ATKK-PRZ-I-032

Description

Typescript with the shooting script for Krzysztof Kieślowski's film "Blind Chance" (1981). The screenplay was written by Krzysztof Kieślowski. The cinematography for this film was done by Krzysztof Pakulski. The film was produced by the Tor Film Studio. The document header reads: "Krzysztof Pakulski. Krzysztof Kieślowski. Blind Chance - shooting script of a feature film". which indicates the technical nature of the shooting script prepared jointly by the director and the cinematographer. The typescript includes: a tabular list of footage length (the duration of individual scenes and shots with page numbers), a list of scenes with indications of the location and type of shot (including "Okęcie Airport". "Łódź Train Station". "Dean's Office". "Mortuary". "Witek's Apartment"), followed by the detailed shooting script with scene and shot numbers, descriptions of camera movement, as well as written dialogues and stage directions. There are also numerous handwritten notes, corrections, and technical remarks, including deletions, underlinings, and comments next to individual scenes, which indicate the working nature of the document and its use in preparing the shooting and editing of the film. The document includes the author's handwritten corrections and notes.

Date
1980
Type of documentation
A - file documentation
Category
Feature film
Series name
Blind Chance
Technique
typescript
Language
Polish
Film directing
Krzysztof Kieślowski

Page 4

"PRZYPADEKM -• wykaz scen £ = = = = = = = = = = = = = = = , - - _ - - = = - ======= -------- ? _ = = , Metraż t Str. ' = = = = = = = ^ 1 Scena JCęny k = = = = = = = = = = K = = = = korytarz szpitalny - Poznań 1 1956 1 Dworzec w Łodzi Wnętrze pociągu । Dworzec Centralny l Mieszkanie Wernera 1 Pokój Adama, i korytarz ośrodka, i sla wyki. • Łazienki 1 Mieszkanie Wernera Lotnisko Okęcie । Pokoje Rady Organizacji Młodzież, i Szpital w Miodowej WN/PL WN Noc Dzień pochm. Dzień pochm. Zmierzch Noc 45 20 100 i i • ' WN PL WN WN/PL Dzień Dzień Świt Dzień 60 30 20 20 j i WN WN/PL Dzień Zmierzch/ noc/świt Popołudnie Dzień pochm. Zmierzch Dzień Noc Dzień Dzień Wie czór Wieczór Dzień Dzień Dzień pochm. Dzień Dzień 100 70 30 40 50 40 40 30 40 70 20 60 50 i ‘ ' WN WN/PL WN , i i Winda i mieszkanie Adama l • i Domek i ogród Buzka * Mieszkanie Wernera 1 J Hangar i przystań nad Wisłą । Dom Buzka । i Holi przed salą konferencyjną i • Łazienki - ulica 1 ' ' Mieszkanie Wernera WN WN/PL WN WN/PL , Mieszkanie Adama i Korytarz szpitala «Przed lotniskiem Okęcie 1 Dworzec w Łodzi Sala Kolegium jDuża polana parku i Duże mieszkanie, klatka 1 schodowa l Poczekalnia dworca w Łodzi ’ Mieszkanie Witka Mieszkanie Witka ।Korytarz szpitala ^ , i ' 1 WN WN PL PL/WN , i WN PL i • ‘ WN WN WN i • 1 WN WN WN PL , WN i Pokój księdza •Przed chatą w Bieszczadach Drukarnia WN WN PL WN Wieczór Noc Dzień Dzień Dzień Dzień Dzień/zmierzch Noc 10 40 ' 1 1 ‘ 2 1 ' 4 1 11 । 1 1 ^ 1I :2; 1 6L 8 , r 1 2! 40 25 50 50 50 60 20 20 50 80 50 । 2^ 1 ’ 41 1 1 ' ‘8 11 ' ”J 1 41 1 50 । 59 ' ® 1 1 I 1 1 ^ 1 1 i 65 1 7 ! 77^1 ' 7' 1 :8* 1 i u* I 1

Page 5

- 2 - y = = _ ^ i Scena 1 = = = = = = = = = = = = = = =» = s s a 4 = = = = = = = = Kościół 1 Mieszkanie Witka Dworzec w Łodzi , Wnętrze pociągu i Drukarnia 1 Pokój księdza Biuro paszportowe , Teatr Stary w Krakowie । Przed teatrem • Mieszkanie Witka Polana w parku Dworzec w Łodzi . , Dworzec Centralny • Mieszkanie Witka + 1 mieszkanie ciotki ’ Dworce w Łodzi Mieszkanie Witka , Korytarz Akademii ( Urząd Stanu Cywilnego « Akademia Medyczna 1 Mieszkanie Witka Łódzkie mieszkanie ( Mieszkanie Witka i Wiejski domek • Gabinet dziekana Dyżurka pogotowia , Przed akademikiem i Przed akademikiem • Gabinet Kier. Korytarz, pokój akademicki Mieszkanie Witka । Dworzec w Łodzi — oiĄuhAA * Biuro podróży Mieszkanie Witka Biuro podróży ( Mieszkanie Witka । Dworze c w Łodzi 1 Lotnisko Okęcie Holi odlotowy , WN WN 1 ‘ PL WN WN WN i i • * WN , WN । PL > WN 1 PL PL । WN/PL l 1 WN • PL ' WN WN , WN i WN ’ WN ‘ WN , WN i WN/PL • WN 1 WN । PL । PL । WN 1 wn ; WN WN WN WN । 1 ' ' WN , WN i PL ’ WN/PL ' WN = = = T Metraż’ Str, = = = ł Dzień Noc/świt Dzień Noc Dzień Dzień Dzień Noc Noc Świt Świt Zmierzch Noc 60 130 1 । 25 25 30 25 , i ' * Noc Dzień pochnu Dzień/wieczór Dzień Dzień Dzień Wieczór Wieczór Dzień Zmierzch Dzień Dzień Dzień Zmierzch Dzień Noc Noc Noc Dzień Noc Dzień Noc 40 40 Dzień Dzień Dzień 30 ; 60 40 40 । । ' 20 : 15 3Ó 50 20 30 30 85 87 93 94 96 97 98 100 101 103 105 107 108 ' i n « 110 ' 112 : 114 . , 118“ 10 20 20 20 15 i 119 1 121 ! 122 , •125 i 125 1 128 ! 131 i 132 l 134 । 135 1 136 137 , 138 । 140 ' 142 143 । 144 i 146 ' 147 ’ 148 10 । 147 15 45 50 50 25 30 20 25 30 15 30 40 25

Page 6

ny Scena * । = = = = = = = = = = = = = = = = = = * l Lotnisko Okęcie i ^ 1 Wnętrze samolotu i WK Ulice miasta 1 PL । Korytarz szpitala 1 WN i Mieszkanie w Poznaniu | W 1 Mieszkanie Witka i WN 1 Pokój na koloniach • WK , Stołówka kolonijna 1 WN । przed budynkiem w Rabce PL • Prosektorium । WN 1 Pokój organizacji studenckiej WN Świetlica w szpitalu । WN । Mieszkanie Witka i WN i Sala wykładowa * • WN * Klatka schodowa WN Przed szpitalem । PL ( Cmentarz i PL i Dworzec w Łodzi . 1 PL 1 Gabinet dziekana 1 WN p i i Dworzec w Łodzi | PL , Wnętrze samolotu । WN i Lotnisko Okęcie * PL 1 Metraż i Str Dzień Dzień Świt Noc Dzień Dzień Dzień Dzień Dzień Dzień Noc Noc Dzień Dzień Dzień Zmierzch Dzień Noc Dzień Dzień pochm* Dzień Dzień i 1 ’ 1 i • 1 i • ’ i » ’ i i ’ 15 10 10 10 10 10 10 10 10 20 10 15 10 12 15 10 15 10 10 20 5 25 ; 15C ’H i i 1 ! 152 15! 154 15 1 1 ' 1 ; '56 151 158 161 163 1 164 ! 165 1 166 :161 1 łd ’ id : i • 171 • 171 * 174

Page 7

Krzysztof Pakulski Krzysztof Kieślowski Przypadek. scenopis film fabularnego. SCENA I -AO wa ! Korytarz szpitalny. Wn. naturalne. Noc. jlJWA: Tricki UJ. 1 BLISKI - PILNY Przez kobiecą nogę w podartej pończosze widać kłębiących się ludzi w szpitalu w Poznaniu. Jest czerwiec 1956 roku. Pa posadzce przeciągają rannego., który zostawia za sobą obfitą strugę krwi. Do leżącej kobiety podbiega ktoś w białym fartuchu i ten fartuch przesła­ nia kadr. Ostry motyw muzyczny - Lekkie sfazowanie ruchu. Na tym tl . t? CZOLOWB. z wyraźną kulminacją.

Page 8

u MU. sosy -' fefyftĄ - PllftlA—J-ii^Ł^ ^0 T'1^ SolAui^-. Dwór 2 WWL. UWAG/! t^° TEte/W. ^.Jd^- Mitr# kd^^lł *. _ pA^OMH-lĄ _ vAlv^/w^u'- «M»zcłEol!: ^ "— --------- —“ W nadbi . < ^^ | obok pienl M vjit^- fe^ - i>fi^-*onM^ - ^ SoWTIi («’*^~ W-'*^^JllŁ t ^^^ r fouwttti - ^^fciMi w/tW- r ^W®0 M^ ^^1 i to te ł pMdW Do oM ^ W^■ IzsWMft ' -f odble I podoi ^0l>lOćr. i prz $ UowTPf^ 00 A o.c. L/ ^^^ Sl^^' SOlMSW ? &-^-' i kie ®'£J ' jptllł fł^ - SW^** ulTU&h - Cl iu<M - Po kufel * Witek 'JHdw^ BtaM jiA&M - Lsok-1 w ten -HM*; • I Od mo ZWABI trzym że po zwoln UJ. 5 Począ kufel

Page 9

2. PJĄ--2 ~ ■ m Dworzec w Łodzi. Plener z elementem wn.natur, UWAGA:' Tricki. UJ. 2 AMERYK. SR. PEŁNY - JAZDY, PANORAMY. Rok 76, Od strony miasta z torbą w ręku nadbiega Witek. Spieszy się. Potrąca stojącą obok wejścia na hali dworcowej kobietę, liczącą pieniądze. Pieniądze rozsypują się. PANORAMA za odbiegającym Witkiem - zostajemy na twarzy Pijaczka z papierosem w zębach, patrzy na toczącą się dżudziestozłotówkę. W tle Witek przepycha się do kasy, Pijaczek odnajduje dwudziestozłotówkę, podchodzi do kiosku, bierze piwo, odchodzi o krok i przychyla kufel do bardzo spragnionych warg i kiedy już ma pić, nadbiegający Witek wytrąca mu kufel z ręki. Witek biegnie dalej - JAZDA - goniąc ruszający widocznie pociąg. Od kamery wchodzi w kadr SOK-ista, rozkłada szeroko ręce i Witek wpada w ten uścisk. Od momentu kiedy Witek przebiegł połowę peronu ZWALNIAMY zdjęcia aż do prawie całkowitego za­ trzymania kiedy SOK-ista trzyma go już i wiadomo, że pociąg odjechał. Jeśli będzie trzeba zwolnieniu ruchu towarzyszy muzyka. UJ. 3 AMERYK. ŚREDNI, PEŁNY - JAZDY, PANORAMY Początek jak w uj. 1. Kiedy Pijaczek przechyla kufel do bardzo spragnionych ust, nadbiegający Witek, żeby go ominąć, traci rytm biegu. Dzień pochmurny.

Page 10

Znów rusza - JAZDA - goni ruszający widocznie pociąg. Biegnie najszybciej jak może, ale widoczna w kadrze rączka wagonu oddala się od niego, wreszcie Witek zatrzymuje się ciężko dysząc. Podobnie jak poprzedni?), kiedy Witek wytrąca szybkość, zwalniamy ruch aż do prawie całkowitego zatrzymania. UJ. 4 AMERYK. ŚREDNI, PEŁNY - JAZDY, PANORAMY.. Początek jak w uj. 1 i 2. Kiedy pijaczek prze­ chyla kufel do bardzo spragnionych ust uskakuje przed pędzącym Witkiem, czując jego bieg kątem oka. Witek biegnie jak przedtem, gdzieś w tle miga SOK-ista, Witek dopędza pociąg i na ostat­ nich nogach wskakuje na stopień wagonu# Pociąg, oddala się od kamery, widzimy Witka dyszącego w szybę ostatniego wagonu.

Page 11

fakirze pociągu. WJ. 5 Dzień pochm. Wn. naturalne BLISKI, ŚREDNI WE |iwW W WW ^^ • Czerwona z wysiłku ręka Witka na poręczy pod sufitem. On sam dyszący, wisi na tej ręce. Obok stoi Weiner, zapala sporta. WERNER: Miał pan szczęście. Witek patrzy na niego# Mógł pan nie zdążyć. Mówi z trudem. WITEK: Mogłem- Mało bra­ Stopniowo odzyskuje oddech. kowało. UJ. 6 ŚREDNI, AMERYKAŃSKI, ŚREDNI. JAZDA. W wagonie bez przedziałów pomiędzy dwoma potężnymi mężczyznami siedzi młody chłopak o dziwnie szklistym spojrzeniu, zapatrzony. ^2 ^oTb>J- Zwraca się do jednego z opiekunów, ten przyzwalająco kiwa głową# Chłopak wychodzi do toalety PANORAMA - zostajemy na siedzą­ cych naprzeciw siebie Witku i Wernerze# Widać teraz, że obserwowali dziwny konwój. Pociąg zwalnia, Witek wstaje z miejsca - JAZDA - wychodzi do środkowego przedziału, gdzie jest toaleta. Pociąg zatrzymuje się, z toalety wychodzi chłopiec# WITEK: Możesz teraz pry­ snąć . .. Chłopiec patrzy na niego nie widzącym, spojrzeniem i przechodzi obok# Pociąg rusza. Witek wraca na swoje miejsce# Chłopiec siedzi już między swoimi opie- W O .^SwOu.

