karol usiadł. Karol siada, ale natychmiast podnosi w górę rękę i wstaje. Sędzię uderza ręką w stół. "Proszę siadać!" - mówi, ale Karol denerwuje się. "Gdzie tu jest równośćJ " krzyczy - "Czy dlatego, że nie mówię po francusku sąd nie chce wysłu­ chać moich argumentów?" Sędzię przyptruje mu się uważnie. Julia /bohaterka filmu niebieskiego/ wstaje po cichu i wychodzi z sali, do tej pory siedziała gdzieś z tyłu. Sędzia pyta: "0 co chodzi?" "Chcę się wypowiedzieć. Chcę mieć szansę..." - mówi Karol. "Ale w sprawie?"

Page 3

3. "Tak”. Sędzię bez entuzjazmu zezwala kiwnięciem głowy. Karol uważa, że potrzebuje czasu, że musi minąć trochę czasu. "Któregoś dnia byłem gotów. Byłem zupełnie gotów, niestety, żona wróciła zbyt póź­ no, a ja zasnąłem przezd telewizorem..." - opowiadaj i już w trakcie tłumaczonego opowiadania rozumie, że to co mówi nie ma żandego znaczę— ia. "Co to ma wspólnego ze sprawą? " - pyta dobrotliwie sędzia. "Nic" - potwierdza Karol i siada. Jego adwokat przyptruje mu się EtaEti chwilę i mruga okiem zniechęcająco: poszło tak, jak się spo­ dziewał. Karol w soi swoich za długich spodniach, oślepiony słońcem schodzi po długich schodach Pałacu Sprawiedliwości. Nogi trochę mu sist plączą. Na dole, na ulicy czeka polonez /marka polskiego samo­ chodu średniej klasy/ na polskich numerach rejestracyjnych. Dominiąue przy kierownicy, młody człowiek w czarnym swetrze stoi przy otwartym bagażniku. Wyjmuje walizę i stawia ją obok Karola. "To wszystko" mówi, wsiada do samochodu i ruszają. Karol podnosi walizę, nie jest zbyt ciężka, przypomina sobie o czymś i biegnie za samochodem. "Moje dyplomy!" - krzyczy. Polonez hamuje. Przez tylne okno młody człowiek podaje Karolowi kilka oprawinych w ramy kartonów, samochód rusza. Karol nie jest w stanie złapać utrzymać dużych płacht, spada­ ją na ziemię, szkło tłucze się, ramy pękają, ^e sterty szkła Karrol wyciąga kilka dyplomów uznania. Zwija je w rulon. Z tymi rulonami pod pachą i walizą wchodzi na ulicę. Nie wie, czy powinien iść w prawo, czy w lewo idzie więc prosto nie zważając na trąbiące samocho­ dy. Karol ze spuszczoną głową i całym majdanem idzie ruchliwą ulicą. Nie zauważa stojącego naprzeciw restauracji pojemnika z kolorowymi kuleć .kami cukierków. Kiikir^EkiopcEwzpEywziiEeniHywwi Jakiś chłopiec po wrzuceniu monety wyjmuje czerwoną kulkę i wkłada do ust, a zamyś­ lony Karol w chwilę potem ząża wpada na pojemnik, ten chwieje się przez chwilę i z hukiem upada. S tki kolorowych kulek wysypuje się i toczy między ludzi i samochody, na ulicę. Karol w pierwszym odruchu