Page 13

5* . Dalej grupa-sportowców w dresach* Witek siada naprzeciw Wernera. Werner czyta książkę oprawioną w gazetę* Uśmiecha się do Witka, odrywa od książki. WERNER: Nie chciałK ^oS & . ‘JUT’ pt> w*W WITEK: Nie. Jakieś narko* Mn^tUo^M UHtM . - OU^fi Gro M& tyki—m—dali. Hasz czy coś. ^^NER: Chyba aam urziągr. WERNER: Niekoniecznie. Lu- PANORAMA, zostajemy na chłopcu dzie czasem nie uciekają, bo siedzącym między opiekunami* Mimo nie chcą* Wt> dziwnego spojrzenia widać wewnę­ trzny spokój tego człowieka* PANORAMA, wracamy na Witka i Wer­ nera, pogrążonych w rozmowie* Weiner trzyma w ustach niezapalonego sporta* WITEK: Czemu, do cholery, jakaś władza ma decydować czy człowiek jest szczęliwy, czy nie? WERNER: Bo wie lepiej* Albo jej się tak wydaje* WITEK: Czemu pan nie zapala? WERNER: Bo to -dla, ni.opalą-. ^„„h. OMU'! w^HM Ś<v w. mt UĄfS^ fi^ tfA- W^^ W' ^jś. aft t^fc nw^w®-1.

Page 14

SCENA- Dwór zet i UJ. 7 I V/itek i ę^^M-^'^ yM^^^^7 ^^ ^., 1^ r^* W, , it^M a^^^i- -^' ^ ^^ ->+, m^1 tcw, ^t/węrr- jśr. ,;u>ui«l : ^Ofo^ ^M; w > , ^m^. • Zrobili Buzek - tJfJW« Ml Buzek j cheiał

Page 15

6. SCENA 4 -^O'^ Dworzec Centralny. UJ. 7 Wn. naturalne i plener. Zmierzch. ŚREDNI, PEŁNY, JAZDA. .Witek rozmaria przez automat. Widać, przechodzącą grupę sportowców z po­ ciągu. WITEK; Jestem siostrzeńcem. Odwraca się. Obok stoi Werner. Na ile?... To dziękuję. WERNER: Kłopoty? WITEK: Wuj wyjechał budowąć coś do Iranu. Jakaś baba wy~ najęła, mówi, że na trzy lata.•. WERNER: No - i co? WITEK: Chyba wrócę. Zrobili dwa kroki, zastąpił im drogę Buzek - charakterystyczny, z wąsami. BUZEK: Czy to był pociąg z Łodzi? WITEK: Z Łodzi.. ^^ ^ -^JwlW^W^ Miot J\ W* ft^- Buzek jeszcze chwilę stoi, jakby chciał o coś zapytać i odchodzi. BUZEK: A punktualnie odje­ chał? WERNER: Bardzo/-P<nłui ) śof lĄitnsc*^ uvtvu*'?“ fr^fi c^fc mnw MC^I*'' ^ T^Wt ^n&orf. WERNER: Jeśli pan chce za­ czynać od nowa... mogę pana przenocować. WITEK: Nie chciałbym sprawić kłopotu rodzinie...

Page 16

podjął Wemei '71 tek rzecz; Wycho< koleje chodzi prow a< chłopi i aęź< żeby i samo cl patrz;

Page 17

/Z? '.7itek przygląda mu się, trudno mu BHUER: Ja ńie mam rodziny, podjąć decyzję. * Werner uśmiecha się. Boi się pan czy nie lubię Witek ma niewyraźną minę, chyba chłopców? rzeczywiście o tym myślał. .^^ 'WBRNBSt Nie. Wychodzą - JAZDA - i stają w długiej kolejce do taksówek. Obok nich prze­ chodzą dwaj mężczyźni z wagonu, prowadząc między sobą dziwnego chłopca. Chłopiec patrzy na Witka i mężczyźni muszą użyć trochę siły, żeby wtłoczyć go do czekającego samochodu sanitarnego, tak się za­ patrzył.

Page 19

^9 8. SOBKA 5 - łffim Mieszkanie Wernera. Noc. Wn. naturalne. UJ. 8- PEŁNY, ŚREDNI, BLISKI. 3 bardzo dużym pokoju samotnego mężczyzny, niedbale utrzymanym i umeblowanym Werner z kieliszkiem w ręku pokazuje jak chodzi. Chód jest nienaturalny, jakby każdy krok ■ wywoływał ból. ^ Witek wykręca numer telefonu i widać nikogo nie ma, bo kręci głową. { WERNER: Czterdzieści pięć dwadzieścia jeden dziewięćdziesiąt pięć. WERNER: Jeśli cię mocno biją w te Pokazuje kości stóp. kości, to chodzisz tak do końca życia. Witek siedzi na krześle, nie ma kieliszka, Werner siada dość daleko od niego, wypija, otrząsa się. Od razu nalewa następny. WERNER: Coraz gorsza... I na procesie przyznałem się. Nie od razu, ale to też dlatego, że rozumiałem, że Partii nie jest potrzebne przyznanie od razu, że ona potrzebuje czasu żebym ja zrozumiał, że potrze' bne jest moje przyznanie się. I przyznałem się. Bo wierzy­ łem głęboko w tą ideę i rozu­ miałem, że dla tej idei muszę się przyznać nawet do tego,

Page 20

$ tfW t^eni —r osn^ó WWl MM?C1 KMŁMĄ-? ĆM&AO wtotfc 7sf«>4- Hi ft>Tt(^ (cwei^ , ^mM^ 0 i ffrtrii ■ 0 (^S^/t=>^=^^=~ ^. vwc4««» ^ ^Wwo fi t fl^ . U ^ W . 0 PHlWfy . 'tłumni « vitMtyUifi . ftoWS getnJ * / fWwo - no j iJl^^iU. W^ Wwoł tiWfrwtf. ^'^ • ^^. - -"^ fo^ koW^ kHTMilJtAA , ^ W1 fJIW<*H 2 ftyfUM w t£(^ - bowe ^~ vW 2, W-Piufc w ^W^ ^rt^\ „^^ w*w - w ^ f>OW\ vJOM«W^ £-<» W> IW^A -> r^ \ ■—-— teWł WŁHA/Bten* ^ fODrtw' . fart uE^ft u^.rTn 1 i o'4 /Jo ^^ ^^ fjw, 0 &!>W‘ MW* ^fo^ ■ P<0 ] Pr! od Wy] na£ p<xvi •

Page 21

2/) 9. czego nie zrobiłem, a właś­ ciwie do tego, czego nie ^myś lałem. Chociaż Krystyna czekała na wolności. Mówiłem ci jaka była? WITEK: Mówił pan. WERNER: Była biała. Cała biała. To dziwne u takiej kobiety, ale miała jasny Prawie bezwiednie pokazuje linię meszek na górnej wardze i tu­ od ucha w dół. taj przy uszach. Wypija kieliszek i znów nalewa Miała brzydkie ręce, może dla­ następny. Wstrząsa nim. tego mogłem ją dotknąć, że wogóle miała jakąś skazę. Takie ręce brzydkie, grube, że na«ót nie mogła zdjąć obrączki, kiedy Adam poszedł do więzienia w 49. Kiedy z nią mieszkałem i z jego synem, zawsze chowała ręce, a wtedy chowała te ręce bo były brzydkie i były z obrą­ czką szpiega. Pewno dlatego musiałem się przyznać, bo przeze mnie przecież uwierzy­ ła, że Adam jest szpiegiem. Jeśli go zamknęli w 49 musiał był szpiegiem, choć wcale nie był. Ale musiał być. Tłumaczyłem jej to przez cały rok. On był komunistą, ona

Page 23

23 10. była komunistką i ja byłem komunistą, ale po roku uwie­ rzyła, I zamieszkałem z nią, (Witek jakby mimoęhodem przygląda się swoim rękonu] Werner wstaje i siada bliżej, Witek znika z kadru# top?/ 'WERNER: Dzwoniliśmy już? WITEK Aff/: Tak, nikogo nie było# A dzisiaj? WERNER: Ja wierzę ciągle, a oni... nie wiem. Adetm-sejima* mnio na wykłady, Jak mnie zamknęli i jak się przyznałem... to ona zaczęła Werner, który przyniósł butelkę wątpić czy naprawdę była żoną ze sobą powtarza gest - wypija, szpiega... nalewa, proponuje gestem Witkowi, Odstawia butelkę, bo widać Witek odmówił. Choć mnie uwierzyła, że tak było. Ale właśnie dlategt nie mogła uwierzyć, że ja też jestem przeciw Partii i ko­ munizmowi. I przestała wie­ rzyć Partii. Adam przestał być dla niej szpiegiem,a ja nigdy nie byłem i nie mogłem być dla niej zdrajcą. Więc wierzyła sobie. I czekała. Kiedy przyznawałem się,kiedy mnie bili, wiedziałem, że ona już to wszystko wie,

Page 24

2^ u. a kiedy mnie skazywali, wie­ działem, że będzie czekać kto pierwszy wyjdzie. Siedzieliśmy w tym samym więzieniu i ona przychodziła na widzenia z nami... myśmy się mijali, wtedy była jeszcze bielsza i bledsza, widać było wyraźnie ten meszek nad wargą... Do kogo ona może być podobna, żebyś zrozumiał... WITEK /off/: Może do Jandy? Werner śmieje się cicho do siebie. \7ERNER: Ona była dobra i ła­ godna. Nawet wtedy nie była nerwowa, tylko spokojna, zu­ fWCHO*>M W ^RW^ ■ pełnie spokojna i blada..• czterdzieści pięć, dwadzieścia jeden, dziewięćdziesiąt pięć. Widać rękę 7itka, która bierze aparat. PANORAMA. - Witek ze słu­ chawką w ręku'wykręca numer. Chwilę czeka i kiedy już na poło­ żyć słuchawkę, widocznie ktoś się odzywa, bo zakrywa tubę i prze­ ^IW- riww. straszony patrzy na Wernera. Werner podchodzi bliżej. TCERNER: Poproś panią Krystyn^ WITEK: Przepraszam, dzwonię. z automatu, stąd ta przerwa. Czy mógłbym mówić z panią Krystyną?

Page 25

12. Znów zakrywa tubkę, Werner zna widać pytanie, które padło, bo od razu instruuje. WERNER: Jesteś z Instytutu, WITEK: Błttgosz, prappraoga^jestem z Instytutu, Po cichu oddaje słuchawkę Wernerowi, WERNER: To ja, Krysiu,•♦ Wróciłem dzisiaj kilka godzin temu, ale nie było cię... Spałaś prze z o statnie noce?... Hania? Czemu?... No, jak się jest babcią... I co powie­ dział? Witek powoli wychodzi z pokoju - Nerwowy płacz u dwuletniego JAZDA - nie chcąc słuchać dalszej dziecka?.•• I co kazał? rozmowy, w której We mer usiłuje Przecież chodzicie na spa- niezdarnie ukryć, że jest pijany. cery... Idzie do łazienki, łazienka jest jak i mieszkanie zapuszczona i nieskładna. Bierze do ręki wyleniały pędzel i brzytwę, którą uży­ wano bez przerwy od kilkunastu lat i widać to po niej. Naciera skronie drogą wodą kolońską, nie pasującą ^^^<^0^- ^ do reszty wnętrza, Słyszy, że roz­ |?>0CkP ^^W". mowa skończyła się, spuszcza wodę i wraca. Na stole leży pokrojona kiełbasa- w butelce jest tylko tro­ chę wódki, Wernera nie ma, Witek ^gl^a za zwężenieji widzi Wernera patrzącego w pustą lodówkę.

Page 26

26 13. WERNER: Nic nie mam. Nie było mnie kilka dni... I niedługo wyjeżdżam, nic nie kupuję. Sitek wraca do stołu. Słychać jeszcze szczęk naczyń i na stole pojawia się pusty talerzyk. Witek rozkłada kiełbasę na dwa talerzyki, Werner pochylą się nad stołem i od­ suwa swój jak najdalej. Wypija kie­ liszek wódki, już ostatni z butelki i wzdryga się. Nie wiadomo, czy od wódki czy na myśl o jedzeniu. WERNER: Nie mogę jeść o tej porze, ani kiełbasy.•• WITEK: I co? WERNER: Pokazywałem ci zdję­ cie? Witek kręci głową, że nie. Werner wyjmuje małe zdjęcie z portfela i patrzy na nie chwilę, odwraca na sekundę w stronę Witka, potem chowa. Nie pokażę ci. Kiedyś pewno ją zobaczysz, a zdjęcie jest stare, sprzed trzydziestu lat... Nie powinieneś myśleć o tamtym czasie za konkretnie. NITEK: I w którym roku pan wyszedł? NERNER: Za późno. N 54 zaczęli wypuszczać szpiegów, a nas z odchyleniem dopiero później, /nuci/ Za późno... Kiedy wy­ szedłem już przeszło rok byli razem.

Page 27

14. WISEKs A pan? WERNER: Dostałem to mieszkanie i zamieszkałem tutaj do teraz.. Już się chyba nie przeprowadzę* WITEK: I tutaj pan wierzy w to wszystko? Werner ożywia się* WERNER: Tak, tutaj i wszędzie* Może właśnie dlatego, że je­ stem tutaj, łatwo mi jest wierzyć. Tutaj jestem bardziej równy i potem po-w-ięzieni-U' nie chciałem nigdy być mniej równy, choć ml 'proponowałtTTtycSoSźi-łem-z-więzieńia z ludźmi, _którzy mogli mi dużo propono=" -wać* WITEK: Ale przecież pan widzi co się z tym robi? Werner odchyla się i z kadru.

Page 28

£2 fernei kie wy fi tek I zarz Opatul | Witk Mycha i Wem hutko jakąś tórą ©nie w o żerny itek : । stroi ygryw; Ó«i c: $bniei

Page 29

£9. 15. To bardzo proste. Nawet jeśli Iaai myśmy tego nie zrobili, ktoś to zrobi,^ £ . । r^o-* E Werner wzdraga się, choć nić już nie wypił, a jedzenie jest daleko. WITEK /off/: Może dać panu koc? WERNER: Tak. Daj. Witek podchodzi do niego od tyłu i zarzuca mu na plecy koc. Werner opatula się - ODJEŻDŻA - my razem z Witkiem. WERNER: Połóż się spokojnie, Słychać, że Witek układa się, ja posiedzę jeszcze. W łóżku, la Werner siedzi przy stole i ci­ tain też jest koc. Mam kilka chutko wygrywa palcami na blacie kocy... jakąś melodię. Może to jest ta, [którą zanucił - "za późno...’’, ale [ponieważ tylko widać rytm, więc nie możemy być pewni. - PANORAMA - Witek leży lekko przykryty i patrzy « stronę Weinera. Słychać melodię wygrywaną palcami na stole? Witek mówi cicho. WITEK: Dziesięć dni temu umarł mi ojciec. Nie zdążyłem go przedtem zobaczyć, tylko przez lekarkę powiedział mi, że nic Bębnienie po stole ust aje. nie muszę. ; H^Nli-WJ-

Page 30

wb^łą/^_ ft>OCrui (m vr*>tĄ fO»GCM>Ph Poi UJ. Wer jak 3 ot W d jes fjet&W r^A- • 00 A-.0©ot4opvi A)N(£Ua4- j<j^_A<^_. p^G^ p/M/^^^A^ /^o Witt odki Kobi Zosi ^OcAA^ &O^^ \jUĄo ^ i^ ^Le-t^Vdi>| l^ftĄ mwm . ŁjCl(o fHA ^©Vvi ' powawoch Sais w c/lĄt^^^- rfFM^n^C^A^ zręc biur egze ^ ■ PRaa^A • pruHw^^ ; & p/W>)fc WłJWMŁ v'£ qt> Ó (^ Ą i^&RMMft, <^ Ttt ^i^t4-oi; ^^^ urg^ • foo CnZfct&y * IV ' fbw ^f^1^ ^H

Page 31

34 16. sosną 6 -GOm Pokój Adama, korytarz Ośrodka, sala wykładowa. UJ, 9 Wrunaturalne. Dzień. ŚREDNI, PEŁNY, BLISKI, JAZDY. Werner ożywiony, uśmiechnięty, inny jakby człowiek niż widzieliśmy go dotąd, przedstawia Witka Adamowi. W dobrze wyposażonym pokoju jest jeszcze młoda kobieta. WERNER: Poznaj, to jest pan Długosz. ADAM: Go robi? WERNER: Ma urlop dziekański po czwartym roku medycyny. ADAM: Zwątpił pan w powołanie' Witek jest zdziwiony prawdą tego odkrycia. WITEK: Tak, zwątpiłem. ADAM: No, to wszystko wiemy, /do kobiety/ Sprawdźmy czy Kobieta wychodzi. można zaczynać. Zostają sami i chwilę trwa niezręczna cisza. Adam podchodzi do biurka i ze sterty papierów wyciąga egzemplarz gazety. ADAM: Czytałeś? WERNER: Tak. ADAM: I co? WERNER: Wiesz, źe ja się zga­ dzam z tym co ty piszesz. Adam uśmiecha się. Dobrze piszesz. I to jest witek nie wie, jak się zachować. wszystko co robisz dobrze.

Page 32

SA.. v/E^%M: WWi ^ w oothó ^ u^JMMHJ - WRn^yĄUb-. Ą^iQ^ JtaOwiH^A'

Page 33

33 Wchodzi kobieta, okazuje się, że nożna zaczynać, Adam puszcza Wernera przodem i z Witkiem, na końcu wychodzą z pokoju. Idą - JAZDA - długimy starannie wykoń­ czonym korytarzem. Adam otwiera potężne drzwi sali wykładowej* Na podwyższonej widowni sali wykładowej siedzi kilkadziesiąt osób. Wpuszcza Wernera i przy­ myka drzwi. Zostają sami z Wit­ kiem. ADAM: Pan chce posłuchać? WiTBKs lak, bardzo, fc®^0 ■ Adam wyjmuje z portfela wizytówkę i daje Witkowi, ADAM: Werner wyjeżdża za kil­ ka tygodni. c^^4 ^ Atueno WITBK: Tak, de-Amerykt-Ppłud— _niswe4* ADAM: Może być, - że-na długa. \L każdym razie taki dostał paszport* Gdyby pan czegoś po­ trzebował, niech pan się do mnie zgłosi. Hchodzą do sali wykładowej, ^erner stanąć już na dole, na . podium i wyjmuje z kieszeni notatki, przegląda je, uśmiecha

Page 34

si<? szeroko do sali i chowa notatki z powrotem do kieszeni. Pomruk WERNER: Będę mówił, bo prze­ aplauzu. cież dokładnie wiem, co mam powiedzieć. Nie muszę czytać. Podchodzi kilka kroków bliżej Ghcę przedstawić państwu słuchaczy. współczesne, moje poglądy na ideę, z którą związany jestem ponad 40 lat. Każde pokolenie potrzebuje jakiegoś światła, jakiegoś zapewnienia i wiary, że świat można urządzić spra­ wiedliwiej i mądrzej. To pra­ gnienie, które jest starsze od Marksa i młodsze od Marksa przypomina narkotyk: na począt­ © r ku życia daje wielką radość,bo światło jest tak blisko, że ma się pewność dojścia, a u końca życia zostawia gorycz, bo widać jak bardzo się znowu oddaliło. Ja przez te czterdzieści lat wypiłem wiele goryczy a światło jest znów daleko, dalej niż na początku drogi. Niby nie powi­ nienem zachęcać was do tej drogi, ale o jednym mogę was pLEORAMA pokazuje nam słuchaczy zapewnić: życie bez tej gory­ lykładu. Są to młodzi ludzie, czy i bez tej nadziei byłoby przeważnie « garniturach zdra- życiem żałosnym. Izających prowincjonalne

Page 35

3i 19. pochodzenie właścicieli. Zatrzy- kujemy się na wsłuchanym Witku. Potem widzimy jeszcze Adama# który z uwagą przypatruje się Sitkowi. Być może lekko się uśmiecha. Kiedy wybuchł mój bunt przeciw światu było takie hasło w ru­ chu socjalistycznym: pokój chatom, wojna pałacom. Dzisiaj to okropny frazes, ale dla nas oznaczało, że jesteśmy po stro­ nie skrzywdzonych i przeciw niesprawiedliwym. -Od—kiedy "~<\—nie sprawiedliwość społeczną j zidentyfikowano z nierównością — daaterinirtą^^^buhiriJi^^ prowadził zawsze do “soc jalizmu Co hie znaczy, że wszystko sprowadza się do stanu posia­ dania. Na odwrót: dopiero w połączeniu z poniżeniem, z podeptaniem godności ta nie­ równość wytwarza energię bun-u A buntując się człowiek trafia do socjalizmu...

Page 36

36 SCENA 7 Łazienki UJ. 10 Między ć letnią 1 Pr o^^adzi kę, ■ o bo] szą stn czego o< młodzie faceta W rękach panoram ławce W się nie kobiety Witek Ił w głąb, chodząc chodzi wita si dzieży i kiedj 8CU1WOŻJ Pątrzy patrzy i nagle reakcji którą !

Page 37

3^ 20. ■MĄT -SOw MM Dzień, Plener,. Łazienki E3ŁHY, BLISKI, AMEBIKAMSKI, JAZDA. Między drzewami widać pięćdziesięcio­ letnią kobietę o Jasnych włosach. Pronadzi za rękę dwuletnią dziewczyn­ kę, obok wózek* Patrzy wyraźnie w na- szą stronę, jakby nie widząc tego, tóM^I czego oczekuje* Za nią widać grupę ^^ I młodzieży skupioną wokół starszego faceta w sztruksowej marynarce* __ W rękach mają małe szkicowniki. fegSORAM zostaje na siedzących na ławce Witku i Wernerze* Witek kręci się niespokojnie pod spojrzeniem WERNER: Nie bój się, ma bar­ kobiety* dzo krótki wzrok i nie nosi okularów* Poczekasz? Witek kiwa głową* Werner odchodzi ja głąb, mija grupę młodzieży nad­ chodzącej w naszym kierunku* Pod- . chodzi do kobiety, całuje ją w rękę, wita się z dziewczynką. Grupa mło­ dzieży podchodzi , do ławki Witka i kiedy ją mija widać, że Witek 2 hadwożył chyba kogoś wśród nich* •Jątrzy na Wernera i kobietę, ale patrzy też w przeciwną stronę i nagle decyduje się* Po jego ■ reakcji rozpoznajemy, że Czaszka, kktórą zawołał zatrzymała się* WITEK /woła/s Czaszka!

Page 38

21. Mstaje - JAZDA - i podchodzi do niej. WITEK: Czuszka ... Czuszka jest zupełnie spokojna, CZUSZKA: Cześó ... Witek chyba lekko w zaduszony. WITEK: Poznajesz mnie? Czuszka uśmiecha się i w tym uśmiechu jest i to, że go pozna je, jak i to, że to spotkanie nie jest takie zwyczajne, Witek ogląda się i jeszcze na Weinera. CZUSZKA: Rozmawiasz ze mną? Witek bierze rękę Czaszki i cału­ WITEK: Mogę cię pocałować je ją w wewnętrzną stronę dłoni. w rękę? Ręka jest umazana czarnym fla­ mastrem. WITEK: Czemu masz tpkC rękę c zarną?\ CZUSZKA:J^śt^m na SGGW na ogrodnictwie. R^sąjemy plan Czuszka pokazuje* gruby flamaster. Łąśienek. WERNER /woła off/: Witek ! WITEK: Poczekasz? Czuszka kiwa głową. Witek wybiega z kadru. Do Czaszki podchodzi chłopiec z brodą. CHŁOPIEC: Kto tó jest? Czuszka zostawia chłopca i robi CZUSZKA: Moja pierwsza miłość. kilka kroków w stronę Witka. Zaraz wrócę. &ANORAMA zostaje na witającym się z jasnowłosą kobietą Witku. Werner stoi obok i mówi coś szybko i żywo, ale z tej odległości ani Czuszka tani my nie słyszymy co mówi.

Page 39

I 2$ .rs n u n ot scsm Biesa UJ. 1 W zła w ■ kac uifsu, itufifr st^ wyśli do 01 PMIfi^ lAMt^OM Wż . x t/fetIMM;. • wgfuwfih z vJfci4MŁŁ 6iM*^ -^ ' HŻVHt 'MMW* ^’ bluzl iwnTMa . /oOCZ^W^i' C^K wzrol w. wzię] tf6GU/£a& < ^^^ U(t6U.’. CECmjM’? • . $o l^’! | go ns musis spad 2 i łazik . WęntMt^ #«* IMHW4 : -Wfte-^'Ho iM-b W - ^ ^^^ z ^^'^^ j • ^ 2 w ^ ^'t ^^ ^^ ■ * "4®i&j»i ; PM MS utuMt: *° 1 ^ < ' t1® ' "f«4 ' Ptnwi«eo04i , . . Utko ^M • tiltn- C^ -fOUhsiiH1^ , -. bóEH uy hPVtt ' ^aM'Wlta! przyj v&h& m ^ ^ ^^ FM1

Page 40

7^-- LaWił^. 0(^0HM2^Vi£ ^t4J^Ą- . tfOjlWtMŻ ĄO gwil/w. SOSNA 8 — ZO^ Mieszkanie Wernera. UJ. 11 Świt. Wn* naturalne. BLISKI, AMERYKAŃSKI. W zimnym świetle świtu pojawiła się w kadrze twarz Czaszki. Bo cichu, wyślizgnęła się z łóżka. Podeszła do okna wkładając po drodze lekką - bluzkę. Widocznie poczuła na sobie wzrok Witka, bo odwróciła się, wzięła mleko zza drzwi i postawiła go na poduszce obok Witka. Witek posiał przytrzymać je, żeby nie spadło. CZUSZKA: Głupio, nie? WITEK: Czemu? CZUSZKA: Bo nic nie czujesz* WITEK: Czemu myśmy nie poszli do łóżka jak mieliśmy po sie­ demnaście lat? CZUSZKA: Nie wiedziałeś jak to zrobić. Witek uśmiecha się i jest w tym przyznanie racji* Czuszka też się uśmiecha. CZUSZKA: Kretyńskie to powie­ dzenie, że miłość nie rdzewie­ je* WITEK: Kretyńskie ... CZUSZKA: /Tak myślałam.