Page 4

4. chce złapać kulki ± guż i już po sekundzie rozumie bezsensowność wysiłku. Z restaracji wybiega właściciel w białym fartuchu. Krzyczy na klęczącego, usiłującego podnieść pojemnik Karola. Z niechęcią przygląda mu się wysoki, postawny Murzyn. Podchodzi, łapie właścicie­ la za klapy i podnosi rękę zerkając na Karola. "Czemu krzyczysz na słabszego /biednego/?" - mówi do właściciela i już ma spuścić rękę wa jego twarz kiedy Karol wrzeszczy; "Nie! Nie!" — te słowa potrafi powiedzieć po francusku. Murzyn wzrusza ramionami,! puscza właści­ ciela i odchodzi. Właściciel jakby nic się nie stało krzyczy dalej na Karola. Dostrzega, że ten nie rozumie. Gestami tłumaczy mu, że musi zebrać cukierki. Po chwili wynosi mu szufelkę,! małą szczotkę i duże wiadro. Karol klucząc między samochodami, wśród nóg przechod­ niów zbiera setki kulek i wsypuje je do wiadra. Właściciel gestem każę mu zanieść wiadro do restauracji. W środku stawia go przy og­ romnym zlewozmywaku i puszcza wodę. Karol jedną po drugiej próbuje delikatnie myć kulki. Już po trzech orientuje się, że to robota na miesiąc. Wlewa wody do wiadra i mieszając ręką myje kulki. Wszystko razem wsypuje do zlewozmywaka i korzystając z przenośnego pryszni­ ca stara się doprowadzić wszystkie cukierki - hutrem - do czystości. Kiedy mu się to udaje w zlewozmywaku leży setki zupełnie białych kulek. Właściciel staje w drzwiach. "Piękne, białe..." - mówi Karol kalecząc francuski. Właściciel uśmiecha rozbawiony jego akcentem a może raczej skutkiem akcji. Kręci głową. Karol sięga po portfel i wyciąga sto franków, jedyny banknot jaki tam ma, wyciąga go w stro­ nę właściciela. Ten wacha się chwilę i przyjmuje banknot, pokuzu- jąc równocześnie, że w tej sytuacji cukierki należą do Karola. Krni Karol wkłada kilka do kieszeni, potem otwiera walizkę. W środku przybory fryzjerskie, nożyczki, grzebienie, suszarki, wałki do uk­ ładania włosów. Karol ładuje białe kulki, waliza jest pełna. Karol zatrzymuje się przed okazałym bankiem. Stawia walizę, grzebie w kieszeni i znajduje ukrytą głęboko za podszewką marynarki kartę kredytową. Z tylnej kieszni spodni wyjmuje bilet metra, na któryś ma wypisany tajny kod. Widać, że rzadko korzystał z urządzenia

Page 5

5. bankomatu. Z naborzeństwem wsuwa kartę w otwór bankomatuz spraw­ dzając kierunek i sposób wsunięcia* Potem delikatnie naciska palcem kolejne numery i czeka. Automat chrobocze przez chwilę, na ekra­ nie pojawia się niezrozumiały dla Karola napis i Ewka nagle metaę Iowa pokrywa majestatycznie zamyka bankomaty nie wydając ani pie­ niędzy ani karty. W ostatniej chwili przerażony Karol próbuje ura­ tować cokolwiek, naciska jakieś przyciski na oślep, klapa przycina mu palce. Karol wyszarpuje rękę i wali w zamkniętą klapę automatu. Bez skutku. W drzwiach banku pojawia się urzędnik. Karol pokazuje, że bankomat połknął mu kartę. Urzędnik wzywa go do środka. Znajdu­ je kartę we wnętrznościach bankomatu i z trudem sylabizuje nazwisko Karola. Karol potakuje z skwapliwie, sięga po paszport, ale urzędnik tłumaczy Karolowi, że konto zostało zablokowane. Karol z wielu słów rozumie tylko to jedno :"zablokowane". Urzędnik potwierdza to jesz­ cze kreśląc w powietrzu znak X - nieważne, skreślone. Karol wycią­ ga rękę po kartę i mówi swoim francuskim :"moje pieniądze, moje pieniądze", ale urzędnik powtarza znak X i dużymi norzyczkami prze­ cina nieważną już kartę na kilka ez kawałków i wyrzuca je do kosza. £vxvx^zjg dx brak±s^ k&ri3:łv:EpTXiwdz^ )B>ra3 v^^ ffi^^xk*toxyz:^^txwx^:b$W8taW Patrzy na Karola, który zastygł z wrażenia. "Odwagi" - mówi urzędnik. Przed bankiem Karol sprawdza swój stan posiadania. Ma kilka mo­ net, które wynalazł w głębokich kieszeniach. Późnym wieczorem z wyraźnym zarostem i zmarnowaną twarzą Karol siedzi na ławce. Je bagietkę, popija wino z plastikowej butelki. Cza­ sem sięga do walizy i z wyraźnym niesmakiem przegryza bagietkę cu­ kierkiem. Skończywszy obraca w ręku pięciofrankówkę. Może to ostat­ nia moneta jaką ma. Decyduje się. Wchodzi do budki telefonicznej i wykręca z pamięci numer. gi*ew iui Odzywa się Dominiąue. Knrel mówi jej-—-je ixia~g^t!ic &pgg, "Dzwonisz w dobrym momencie" - mówi-Domini <?**< - "Posłuchaj". Przez chwilę cisza a potem Karol słyszy coraz wyraźniejsze i głośniejsze miłosne odgłosy. Sapanie mężczyzny i jęki