Page 41

4-/) 23. Czaszka znika z kadru ubierając się. Witek patrzy na nią, CZUSZKA: /off/ Mieszkasz tu? Czy pożyczyłeś, żeby mnie przelecieć? Witek nie bardzo wie jak odpowie­ dzieć na ostry ton. Decyduje się na spokojna,, informację. WITEK: To tego faceta, co spo­ tkaliśmy się w Łazienkach. Wyjechał i mieszkam tu. Czaszka już ubrana pojawia się w kadrze. Kuca. CZUSZKA: Coś mi się wydaje, Dotyka mu lekko twarzy i nagle że mamy różnych znajomych. mocno naciska nos, aż Witkowi łzy lecą z oczu. Słychać, że wychodzi. Witek patrzy za nią, rozcierając nos. CZUSZKA: Cześć.

Page 42

Buzek. tezy kc Kapit« gest j na nur samolc swoją, Wchods zosta; i Buzę Sr^f^^^: /$, /r z^^^ y'^- PA/c£ y^ /f^S/T^y^a j /o Qws~ ypi^se ■$£CC^ 7>^ ^vz> ^^^ zź/x ^^ą^^^ ^ ^ ^A tśi £ 7^- Buzek _ ST^h/A-z^^^SS : ' ^ Y^^~ - ^^■:aza^^ -^^^^^^ ?

Page 43

^3 24. - SCENA 9 -^b^ Lotnisko Okęcie, Wn. naturalne i plener. UJ. 12 AMERYKAŃSKI, JAZDA. Wchodzącą do francuski^^samo- lotu załogę wita na jśchodach ^ Dzień, ^ttfUHf^ -—-——=-——-—* Buzek. Ubrany jest w czysty robo­ czy kombinezon; KAPITAN /francuski/: Jak, inży­ nierze? BUZEK /franc./s W porządku. Kapitan - widać, że jest to już gest rytualny - przykłada rękę na numer wypisany obok drzwi do samolotu. Buzek kładzie obok s«oją. Wszyscy się śmieją. Wchodzą do wnętrza. Na schodkach BUZEK: Chrząszcz brzmi zostaje tylko stewardessa w trzcinie. i Buzek,. STEWARDESSA /franc./s Czy to prawda, że pan się kiedyś zawahał z tymi życzeniami i sprawdzili jeszcze raz silnik? I była usterka. Buzek uśmiecha się. BUZEK /franc./: Podobno. . STEWARDESSA /franc./: Pan się nigdy nie myli? BUZEK/franc./: Fatalnie się tylko ożeniłem.

Page 44

25. ŚJBWAKtKSSA /franc./: Jak to idzie? BUZEK: Chrząszcz brzmi w trzcinie. Ale francuska nie potrafi tego powtórzyć. Śmieją się. Scena w ogóle ma wesoły i żartobliwy charakter. Obok kołuje jakiś inny samolot i na tym zostajemy.

Page 45

y»wwecM*wW 3*^ ^^ • ^,JhW.W^ ^'^ ^^U , to P^ ^ ^. ^ i MAp^ ^^^ h<» MU^--

Page 46

fali 10 'tiG-m Rokoje Rady Organizacji Młodzieżowej. Dzień. Wn.naturalne. I IM. 1? SBBDBI, JEMY, BLISKI, JAZDA. pitek siedząc na stole rozmawia I przez telefon. \7ITBK Koczywiście, panie re­ daktorze^. Będzip rolnik, arty­ sta, sportowiec, robotnik, inżynier . ..\tak, żołnierz też i konstruktor•'Nie mamy jeszcze listy personalnej^.. kwestia chwili. Cześć. ' Kilka' pokoi w amfiladzie. Przy wszystkich biurkach, stołach, telefonach kręcą się młodzi Ludzie. Czarna dziewczyna wy_ Łziera się przez telefon. CZARNA: Były zamówione przez Radę Główną... No pewno, że sypialne. Przecież od rama mają naradę. . ■Liku chłopców szuka należnych Im toreb i wreszcie znajdują je. । > jakiejś szafie. Ludzie dzwonią, |oś podpisują, gadają, normalny । P1* Witek idzie do pokoju Prze- i ©dniczącego, gdzie też jest ruch, ■ już mniejszy. Gadają w kiPru, B*a na stole. Przewodniczący fochę starszy, ale też młodzie- ■y, ” ciernych okularach. fif\T ^nvt^. WITEKs Chcą jak najszybciej listę Młodych Polaków Roku.

Page 48

98 27, PRZEWODNICZĄCY: Dostaną, 'Witek siada przy stole. Siadaj. Słuchaj, jesteś- pole­ Wchodzi jakaś dziewczyna z pismem, cony przoiW^ania^więc ci mogę [Przewodniczący podpisuje. powiedzi^ó^od razu>^posiedzieć o obchodzi, PR£SWODNI£ZĄCY: Zamknijcie na chwilę drzwi, Ktoś zamyka drzwi, bo robi się OlUCnuj••• ciszej. ^K: Witek PRZEW.: Słuchaj Witku. Zbunto­ wali nam się chłopcy w szpitalu © Miodowej* ^l1^ wi& (UruJ M^H. WITEK: Jagy chłopcy? CHŁOPAK: Cpacze, Tri, Mari Huana, Mucho zol, Hasz. PRZEW.: Narkomani. S^it-ał ■w^3££odaatffj. Daliśmy im opiekę młodzieżową, lekarzy, pielę­ gniarzy i tak dalej. Pogoniliś­ my starych. Teraz się zbuntowa­ li, że nie chcą młodych^ Wee*. dgiłi- naszych l-okamy du klal--~ ki—i. grożą, że wszystko pod­ palą, Boimy się wpuścić mili­ cję, żeby czegoś nie zrobili, choć to by było najprościej. Trzeba tam pojechać. WITEK: I co?

Page 49

— ^ne-^ — fjO . 43 28. - wy^s t«? mm^w/w^ n-it&i T^^^ bW |2^ TWjfc U^. • • • - w« PRZEW.: Jg tie modemy, bo • myśmy tam irbwądzili naszych Pomyślałem, żebyć pojechał. Tb oj. Adam o tobie dobrze mówił, żeby cię spróbować.-To—Jasi. brudna sprawa; WITEK: Mogę pojechać. Ale co mam robić? ^U T w^ PRZEW.: Uspokoić za-wosoIką -cenę-. Będziemy tu czekacrprzy telefonie. Dzwoń. WITEK: A co z tą listą? PRZEW.: Jaką? (Mm W TO sJEH ÓU^^. I . . WITEK: Młodych Polaków. .. ^R^ jthi s-bJc^n^, ■wiM-^W''1 • • • )>M » ^ «<WM»ę »“"'PR Nie zajmuj się już PW: M)M ! Bu^EK-, rtW<A &VSk 'iulUt- . . WITBK:\Ale obiecałem, że Szukają listj^t-majdji^ęją. dzwonię, mek czyta nazwiska^/ Stanisławski, rolnik dobrze Robsztyn. Idziak, ^■. ^'M, Jm^ Uotx>W1 |WvJ. ^ tejW , * > ATM mu, McWitA £•>• ■ / i/i ne«. tjwoiM i ■ V<MW tłu OM o 0'^10. D^b^ w f^MW mmerm reżyser, co o zdobił? DZIEWCZYNA: J eś krótkie filmy. WITEK: Golącz Yrotekj mist zmianowy, mik, harcerka, a ten kto to st? Buzek? DZIEWO A: Nie masz w pi Inż P er, mechanik z Okęci Coś mi przypomina to )» Za dwie godziny ma

Page 50

50 29. Bi 11 - «?O m Szpital « Miodowej. UJ. 14 Wn. naturalne, plener. Zmierzch, noc, świt. OGÓLNY, ŚREDNI, JAZDA. Przed szpitalem stało kilka grupek ludzi. Radiowóz milicyjny palił światła. r"itek podszedł do budynku i zastukał do ciężkich drzwi. GŁOS /off/; Kto? WITEK: Z Rady Głównej, z War­ szawy. GŁOS /off/: Wsuń legitymację. Itek wyjął legitymację. Podszedł bliżej któryś z milicjantów, ale Sitek odgonił go gestem. Po chwili drzwi otworzyły się i Witek wszedł do środka. Stojący wewnątrz chłopak z długimi włosami natychmiast za­ trzasną^ wszystkie zasuwy. Przeszli - JAZDA - przez portier­ nię, w której siedziało dwóch po­ dobnych chłopaków i dziewczyna, przeszli przez korytarza,które przypominały czasem szpital a sza- sem szkołę i minęli hol, w którym leżało i łaziło kilkudziesięciu bardzo długó i bardzo krótko ostrzy­ żonych chłopaków i trochę słabo dba­ jących o swój wygląd dziewcząt. Chłopak o dość mętnym spojrzeniu [stenął w poprzek drogi. PROWADZĄCY: Z Warszawy ...

Page 51

30. ®hłopak usunął się. Weszli do dużego pokoju, gdzie prócz kanapy, Krzeseł i,stołu stała wyraźnie przeszukana i splądrowana szafa o mocnych zamkach,-a jeden z narożników pokoju odgradzała krata. Za kratą siedziało d*óch młodych mężczyzn i kobieta, Ł^czyźni byli w białych kitlach. (Trzech chłopaków siedziało wokół stołu, na którym stało kilka kani­ strów z benzyną. Witek przywitał się z nimi, mówiąc kim jest i skąd. Przyjrzał si* jednemu z nich. Był to chłopak z pociągu, ze sceny 3, nasy­ pali go tu Jasiem. Krótko ostrzyżony piał na imię Stefan, a zamknięty « sobie okularnik nazywany był Szkłem. Jasio pokazał na kanistry, były duże Kwud zie s to litrowe. JASIO: Mamy jeszcze dziesięć. STEFAN: Sfajczy się wszystko w pięć minut... Basic postawił na stole telefon,' zrobił to z dużym rozmachem. JASIO: gadgwoń^-że-Jeutućr Kitek wykręcił numer WITEK: Jak do Warszawy? $ JASIO: Przez fi^-^e^em^^z^ilż WITEK: Długosz... Już, z gabi­ Szkło parsknął śmiechem. netu dyrektora^/. Dopiero «s zedłem^Kternlaakg, Witek odłożył słuchawkę. flfdtt '• oeua*^ (J um-tce y . ®o^i^ f^oW - &(^ MW' .

Page 52

52 31. SZKŁO: To jest pokój wychowaw­ czy. Gabinet dyrektora jest lepszy. Co, dyrektorze? Uuuu, Ci zza kraty nie odezwali się. tam jest palma. Jasio przeniósł jeden z kanistrów i postawił' go obok kraty. Witek usiadł. Jasio roześmiał się. JASIO: Jak « Ameryce. Potem spoważniał. JASIO: Słuchaj, kolego, od kiedy objęliście tu patronat d«óch chłopaków i dziewczyna przerzuciło się. WITKI Ja»®? «> ^ ^^ • JASIO: Ona się otruła, a ci dwaj sznurem. Ostatni siedział cztery dni w tej klatce. Nie- ohoomyr żaby nam ludoio jni.1^ .li ppzez to, żo wam się ■■wyda™. jc, żo młodych "najlepie j ari> Sttfflie^Ą-młedztr* WITEK: A przedtem? JASIO: Nigdy, nikt. WITEK: Czyli co chcecie? Jasio pokazał gestem. PANORAMA. Na kracie klatki przy­ pięty był duży arkusz bristolu. Wypisane były na nim żądania bun­ towników . J. Status szpitala! 2r"?r?^pusW^Qł^^ 1 w-niedsiel<.

Page 53

32- 63 5. Cofnąć młodzieżowy patronat. 4, Przywrócić stary personel! O^’ •'rH^W Podpisane było "Grupa”. Witek przeczytał. WITEK /off/: Mogę z nimi poga­ dać? Widocznie pozwolili, bo Witek podszedł do kraty i « ten sposób aszedł w kadr. WITEK: Pan jest dyrektorem? DYREKTOR: Ja. Kolega Małocha, Torapeutka uśmiechnięła się blado lekarz i nasza terapeutka. a lekarz pokiwał, jakby Witek był kamerą telewizyjną. WITEK: A reszta? DYREKTOR: Uciełli,jak się za­ 71 tek przysunął się bliżej częło. Zdążyli. i mówił ciszej. WITEK: Nie bardzo wiem, co robiąc . DYREKTOR: Jak pana przysłali, to kombinuj pan, żeby nas stąd wypuścili. WITEK: A to prawda, co mć«ią? Kt\ tu przedtem był? / DYREKTOR: Pryki. Włazili im na głowy. Szmuglo^ali narkoty­ ki do sżpitalaYa oni uznawali, że jedyną^metodą jest perswa­ zja. Y WITEK: Ale nikt się nie wieszał. DYREKTOR: Jednego uratowaliśmy^ A w tych dwóch prokurator nie stwierdził uchybień.

Page 54

Przez chwilę milczeli. WITEK: Myśli pan, że mogą podpalić? DYREKTOR: Mogą. Ci trzej to wariaci, reszta też. Do krat podszedł. Szkło. Otworzył kanister, odlał sobie trochę benŁyny na rękę i podpalił. SZKŁO: Nie boimy się! Itttek poderwał się, żeby zgasić tę rękę, ale Szkło skoczył pod drzwi. Witek złapał go tam i wsa- dził rękę pod marynarkę. Potem wyWął i popatrzał na zaczerwienioną dłoń. Szkło lekko pobladł. JASIO: Jak w Ameryce. WITEK: Możecie zrobić zebra­ nie? Wszystkich? JASIO: Są na holu. Szkło, po­ wiedz, że przyjdziemy. Szkło trzymając rękę daleko od [ciała wyszedł. UJ. 15 PEŁNY, ŚREDNI, OGOLNY, JAZDA. I holu rzeczywiście byli wszyscy, leżeli albo stali pod ścianami. b 50 osób. Mówiła dziewczyna sie— lżąca na środku • ‘ DZIEWCZYNA: U^Xi<"Syłbar mleczny i były tam dobre nai rugga leśni ki. (Jak zrobili patronat. nawie szali haseł, -można było—, dostać ^yl^o^gos. Tak samo

Page 55

NORAM ali p lonolog >o cich ! tefan grzykną szyscy idać b obieta ogę $r ANORAK drzwi kania podło ZWENK war na h i6 litbk s ?zy st jwsł t ii szył isio £ ławkę »

Page 56

i tutaj. Przedtem było nam PANORAMA -Witek i trzej z Grupy dobrze, a»teraz słe. Ja tu by­ stali pod oknem. Jasio w czasie łam krótko za doktora Buzka, monologu dziewczyny powiedział ale wydawało mi się, że nas po cichu lubił. JASIO: To dziewczyna tego co Stefan wyjrzał przez okno. się powiesił. Krzyknął. STEFAN: Uciekli! wszyscy rzucili się do okna, widać było uciekającą trójkę, kobieta kulała, zwichnęła widać nogę $rzy skoku. GŁOS /off/: Benzyna! PANORAMA - trzej chłopcy wybiegli z drzwi pokoju wychowawczego i lali z kanistrów benzynę - po ścianach SZ^NK - Witek krzyczał nr® f&ifMMt. WITEK/off/: Nie lać!-Nie_Laók Gwar na chwilę uspokoił się. Macie jaszcze mnie. i podłodze* UJ. 16 ŚREDNI, BLISKI. Eitek siedział w klatce i dzwonił. Przy stole. Szkło ostrożnie prze- vi^qr lwi- uuźUu ■ •■ WITEK: Tak, te eotes^ warunki, f poWTOTl®- U®^ U^. A«A//c» j . ■ No... No, siedzę w tej ^klatce. Eewsł benzynę z kanistra do miedni- ... Tak, nie ma innego wyjś­ r cia. Zciszył głos. Zresztą oni mają rację,,• Jasio podszedł i wyrwał mu słucha«kę0 JASIO: Czekamy do ósmej ramo. Potem podpalamy.

Page 57

5^ 55 Ktoś przyniósł jeszcze ^rugą' Miednicę i Jasio* kiedy odłożył Słuchawkę, chwilę ważył Jej cię­ żar-, a potem raptem chlusnął pod nogi JŁtka. Witek aż skoczył. Jasio pochylił się i zapalił pa­ pierosa, opuścił palącą się za­ pałkę. Syknęła i zgasła. JASIO: Nie bój się, to woda. Na próbę tylko, jak się leje. Z kanistra za wolno szło, z miednicami będzie lepiej. Bitek usiadł na stole. Nogi i no­ gawki miał mokre*

Page 58

iinda i mieszkanie Adama. UJ. 17 Wn. naturalne. Popołudnie. BLISKI, AMERYKAŃSKI, ŚREDNI, JAZDA. Adam z Witkiem wjechali windą, z której bezpośrednio wchodzi się do mieszkania. Siadają * wygodnych fotelach dobrze urządzonego miesz­ kania. ADAM: /kontynuując rozmowę/: To ci daje dobrą pozycję wyj­ ściową. I dobrze, że przez chwilę okazałeś słabość. WITEK: Przestraszyłem się. Adam krąży nad Witkiem, którego ADAM: Wiem. Chcę, żebyś wie­ nie widzimy. dział, że taką chwilę też można wykorzystać. Jak są przez mo­ ment mocniejsi czują przewagę przestają być uważni i potem można bardzo łatwo zrobić, że znów są słabsi. Niepotrzebnie Adam przechodzi nad Witkiem. Zgstujemy na Witku. tylko powiedziałeś, że mają rację. Przy nich. WITEK: Przecież mieli. ADAM /off/: Ale czemu przy nich? To był jedyny błąd. Trzeba wiedzieć, kiedy przyzna­ wać rację, Z tego musi coś wy­ niknąć. Autorytet, prestiż, 'Adam siada obok Witka. ustępstwo.

Page 59

£3 37i WITEK: Chciałem tylko, żeby było sprawiedliwiei dla ich dobra. ADAM: Ale nie byłeś tam pry­ watnie. Reprezentowałeś i wtedy sentymenty się nie liczą. Zupełnie inaczej byś się za­ chował, gdybyś był sam.. WITEK: Zachowałbym się tak samo. A byłem i tak sam. ADAM: Po pierwsze by cię tam wcale nie było. WITEK: Pakt. ADAM: I nie byłeś sam. Miałeś telefon i wiedziałeś, że za tobą stoi władza. Bez tego byś się po prostu bał. pohodzi Krystyna niosąc filiżanki z herbatą. Patrzą na -siebie z Witkiem. ADAM: Pan Długosz, Krysiu. Krystyna kiwa głową, ręce trzyma WITEK: Dzieńdobry. z tyłu. Mamsidzi, że zachowują się inaczej, niż gdyby widzieli się po raz pierwszy. Krystyna wycho­ dzi. ADAM: Czy to nie ty dzwoniłeś do nas z rok temu, jeszcze nim Werner wyjechał? WITEK: Ja.

Page 60

60 38. ADAM: Kiedyś bardzo się przy­ jaźniliśmy. WITEK: Tak, mówił mi. W ogóle dużo mi powiedział. m śmieje się do siebie. ADAM: Mogliśmy byó zupełnie w odwrotnych miejscach. Gdyby on wyszedł wtedy wcześniej... byłby na moim miejscu a ja na jego. WITEK: Myśli pan, że to tylko przypadek? Przecież jesteście zupełnie różni. Choćby z cha­ rakteru. ADAM: Charakter realizuje się w jakichś warunkach... "/ITEK: Jego bili, I przyznał się bez winy. ADAM: Mnie też. Tylko że ja potem przez piętnaście lat gimnastykowałem nogi. I kaza­ łem sobie wstawić zęby. WITEK: On nie bardzo miał po co Nie rozumiem jak człowiek może wierzyć w ideę, która znisz­ czyła w nim tyle rzeczy. ADAM: Każda idea ma czas błędów Inkwizycja robiła gorsze rzeczy a ludzie ginęli na stosie wie­ rząc w Boga. A potem przyszedł Jan XXIII i potrafił odrodzić Kościół...

Page 61

67 39. WITEK: Są jakieś gwarancje, że to się nie powtórzy? ADAM: U nas? WITEK: Tak, u nas. ADAM: Są. I głębi mieszkania woła Krystyna, KRYSTYNA /off/: Adam! fea patrzy na chłopca i wychodzi ki«ająp głową. Rtek dopiero teraz słodzi sobie jim® już herbatę. Nadpija łyk. Zgłębi słychać podniesione głosy. Po chwili Adam szybko wchodzi do pokoju. Szuka czegoś na swoim biur­ ku, Spod papierów wydobywa duże nożyce, wychodzi z powrotem. I po chwili znów wraca. Siada naprzeciw Witka i energiczniej, podenerwowany ciągnie myśl. ADAM: Są gwarancje. Tacy ludzie jak Werner, ja czy ty. Każdy przyzwoity człowiek powinien byó w Partii, wtedy będą gwa­ rancje. Nie trzy miliony i nie ludzie, którzy przychodzą, żeby się urządzić, bo to się odbije najgorzej, tylko tacy jak ty. A ja mam obowiązek ci to powie­ dzieć, Myślę, że prędko się «y~ bijesz i będziesz decydował jaka to będzie organizacja, razem z nami.

Page 62

62 40. WITEK: Albo organizacja będzie decydować jaki ja będę. ADAM: Że przestaniesz być pry­ watnym człowiekiem? Oczywiście, że tak. Jeżeli serio to tra­ ktować, przestaniesz być. To jest organizacja i powinna mieć dyscyplinę. I ta dyscy­ plina pozbawi cię wielu wewnę­ trznych problemów. Ja na moim stanowisku nie mogę zrobić żadnego kroku, żeby o tym nie wiedziano i przyjmuję to. WITEK: Ja nie mam żadnego sta­ nowiska, a pan dokładnie wie, co robiłem w szpitalu, co mówiłem przy nich, a co nie... ADAM: Tak, bo zrobiłeś pierw­ szy krok.

Page 63

BCBNA 13 -ÓO Domek i ogród UJ. 18 W małym podmie IW^ w^HCUW PBŁNY, po powrocie sz Mto folu^^- najpierw nie t zbiegł po wewn •tworzył drzwi Zawołał* ■Z UO^ . 1^‘i j?,!^- Mt ^ 00 ^aoM^- trzymany « ręk przed dom - JA podszedł bliże ^000 ^ ©0 kfWWtt foUĄ^t fMUrli ?^i’^^ [ojca kopiącego ^^ igr. w«> Qę Nikt nie Od po* rU®ę“i Buzek już chci ćOa.' ępwt- Ojciec, widocz Oo "W ^^^^w- rze, zażarto*a luzek odwrócił - f kK *ji<«* _ OW* (P V^Wt- fr^w* CM;®*! <Mt»k.

Page 64

BOBKA •^'m Lek i ogród Buzka. Wn. naturalne i plener. Dzień pochm. W. 18 PEŁNY, AMERYKAŃSKI, ŚREDNI, JAZDA. małym podmiejskim domku Buzek ■po powrocie szukał żony. BUZEK /off/: Wer.ka! ■ajpierw nie było go widać, potem Bbiegł po wewnętrznych schodach, otworzył drzwi do kuchni i też BWłał. BUZBK /off/: Werka! ' Sikt nie odpowiadał. Odstawi! trzymany w ręku obraz. Wyszedł przed dom - JAZDA - i zobaczył Mca kopiącego cod w ogródku. Uszedł bliżej. —----- BUZEK: Nie widzi ałtataWerk^ OJCIEC: Wyszła koło południa, nie widziałem. Buzek już chciał odejść, ale ojciec, widocznie w dobrym humo; rze, zażartował. OJCIEC: Może teraz dp partii się zapiszesz? Buzek odwrócił się. BUZEK: Czemu? OJCIEC: Jak zostałeś Wybitnym Młodym Polakiem. Dali coś? Czemu nic nie mówiłeś? BUZEK: ©brąz. Czemu tata taki zadowolony? OJCIEC: Wracam do Miodowej. BUZĘK: O Boże, znowu? Przecież ma tata rentę i spokój. To ban­ dyci. Wariaci. .. OJCIEC; lubiłem tam leczyć i ich

Page 65

BEKA 14 lieszkanic W. 19 H Titek w rc | pełnej f ANORAKA * kolanami ikami nos

Page 66

M 14 ’ ko-łr> Besztanie Wernera, Zmierzch. Wn. naturalne, k 19 BLISKI, ESałT, BLISKI, SBBDHI. Bek w rozpiętej koszuli pił coś i pełnej szklanki przez słomkę. jHHSfr-«i>łJfó«-sitt-e-kBżdymf CZtJSZKA. /ofi/ł Pierwszy był taki chłopak na obozie harcers­ kim. Musiałeś go znać, był asie klasy wyże j^.w-O^Fń&u^armńwtiina ni ep^ bo—miał—dwójo, M08MA - Czaszka siedzi naga WITEK: BŁendyn^Jiuży* TOA B kolanami pod brodą* obejmując kłami nogi. CZUSZKA: Bu^^taży. efacssz \ dokładnieWI no^e . WITEK /off/: Tak. CZUSZKA: W namiocie, w noc Świętojańską. NajpirCX« mi dot­ knąć piersi, * tańcu, byłam bez stanika. w. ««r/uil/r-ł-eo? c^towMtW CZOSZKAt Pierś mi stwardniała i on to poczuł. J.uż ńie mogłam się opanowadjdotykał mi piersi i pot^m pod pachami delikat- jlie, •• MOStW. T^'

Page 67

U^'. WK/>V 'T^m: 1M^ t7^ ^^°' WM'. ^^ -^ Lnoralia >li że je itek ciąg (DRAMA -

Page 68

6$ 43. WITEkVoff/: Wiedział ^ż^to pierwszy^az? CZUSZKA: Niemnie rozebrałam się. Ni0yło czabin spieszyliś^/się. HIORAMA - Witek przesiadł się WITEK: R^z? bliżej. CZUSZKA /off/: Potem jeszcze raz,,-już w Łodzi, u niągo. X , U^^ JfITBK: Jak cię spotkałem po jedenastej klasie, -ee-nie chciałaś ze mną iść do kina, to już było po? CZUSZKA /off/: Po. Bitek ciągle pi je przez słomkę. WITEK: 'Potem? r^ięM ■ CZUSZKA: Straciłam rek-, -bo- się ■ -Bie-dost^am-i ^a egzaminach poznałam asystenta... WITEK-; Żeby ci pomógł przy na-- ■st-ę-pnych-? CZUSZKA: Byłam z nim przez trzy lata. Choć palem przeniosłam się do Warszawy,—aa-SCCT. Z4fU^t^ ^ PANORAMA - Czaszka opuściła ręce. g-te-nwnw? WI TEK: ^A-w tym eaasi»? Aoi ^/ J3ZUSZKA; Z chłopakiem ze szkoły aktorskiej. \/®^^Wt ^ । 0- ^ tirAtNte. WITEK /off/: Zdradziłaś asys­ tenta?