Page 6

6. Dominiąue coraz bardziej namiętne, Karol widzi, jak w okienku au­ tomatu topnieje suma jego pięciu franków. Cyfry zmniejszają się: 4.20, 3.60, 3.20, 2.60, 2.20, 1.60, 1.20, 0.60... Karol krzyczy do słuchawki: "Dominiąue!" - ale w słuchawce akurat Dominiąue wy­ sokim głosem krzyczy z rozkoszy. Karol z rozpaczą widzi w okienku cyfrę 0.00 i po chwili połączenie zostaje przerwane. Otępiały od­ wiesza słuchawkę. Wychodzi z budki i opiera się o ścianę. Powoli docierają do niego dźwięki gdzieś daleko granego Chopina. Docho­ dzą z dołu, z metra. Karol schodzi po schodach i idzie pustymi ko­ rytarzami - .uzyka zbliża się. Dostrzega młodego chłopaka na pod­ ziemnym skrzyżowaniu korytarzy. Pa Pyta po polsku :"Mogę yrzuzięś^i przysiąść?" Muzyk kiwa głową. Karol siada i słuchając muzyki płacze Po jakimś czasie pyta jeszcze przez łzy: "Chce pan cukierka?" muzyk chce. Karol wstaje i wraca korytarzami, ale przy automacie, gdzie zostawił walizę została tylko plastikowa butelka z winem. Walizy nie ma. Wraca do muzyka, który kończy koncert. "Ukradli" - mówi, muzyk kiwa głową* i przygląda się Karolowi. "Masz gdzie spać? " - pyta. Karol nie ma. "Tu jest taka wnęka" - mówi muzyk i schodzą w dół schodami metra. Przełażą pod barierkami, kolejarz w okienku nie reaguje. Po północy. Ostatnie pociągi metra. Muzyk i Karol przy końcu peronu we wnętrzu wnęce, która osłania trochę przeciągi. Popijają wino. W różnych punktach peronu rozkładają się do snu inni mieszkań­ cy tej stacji, można dostrzec pewną hierarhię tych ludzi. Tutaj też jedni mają żspsi lepiej inni gorzej i ci lepsi bronią swego sta­ nu po iadania. Muzyk opowiada trochę o sobie. Wygrał konkurs młodycł talentów skrzypcowych w Monachium. Przyjechał do Paryża, ale tu było wielu tak dobrych jak on, a on nikogo nie znał. "Myślałem..." - mówi - "Kupiłem wielką walizę i opłaciłem nadbagaż na powrót, a teraz..." Karol pokazuje mu swoje dyplomy. Jemu szło dobrze. Pracował ciężko, alemiał już swoje klientki, zarabiał, żył. Tak było do czasu, kiedy żona poznała faceta. Karol mówi o tym z tru—