Page 69

Utek przes 4jąp ciągi krokiem i Jorami. siadł na 1 l uszka pod hodzi w k tek mówi raz krzyc iszka zro łezka ods Lankę.

Page 70

90 44. CZUSZKA:, Takp z tym chłopaki Kochałam go» a on mato nie;- 2 asystentem się rozlazło, a aktor skończył i pojechał do Krakowa. WlTSK-^ Znany? • Sitek przeszedł obok Czaszki pijąc ciągle. Odprowadziła go CZUSZKAr-Tak, znany. ~ Lrokiem i zniknęła z kadru PANORAMA. WITEK: Ilu jeszcze? Usiadł na łóżku. CZUSZKA /off/: Przez rok byłam bo gpańcka. S^iń > >71 TEK: Nikt cię nie chciał? CZUSZKA /off/: CheteU, ale, wie, ■jakoś" nie mogłam. Czekałam <aa WITEK i I-ezegoś—się—doczekała? 9 Causzka podchodzi do Witka, CZUSZKA: Od roku jestem z takim ■chodzi w kadr* chłopakiem z roku. Z brodą. ^®^Ł®’^a^e Nitek mówi po cicha* CZUSZKA: Co? Teraz krzyczy. WITEK^ Byłaś! Czuszka zrozumiała. 'CZUSZKA: Byłam. Co ty pijesz? WITEK: Wódkę. PleiwnTSy raz tyŁ». ‘CZUSZKA: -Ozów* ^rzez pół roku Ai£.N ie ot^^dteś*.--^^^ ■ •^^^-ttłe—e®ekałee? (Byłamtu Czuszka odstawia pustą prawie ------------ szklankę. ĄiM: m rw ( JOtłłt. / kilka razy, ale bałam się za­ dzwonić, S&az ... go dzwoniłam i nia. U^łe-ei^- ■ I

Page 71

45. WITEK: Ja-też kilka-razy-pyleni lu'^ na uczelni# Widziałem cię... ' Całuje tai Układa na łóżku, a ona mocno obejmuje go nogami# Patrzymy na Ich twarze# Czaszka Ksu«a się na bok. Patrzy na Witka aocno, intensywnie# CZUSZKA: Kiedy się urodziłeś? WITEK: W czerwcu 56 "-Ssać W Poznaniu. CZUSZKA: Ja też, tylko w Łodzi. &gttj6gnr^-że- tak" musi byóv WITEK: Wtedy w Poznaniu były czołgi. Ojciec nie wrócił na noc, pracował u Cegielskiego# Matka poczuła wcześniej bóle, poszła sama do szpitala, uro­ dziła nas na korytarzu i umarła. CZUSZKA: Jak to was? i WITEK: Z bratem. Urodziłem się i pierwszy i dlatego żyję. Wydar- I je mi się, że pamiętam ten moment, ohoó to niemożliwe• k^łe mam taki obraz pod powie-

Page 72

72. 46* WA 15 — W^ Hangar i przystań nad Wisłą. Wn.naturalne z. elementami pleneru. Dzień. k 20 pełny, srsdni, jazda. Czaszka z Witkiem,otworzyli drzwi Kelkie^o hangaru. Młodzi chłopcy I «harcerskich chustach przygoto­ wali tam łodzie. CZUSZKA: Cześć! Chłopcy odkrzyknęli jej trochę chorea, trochę pojedynczo. Podszedł przystaniowy, do którego Czaszka mówiła ” panie bosmanie* . Przywitał się i odciągnął ją na bok. Przez rozmawiających Bosmana i Czuszkę widzimy Witka. CZUSZKA: Co jest, panie bosma­ nie? BOSMANI Przynoszą, cholera, coraź więcej. Już dwie łodzie są załadowane. Nie daj Boże, żeby ktoś wpadł. CZUSZKA: A co?... Bosman zerknął na Witka. BOSMAN: Nie, na razie nic. Bitek odwrócił wzrok. Czaszka podeszła do chłopaków. CZUSZKA: Bosman się skarży, że trzymacie tu bibułę. CHŁOPAK I: Jutro Jacek zawie­ Bitek jest widoczny, ale jest zie do Gniezna. Gdzieś musiała daleko. leżeć.

Page 73

47. ^3 CZUSZKA: Dużo tego macie? CHŁOPAK II: Sporo. Chłopcy podprowadzili Czaszkę lo 2 Omeg. W achterpiku pełno było paczek z książkami. Liszka spojrzała na Witka. CHŁOPAKI: Co to za facet? CZUSZKA: W porządku. Witek! Liszka uśmiechnęła się. bitek podszedł. Czaszka wyjęła Łążkę z kupki. Brandys. Podała Witkowi. Sitek pokręcił przecząco głową. CZUSZKA: Czytałeś? CZUSZKA: Kosztuje trzydzieści złotych /do dokumentacji/. Temu chłopcu. Pokazała na Jacka. Htsk wyjął pieniądze i dał Jackowi. Czaszka zajęła się wy­ jaśnianiem Jakichś technicznych problemów żeglarskich, patrzyli aa spody łodzi, a Witek stanął sobie « kącie i przeglądał książkę. Po chwili Czaszka podeszła do niego ■en z trzecim chłopcom, widocznie ipiokiaiem ozy właścicielem łodzi, CZUSZKA: Jak Ją nazwiesz w tym o Którą oparł się Witek. roku? CHŁOPIEC III: Puls. Czuszka roześmiała się. CZUSZKA: W zeszłym roku nazwał Ją Mowa. Bejestrują te nazwy, nie zorientowali się. Dobrze Chłopiec odszedł. wydrukowane, nie? WITEK: Czemu wy to robicie? CZUSZKA: A kto ma robić?

Page 74

(£)it6»V - aVc»^ _ ^jMAmA X\^ - *r<M°*i »q 'fołMrt''tWMMA ,ftrVW ty IW* M”*1 4 , r°llW(i'f -^“^ ' °6^- $M^^ . W^^IUCMb^’ (Mf1#' BA HH^ iW^^wĄmĄ^^'W^ 'fW^.. 0 0 ^^ V. WWt. t#M’^^^ .^NOW b p© ->KW,._ tftw&IM . ^fl*^^ ^o^oMp-^ I w. ^ ^ * «^q -2^w^w p ^‘ bPW^ ^ ^Ti- ~

Page 75

BOA 16 -HO^ Buzek w rozpiętym szlafroku wrzuca z tapczanu pościel. BUZEK: Idziesz spać? Hikt nie odpowiada. Ze złością, głośno zatrzaskuje tapczan. Podchodzi do Werki /żony/, która siedzi « kucki na starym fotelu* BUZEK: Może się wyleczysz, co? Masz psychiatrę w domu. nerka nie odpowiada. Bierze ją za kart i mocno, boleś­ nie ściska. derkanie rusza się. Do cholery, nie może być tak. Że przez dwa miesiące nie mam żony, bo twoja matka jest chora. Berka wyrywa się i wybiega z po- koju. Biegnie prędko, ale widząc hangę światła w łazience, zwalnia i staje. PANORAMA - przez uchylone drzwi łazienki widzi ojca Buzka, Który rozwiązuje sobie • duży opatru­ nek na ka jest-spuchnięta a widać na ni w Siady po ud erzej śnie fibię towe widelca* Pod*. teraz te chodzi bliżej sc ślady widać wyraźhieL. Chce zasłonić te ślady, słysząc kroki, ale juź""~ jest za późno. PANORAMA - Buzek nad .biegł za Werką i stoi teraz w drzwiach łazienki. Ojciec chowa rękę za siebie*

Page 76

4G 49. kita powstrzymuje Buzka. BUZSK: Kto to ojcu zrobił? OJCIECs Spadłem ze schodów, Zwichnąłem sobie. BUZEK: Przecież widziałem. Wbili ojcu widelec.

Page 77

96? 50. 17 -Wm Hol przed dużą salą konferencyjną. B, 22 Wn. naturalne. Dzieli. ŚREDNI, BUSKI, JAZDA. fasa salą konferencyjną stało bardzo wielu ludzi pogrupowanych, jak to w przerwie dużego zebrania oiy zjazdu. Ktoś schodził po scho- |«h, ludzie rozmawiali i załatwiali oprany. Witek stał « grupce ze swoim lBe«odnicząpyn i jeszcze dwoma o czerwonych krawatach. PRZEWODNICZĄCY: Ma głowę fa­ cet. Żeby jeszcze paru na gó­ rze potrafiło tak powiedzieć, może byśmy inaczej wyglądali. CZERWONY KRAWAT: Precyzja, stary... Wchodzi do nich Adam. Wita się ze wszystkimi, oni wyraźnie R uszanowaniem. PRZEWODNICZĄCY: Właśnie rożna- wiemy. Jeśli można pogratulować. ADAM: Dziękuję bardzo. CZERWONY KRAWAT: Bardzo intelir gentne było, cośmy usłyszeli. Zwraca się do Witka. ADAM: Dziękuję. Można na chwilę? Hchodzą na bok, stają przy oknie. ADAM: No, chyba cię wyblorą. WITEK: Nie wiem.

Page 78

72 to śmieje się* ADAM: Bardzo ważne z kim od­ chodzisz na chwilę na bok. Kiedy wraca Werner? WITEK: Za miesiąc. Wie pan... spotkałem bardzo ciekawych ludzi. Harcerzy. ADAM: Tak, słyszałem. Jakieś pisemka roznoszą/r^ ic^^^a - WITEK dMają straszny zapał. I dobry druk. Ohciąłbym mieć takich chłopców. ADAM: Chodź tam dalej. Musimy wiedzieć, co się dzieje - że— byśmy nie byli zaskoczeni. litek z lekka stężał i Adam Łaażył to* Słuchaj, ty mi coś mówisz. Ja to mówię komuś i z tego wy­ twarza się pogląd. Chcemy,żeby nasz pogląd zwyciężył inny po­ gląd, który bierze się z innychinformacji i ocen. To jest gra. Dlatego ważna jest informacja - i komu służy. Jedziesz w lipcu na spitkanie z fran­ cuzami? WITEK: Mam jechaó. Trochę to zależy od dzisiejszych wyborów. ADAM: Musimy się jeszcze przed tym spotkać.

Page 79

|ENA 18 Łazienki * UJ. 23 SI Witek z Gs Igrykolą. Titek prz; Stanął te jamochód. I samocho Mczy zn. Bżczyzna Ki też itek wyj przygląda Maje do Kiszki w Schodzą E semoch ftek pat r

Page 80

#0 52. -30-^ Dzień. Plener. Cienki - ulica. ■ ŚREDNI, BLISKI, JAZDA. K z Czaszką idą pod górę CZUSZKA: Nie obolałam się fcoiu z tobą spotykać w domu, bo jest kłopot. WITEK: Władnie, Werner wrócił. CZUSZKA: Nie, musimy się w ogóle jakoś inaczej umawiać. Będę do ciebie dzwonić. . Klak przystań^. WITEK: Czemu? StanąJ też na nimi jadący powoli u^k^’ CZUSZKA: Znaleźli te gazety Mochód. w łodziach i złapali-dwóch moich chłopców. Zlikwidowali drukarnię. Wszystko razem. ! samochodu wysiadło dwóch MĘŻCZYZNA I: Pani Olkowska? ^ższyzn. Podeszli. Bczyzna wyjmuje legitymację, MĘŻCZYZNA II: Mogę prosić pana teigi też, pokazuje Witkowi. o dowód? Bitek wyjmuje dowód. Mężczyzna Laygląda się zdjęciu. MĘŻCZYZNA II: A, to pan. bidaje dowód Witkowi* Dowód muszki wkłada do kieszeni. Odchodzą razem z nią* wsiadają do samochodu i odjeżdżają. Bitek patrzy za nimi. U^L ^ I w(X ■ CiftW)-- HU

Page 81

SCENĄ 19 Łszkanh |. 24 H Kciemnym tło. Wm< Hy stole fitek sto: i kadr. IaJTORAMA : Boli do fest już ■ prosto

Page 82

£2. 53 BA 19 -40^ Wn, naturalne, Besztanie Wernera. Wieczór. L 24 PEŁNY, BLISKI, JAZDA. ■ ciemnym pokoju zapala się świe­ żo, Werner opatulony w koc siedzi WERNER: Zgaś światło psy stole. hek stoi przy drzwiach, wchodzi I [kadr. KaM i JAZDA - Witek podchodzi I Eli do Wernera. , Pokazałeś mi, że w coś można uwierzyć i ja ci uwierzyłem. Jak pojechałem do łodzi do mojej ciotki i pokazałem jej legitymację, to powiedziała, że nie zmarnowała życia! Ona jest jeszcze starą, przed­ wojenną komunistką! Rozpłakała się... Jest już blisko Wernera i mówi ■ prosto w twarz. vj)W yjW Ale teraz zobaczyłem, że ta idea jest tylko po to, żeby władza mogła działaś tak, jak chce. Tylko po to! To nic inne* go! Nie chcę takiej idei... WERNER: 0 co chodzi? WITEK: 0 to, że zabrali kilkoro dzieciaków za to, że roznosili jakieś pisemka! A przy mnie wzięli dziewczynę, widziałem to! A ja sam potwierdziłem przedtem Adamowi, że oni to robią! Sam mu to powiedziałem!

Page 83

83 54. ferner sięga po telefon. kjPeW. fr (fi , cH^w-t uif «u€e CO MWd£ HkŁUV ■ Skręca numer. WERNER: Mówi Werner. i lefonie cisza. Po chwili odzywa się głos Adama. ADAM /off/: Krystyny nie ma. Wyjechała. WERNER: Mam do ciebie sprawę. WX^t-N±e4 WERNER: Możemy przyjść? Z Witkiem? ADAM /off/: Możecie. smer odkłada słuchawkę, WITEK: Nie chcę! WERNER: Takie rzeczy trzeba od razu.

Page 85

55. 3U 20 -^■'m eszkanie Adama, Wn, naturalna, Wieczór, 125 AMERYKAŃSKI, ŚREDNI, JAZDA, wchodzą we trzech przez skompil­ ujmy korytarz, Adam puszcza ich sodem, ferner jest w płaszczu kapeluszu, Witek w kurtce, e chcieli się rozebrać? Adam ada na tapczanie w swoim dużym inecie, Werner siada w fotelu, .tek stoi tyłem do kamery. WERNER: On wogóle nie chce z tobą rozmawiać. ADAM: Ale może usiąść? .tek jednak nie siada. No, mów. WERNER: Powiedział ci o jakichś harcerzach. Aresztowali ich, znaleźli literaturę w klubie czy na przystani, Uważa, że od niego poszła informacja. ADAM: Zwariowałeś, do cholery? Obaj jesteście śmieszni /naiwni/ odchodzi do biurka, telefonuje. Cześć, Adam... Nie, tylko była jakaś sprawa z harcerzami... Daj spokój, przecież to dzieci,., No, właśnie. Zorientuj się czy tam nie było nic groźnego..• Żeby nie robić kwestii. Właśnie,

Page 86

Adam pod [Zbliża s We mor w tapczanu drobiazg łańc as zk z uwagą.

Page 87

idea podchodzi do Witka Mam nadzieję, że ich wypuszczą. Już w porządku? WITEK: Nie! Nie chodzi o to, co ja o panu myślę, ani o na­ sze stosunki, ale o to, co się wogóle dzieje. ADAM: Tłumaczyłem ci, że są różne opinie i że są różne in­ formacje. Wreszcie - to jest walka. WITEK: Z harcerzami? ADAM: Też! To jest walka poli­ tyczna. Te książki, gazetki są przeciwko nam.•• WEBBER: Przeciw tobie, przeciw władzy. ADAM: Nie, przeciwko temu w co wierzymy. Czemu nie jesteś z tymi chłopcami? Czemu nie roznosisz książek? Zbliża się do Wernera# fernor wziął ze stolika obok tapczanu leżący u śród damskich drobiazgów breloczek ze złotym WERNER: Za dużo się napatrzy­ łańcuszkiem i przygląda mu się łem na was wszystkich walczą­ a uwagą. cych. Stoję z boku. ADAM: Nienawidzisz ich! Stałeś z boku, tak, i wydawało ci się że to wystarczy, że to jest wystarczająca forma protestu.

Page 88

57. I jak się pojawili, choćby ci harcerze, którzy pokazali, że można się sprzeciwić czynnie sam zobaczyłeś, że jesteś już mniej w porządku. Dlatego ich nie cierpisz. WBRNBR: Tak, nie lubię ani ich ani was. Adam dostrzega, że Werner bawi si? breloczkiem. ADAM; Mnie też nie lubisz? Czemu? lerner patrzy na niego z nad breloczka. Ale jak się coś stało konkret­ nego, przychodzisz tu! Wolisz przyjść do tego domu, gdzie zrobiłem wszystko, żeby cię nigdy nie było, niż zadzwonić, żeby wypuścili kilku harcerzy. Bo nie chcesz mieć z tym nic wspólnego! Ani * tym, żeby ich v aresztowali, ani żeby ich wy­ puścili ! WEBKSRt Kiedy aresztowali nas - ciebie a potem mnie, wtedy myślałem, że to jest po coś. ADAM: Bo jest po coś! Sami stworzyliśmy ten świat, nasze pokolenie, taki jak jest, ze złym i dobrym. I z regułami, z prawami.•• Jeśli chcę zmienić to złe, muszę być w środku i przestrzegać reguł, nawet po to

Page 89

33 58. WERNER: Widzę, jak zmieniasz. ADAM: To po co mówisz takim !emer zawiesił breloczek na chłopakom o wierze i o nadziei? palcu, teraz waha mu się powoli, Dokładnie wiesz jaki jesteś Adam zdecydowanie odbiera mu ten atrakcyjny - wypalony przez to breloczek. Werner zaciska dłoń. w co wierzysz i ciągle wierzą­ Łańcuszek pęka i zostaje w ręku cy... Adasia. WERNER: Mówię tylko to co myślę. A on słuchał, bo czegoś szukał. ADAM: Chciał coś zrobió. I zro­ bił przez te lata kilka poży­ tecznych rzeczy. WERNER: Twoimi metodami. ADAM: Nie, swoją własną głową. I zdążył zrozumieć, że żeby urządzić świat sprawidliwiej, to trzeba to robić. I że to za każdym razem kosztuje. kracr pokazuje głową na brelo­ czek « ręku Adama. WERNER: Widziałeś kiedyś co tam jest? ADAM: Nie... Adam widzi, że breloczek ma zame­ WERNER: To zobacz. czek, otwiera go i ogląda wnętrze. WERNER: Pokaż mu. Adam odwraca breloczek w stronę Sitka. Witek podchodzi - JAZDA i pochyla się nad stołem. W środku [jarmarczne zdjęcie całej trójki: [Adam, Werner i Krystyna.

Page 90

30 MA 21 'ZO^ Korytarz szpitala* &J. 26 59. ro 24 - 400 I X^ - 10'0 • \^“ 400 i it- Dzień, Wn. naturalne^ ŚREDNI, przy oknie stal Buzek z ojcem. Ojciec zaniedbał widać ranę - ręka piskała na temblaku /a może nawet była amputowana/* Buzek nakręca ojcu zegarek, on nie może zrobić tego jedną ręką* potem zakłada* ayląc się oczywiście* ojciec odsuwa chorą i podtyka zdrową BUZEK: Wiem, kto to tacie- zro­ bił, OJCIEC: Skąd? x W|E^ 'G-o’Rae BUZEK: ByłehKw Miodowe j, dowie­ działem się, Jac^k*taki z dłu­ Buzek pilnie patrzy na ojca* ale gimi włosami, ton ani nie potwierdza ani nie zaprzecza. - OJCIEC: Gdzie Werka? Czemu nie przyszła? BUZEK: Znów pojechała do Łodzi, Mam po nią wyjść wieczorem.

Page 91

60. -(pO 'Vtv m 22 Przed lotniskiem Okęcie, M. 27 SĄ Dzień. Plener, BLISKI, JAZDA, febrze ubrany Witek wysiada \ z autobusu. Czeka i za chwilę pojawia się Czaszka. Idą w kierundworca, ciągnąp rozmowę, którą przerwała im jazda autobusem. WITEK: Nie dokończyłaś... CZUSZKA: Właściwie dokończyłam# Przynoszą trzy razy dziennie jeść. Nic szczególnego w sumie, tyle że nieprzyjemnie, Witek naprawdę chce się tego do­ wiedzie 6, WITEK: A jak przesłuchują? Co robią? oetdftświa? CZUSZKA: Czy bili? Nie, nie biją, Ty nigdy nie siedziałeś? WITEK: Tak się złożyło* Czaszka przygląda mu się uważnie* CZUSZKA: I~-jtiś--nisSy-nie^ — Bitek nie odpowiada* a^fee^łetetałT^? Czy ty nie miałeś czegoś wspól­ nego z tym, że ja dziś wyszłam? Bitek nie myślał, że go o to spyta. WITEK: Właśeiwłe-iiier# • Hf Ak£tl\ Czaszka patrzy na niego przeni­ kliwie, ostro. Słychać, że ktoś hola: "Witek”! foUm?^ ki IV1^^$ WITEK: Chodź-ze-tmą-rta-chwa^^ tkoledzy-sKił^ją^ wte^Vi v CZUSZKIF-Toesfilc^tukt j .

Page 92

9£ 61 fitek idzie - JAZDA - do stojąjej grupy* Pozna jemy kolegów l Pileni uncji, witając się z jedh! nien Witek dłużej zatrzymuje rękę. Ogląda się przy tym za zoIstawioną Czaszką. WITEK: Znamy się... LEKARZ: Tak, z Miodowej Stary, I wdzięczny ci jestem. Tam afery, jedna za drugą. WITEK; Co? LEKARZ; Chłopak, ten od buntu, poranił lekarza. Wczoraj syn lekarza przyjechał i stuknąć Do grupy podchodzi jeszcze jeden tamtego. Afera. W'. ^ ^ ^pu4- tW . I ufi^H^-l Kodzie żowiee. Ludzie ożywili się, ten facet miał przynieść paszpor­ FACET: Macie paszporty. Ale ty. Rozdał je. Popatrzyli na niego. Zniżył głos. jest kłopot. Zaczęły.się ja- kieś ruchy. Strajki GKLublinie na kolei, coś w Łodzi. Nasi ludzie są w tych strajkach. Szef odwołuje wyjazd, musicie jechać w teren. koś stęknął, ktoś przeklął, pcet rozgląda się. Rroflił, gęby. Jurek pojechał__ 4r wytłumaczył waszą nieobecność Bitek Me słuchał już dalszego dc ^^, 71 M£#Hfe*2z, ciągu. Wraca do Czaszki, uśmie- -^ł OTWHV W- Keiięty teraz, rozradowany. U^W^^ ^ S V o^k. poflinisb , . W:^i^ I^MM flU&A/ । Ł .. „ujjJ

Page 93

HHHMMIM^r •im Czuszks jak prs w Od w rac Witek : radość: Podcho' lecieć Witek przygl

Page 94

62. puszka patrzy na niego tak jak przedtem. WITEK: Nie jadę, zostaję! Wytłumaczę ci jak to wszystko było.•• CZUSZKA: Nic mi nie wytłumaczysz. Nie szukaj mnie już nigdy. Odwraca się i odchodzi, Stek zos taję sam ze swoją radością. Podchodzi Jurek, ten który ma lecieć, JUBEK: Stary, chciałem się pożegnać. Muszą już wchodzić. Sitek jeszcze « temacie Czaszki przygląda mu się uważnie#

Page 95

35 MA 2? -50^ korzec w Łodzi. Plener z element, wnętrza. WAGA: Tricki. UJ. 28 AMERYKAŃSKI, ŚREDNI, PEŁNY, JAZDA. Od strony miasta z torbą w ręku nadbiega Witek. Spieszy się. Potrąca stojącą obok hali dwor­ cowej kobietę, liczącą; pieniądze. Pieniądze rozsypują się. Pijaczek c papierosem w ustach patrzy na toczącą się dwudzie sto złotówkę. U tle Witek przepycha się do kasy, pijaczek odnajduje dwudziestozłotówkę, podchodzi do kiosku, bierze piwo, odchodzi o krok i przechyla kufel do bardzo spragnionych ust i kiedy już ma pić, nadbiegający Sitek wytrąca mu kufel z ręki. Ii tek biegnie dalej - JAZDA - goniąc ruszający widocznie pociąg. Od kamery wchodzi w kadr SOK-ista, rozkłada szeroko ręce i Witek wpada «ten uścisk. Od momentu kiedy Sitek przebiegł połowę peronu - ZWALNIAMY zdjęcia aż do prawie całkowitego zatrzymania ruchu kiedy SOK-ista trzyma go już i wia­ domo, że pociąg odjechał. Muzyka. Dzień pochm.