Page 7

7. dem, pamięta dzisiejszy telefon, "Kocham ją. Po tym wszystkim oeż." Staje nad nimi jakiś postawny facet w dżinsowym ubranku z trudem opinającym mocna ciało, z pryszczaty, z różowy na twarzy. "Jo?" - pyta muzyka. Muzyk kręci odmownie głową> zastanawia się chwilę, zerka w stronę ka Karola? i mówi do dżinsowca: "Może on się zgodzi?" Dżinsowiec krytycznie ocenia Karola , kuca przy nim. "Jest robota" z- mówi. - "Można zarobić parę złotych. Karol kiwa głową, jest gotów. "Trzeba stuknąć faceta" - mówi dżinsowiec. Karol od razu traci zainteresowanie. Dżinsowiec beznamiętnym głosem przekonuje: " Sam chce, a mówi, że sam nie może. Może się boi... Nasz rodak. Chce żeby mu pomóc. Płaci...można przeżyć spokojnie pół roku." Karol zdecydowanie kiwa głową: "Nie, nie. Co to, to nie". Dżinsowiec wstaje. "Głupki" - mówi i ddehodzi. Karol przymyka oczy. "0, Boże..." - mówi cichu. Muzyk patrzy na niego? "Wracam" - decy­ duje się nagle. "Ja nie mam jak. Nie mam na bilet. Nie mam na wizę. Byłem? konsulacie, chcą 140 franków, nie mam. Poszedłem do Legii Cudzoziemskiej..." "Do Legii?" - dziwi się muzyk. "Tak. Pomyślałem, że może tam wszyscy są równi, ale nie przyjęli. Jestem za stary." Karol wzrusza bezradnie ramionami. Muzyk raptem uśmiecha się i od­ wraca do niego tyłem. "Ostrzyż mnie" - prosi. Karol ma w kieszeni grzebyk i ais nożyczki. Początkowo, opornie, potem z coraz większą przyjemnością skaz obcina długie włosy muzyka. Jego twarz zmienia się, młodnieje pozbawiona długich, artystycznych, kręconych włosów? rozjaśnia się. Karol zadowolony przygląda się rezultatowi. Coś jesz­ cze poprawia. Muzyka odwraca się do niego. "Zabiorę cię z powrotem" - mówi. Duża waliza-kufer z metalowymi okuciami jedzie ruchomymi cią­ gami lotniska Charles de Gaulle. Srn&spsiiuwsMzmmckaM^ Prze­ jeżdża niskimi korytarzami, podziemnymi ciągami, zmieniając kieru­ nek. Spada na stertę innych wal bagaży. Pracownik lotniska chwyta za rączkę. "0 kurwa..." jęczy pod ciężarem i z trudem pomagając sobie kolanem wkłada walizę — kufer na wózek. Wózek wyjeżdża na

Page 8

zewnątrz,, jedzie po płycie lotniska. Dojeżdża do taśmociągu i waliza-kufer znika majestatycznie we wnętrzu polskiego samolotu. Na warszawskim lotnisku muzyk biega w poszukiwaniu wózka do transportu bagaży. Jest tylko kilka, wszystkie zajęte przez- szczęś­ liwych zdobywców, którzy pierwsi przeszli przez odprawę paszportową Muzyk podchodzi do małego sklepu i kupuje wtaiskya butelkę whisky. Potem wypatruje starszą, bezradną kobietę i podchodzi ad do niej. Przez chwilę rozmawia z nią i kobieta zwalnia puszcza trzymaną z całej siły rączkę wózka. Muzyk odchodzi z wózkiem, a starsza kobieta zostaje zdziwiona z piasiikowyzywhą obicążoną butelką, niepotrzebną jej chyba plastikową torbą. Z obskurnej dziury wyjeż­ dżają bagaże z samolotu z Paryża.

1 / 8