Page 96

w 64. Potem znó* przyspieszony ruch - bo Witek zaczyna się szarpać, coraz Leniej, aż odskakuje i próbuje uciec SOK-iście. Przeklina przy tym okropnie* W. 29 BLISKI. SOK-ista zdyszany wyszarpuje radio­ SOKISTA: Władek, zatrzymaj go telefon. i zawołaj milicję! UJ. 50 ŚREDNI, AMERYKAŃSKI, JAZDA. witek biegnie - po kilkunastu kro­ kach zwalnia, oglądając się - nikt za nim nie biegnie* Idąc półbokiem «pada w ramiona drugiego SOK-isty, który już czeka na niego u końca peronu. Biały z wściekłości wyrywa się, zrzuca przy tym SOK-iście czapkę, puszczają guziki, ale już od wejścia nadbiega dwóch milicjan­ tów.! za chwilę wyrywający się i wierzgający Witek wleczony jest Ido stojącego radiowozu* Jeden z milicjantów odpina pałkę* ■rzucają go do samochodu, pada na podłogę, zrywa się znów przeciw nim, a wtedy milicjanci nie żałują już swoich pałek. Samochód już jedzie*

Page 97

iJtWo^ wocmAu g&fMtli tsMĄ ^_ PA1 id |'M<5»fWW>t'1/ ^ o^OM^lAf^l UęMftowiW^W r^^M^ . ^ 1 imm iHfh&iM- Itolfwi OM rcw^ćO Oh^'^^^^, ^ yf/JlMŁ l^lUjtKMtf^\f>WM . m [pW^1 ■ ^4^ot^ OPwJl^^ ^W"0' *. _, ^ctyb1-^^ pMi^ ^ — C^CW1 h»M4 l^M Kfr^M f" 5 Ą^ W44* ^^^^^ ’

Page 98

65. K!A 24 -^^ Sala Kolegium Orzekającego. W. 31 Dzień, Wn. naturalne. BLISKI. Przez ciężkie, spracowane, o brud­ nych paznokciach ręce SOK-isty wi- Limy złą twarz Witka. SOKISTA /off/: a tydzień przed­ tem złapałem go, jak załatwiał potrzebę fizjologiczną na dwor­ cu. Nie spisałem meldunku, ale to był ten sam. HtZB®. KOLEGIUM /off/: Ozy to prawda? WITEK: Nie. Ręce SOK-isty znikają z kadru, zo- staje krzesło, na którym je trzymał i przez to krzesło widzimy Witka. P3ZBW.K0IBGIUM /off/: Ton Jest studentem? WITEK: Tak, mam urlop dziekański Chwile ciszy PRZEW. KOLEGIUM /off/:/Kolegium p%n(£Al>'^ VuML6 postanawia ukarać p OO^M*' ‘^WM0^ a trzema tysiąpami złotych, z zamianą na &tWl'. i tydzień pr publicznych. Oo pan woli? WITEK W. 32 DETAL. Pióro protokólantki stawia krzyżyk « odpowiedniej rubryce. prac.

Page 99

33 66, pA 25 - 50^ Duża polana parku na skraju miasta. •W.. 33 Plener. Dzień. PEŁNY, ŚREDNI, JAZDA. Ja dużej polanie lekko biegnącej pod górę wyznaczono taśmą rysunek wielkiego orła. Skierowani do prac publicznych mieli skopać teren wewnątrz rysunku, żeby posadzone tan różne' kwiaty dały piękny obraz. | miejscu gdzie wyznaczono skrzydło ptaka kręciło się kilka osób, hi tek kopał przy połączeniu skrzydła zszyją. Usłyszał brzęk łopaty’ o szkło. Spojrzał. Kopiący przy dziobie chłopak wyjmował z ziemi butelkę. Witek podszedł do niego -JAZDA - Butelka była szczelnie zakorkowana. Marek otworzył korek, wewnątrz była kartka. Bikt z reszty kopiących - ludzi praśnie skazanych na prace z powodu przepicia i awantur nie zainteresował się butelką, Marek wyjął kartkę, fltek zaglądał mu przez ramię. Kartka miała dobrze zachowane pismo, . MAREK /czyW: Rok 1957. Jesteśmy na IV roku studiów. Za dwadzieścia lat będziemy: Włodek - wicepremierem, Staszek — ministrem, Karol - naczelnym

Page 100

Marek zerka Witka* Chcą włożyć i Witek zau stronie te2 Czyta.

Page 101

siej 67. redaktorem, Janek - za granicą, z dochodem co najmniej 100 tys. dolarów rocznie. Wtedy wyjmiemy butelkę, w kwietniu 1977. Podpisy. Siarek zerka z uśmiechem na Utka. WITEK: Skurwysyny. Nie wyjęli. Jest maj. MAREK: Szkoda, że nie ma naz­ wisk. Za co? 7^ j£ST£$ 3 WITEK: Sokista mnie poszarpał na dworcu. A ty? MAREK: T.K.N. WEK: Oołp 3KF? MAREK: Latający uniwersytet. Pożyczyłem mieszkanibCZa dru­ gim razem sąsiad podpisał oświadczenie o zakłóceniu spo­ koju. Co robimy z butelką? . WITEK: Zakopiemy spowrotem. Może kiedyś wyjmą spod tego orła. Jest jakiś wicepremier Włodzimierz? picą włożyć papier do butelki pitek zauważa, że po drugiej stronie też jest coś napisanego. Czyta. WITEK: Odkopałem w 1975 roku. Co wieczór dziękuję Bogu, że wam się nie udało. Janek. Hl^k: n^^Ek,. Ui1$n. -WiTElC 0Wtf U , c/ u . . n <4 HŁ^Eaa Oba c_i

Page 102

^«k . ■

Page 103

68. AO3 REDNI. litek kopał ^eraz na skraju nogi ńa. Zbliżył do niego nie- lireślony facet w eczce. NIEOKREŚLONY: Kolego, nie''mas z czegoś? WITEK: Czego? NIEOKREŚLONY: Marki, dolary, wszystko jedno. : Nie, nie robię « tym. SŁONY: A w czym? WITEK: W W, 35 ciwie w niczym. ŚREDNI, JAZDA. Wchodzili z Markiem od pola l orłem. ^f'^ WITEK: Ktoici^towszystko^po- wiedział JUREK: Ojciec, WITEK: Mój umarł dwa tygodnie temu. Nie zdążyłem go nawet przed tym zobaczyć, Tylko przez telefon powiedział, że nic nie muszę. I powtórzył przez zna­ jomą lekarkę. MAREK: A co musiałeś? WITEKt Chciał, żebym był leka­ rzem. Chciał, żebym był porząd­ nym człowiekiem. Nie wiem, co miał na myśli, mówiła, że nie chciał umierać, choć długo przed tym wyglądało, że się jakoś po­ godził.

Page 105

69. Łęka 26 B bCw hże mieszkanie, klatka schodowa* W. 36 405 Wn. naturalne. Wieczór. ^ISKI. Barek i Witek siedzieli w bardzo Stłoczonym mieszkaniu, na podłodze lub na oknie. Słychać było, głos bodego wykładowcy. WYKŁADOWCA: Są normy etyczne, k^óre nazwać można normami ogólnie ważnymi. Do takich właśnie należy zasada “nie zadawaj PANORAMA - po twarzach słuchaczy gwałtu". To nie znaczy, jak interpretowano Tołstoja, żeby wprowadza nas do wykładowcy, Alb sprzeciwiając sięTźłuY^rźeT * bodego, dobrze zbudowanego ba pamiętać o reakcji. Sprzeciw, Bżczyzny. Siedzi w dziwnym na który jest gwałtem, wywołuje pierwszy rzut oka krześle* Pod gwałt. Taki charakter miały wy­ szyją ma białą sztywną kolora- darzenia roku 1970, podpalanie ‘furkę* Komitetów, które doprowadziły J do strzelania, do morderstw. Sprzeciw wyrażany oporem, bier­ nym oporem jest dużo bliższy filozofii chrześcijańskiej jako forma działania, dialogu. Wspólnota w oporze jest bliższa i realniejsza w naszej tradycji, | przy czym trzeba pamiętać, że ma ona i praktyczne osiągnięcia* Ghandi w ten sposób wygrał niepodległość Indii... ]

Page 106

AOG 70, W. 37 ŚREDNI, Przy drzwiach wyjściowych gospodarz ^puszcza pojedynczo gości. GOSPODARZ: Pani w lewo, bardzo proszę. Pan w prawo, za chwilę pojedynczo. Bo drzwi podjeżdża wykładowca, kdaś teraz, że siedzi na zgrabap, inwalidzkim wózku. Dwóch Mężczyzn bierze wózek, jest ciężki, I tyłu podchodzi Witek, WITEK: Pomogę, Znoszą wózek po schodach wysokiego parteru. Na dole dogania ich Marek, Odciąga Witka na bok. MAREK: Możesz go odwieźć? Na dworzec? WITEK: Mogę ••• MAREK: Musimy jeszcze wrócić. Bitek wyprowadza wózek, Wykła­ dowca ogląda się. WYKŁADOWCA: To pan ma mnie odwieźć? WITEK: Tak.

Page 107

m 27* - ^ c -^ Poczekalnia dworca w Łodzi. Wn. naturalne. Noc. W, 23 AMERYKAŃSKI. lastrój nocnej poczekalni. Pusto. Bka osób śpi na ławkach. WITEK: Miesiąc temu nie zdąży­ łem tu na pociąg. Gdybym wtedy wskoczył, nie siedziałbym teraz z księdzem. '7YKŁADOWCA-KSIĄDZ: Miałeś do Sitek uśmiecha się. mnie mówić po imieniu. Ale ży­ ciem nie rządzi przypadek. Przypadek to tylko różne oko­ liczności, a to co człowiek robi wynika zawsze z jego woli i przez to się określa... WITEK: Tylko, że z tego cO mówi­ łeś wynika, że wystarczy nie zabić, nie ukraść, nie zgwałcić i już się jest zbawionym. KSIĄDZ: Nie, to nieprawda. Wiara jest cenna przez wątpliwości, przez to, że żeby uwierzyć na­ prawdę, to trzeba ją zdobyć. Każdy musi wziąć krzyż i robić tak, żeby było lepiej, sprawie­ dliwiej. litek milczy. 0 czym myślisz? WITEK: 0 ojcu, czy to robił.

Page 108

72* dolnym krokieta przechodzi miBnit Witek sztywnieje. Ksiądz Saiecha się* KSIĄDZ: Nie bój się. WITEK: Mam tu złe doświadczenia. Łfonjogłasza opóźniony pociąg* KSIĄDZ: Ty miałeś wziąć ode mnie pieniądze? . WITEK: Nie, jakie? KSIĄDZ: Dla Wolnych Związków Zawodowych. Mam zebrane siedem tysięcy* WITEK: Nie miałem* KSIĄDZ: Ten co odprowadzał miał wżiąó* WITEK: Mogę wziąć* Tylko kom oddać? Esiądz wyjmuje kopertę. KSIĄDZ: Tu jest telefon. Odwiedź mnie kiedyś. Za kilka dni wracam z Krakowa* Kościół Trzech Krzyży. fttek wyprowadza wózek z pocze— Li. - PANORAMA* WITEK: Tam będzie ktoś na ciebie czekał? KSIĄDZ: Oczywiście* \

Page 109

^COl^łlc^l^ fet Q_ &09>> . o fHiOt^ó »Myi ■'Mi- /jf/v T^aMQ. -6^ IwCrtK HW&Ą-' C+^TWĄ . f^ l^y^ Oe? IaTiWM^ .c^ihz'"^ to^- C^T-PO#^ wnr/ m®ś < (i ifi-jrtu^M-- We ^hiz^witA w^j to- ^iwv- ^i‘H^ z-

Page 110

^o Ti RA 28 - Q>O^cr\ • Mieszkanie Witka, W. 39 Dzień. Wn . naturalne. ŚREDNI, AMERYKAŃSKI, PEŁNY. JAZDA. ■przeciwko Witka w jego dużym 1 pustym mieszkaniu siedzi starsza Kobieta* Na stole leży koperta, którą Witek dostał od księdza. KOBIETA; A jak poświadczyć? WITEK: Jak to? KOBIETA: Drukujemy listę ofiaro- dawców. Jaki wpisać pseudonim? nitek jeszcze raz patrzy na kartkę I telefonem. WITEK: Tu jest napisane "Jan”. Myślałem, że to jest imię tego, do kogo miałem dzwonić. KOBIETA: Tam nie ma Jana. Czyli to jest to. Kobieta zbiera się. WITEK: Może napije się pani herbaty? Zabiera kopertę, ale Witek KOBIETA: Nie, dziękuję. poia niezdecydowaniem zatrzy- p ją. WITEK: Po co są tę pieniądze? KOBIETA: Głównie na poligrafię, na papier i tak dalej. Czasem pomagamy komuś bez pracy. Kitek odprowadza ją i jeszcze I drzwiach pyta. WITEK: Czy nie mógłbym czegoś, robić? Ja teraz nie pracuję, dopiero mam zamiar.

Page 111

74. KOBIETA: A zna pan kogoś? WITEK: Tego księdza trochę... I Marka takiego szczupłego, z pąsami, KOBIETA: Może pan popracować przy Harrisie. WITEK: Kto to jest? - KOBIETA: Leczy dotykiem. Będzie jeden dzień, a przyjdzie przy­ najmniej 10 tysięcy ludzi. Dużo ludzi przy tym pracuje. Może potem będzie pan miał wię— oej znajomych. Bbieta schodzi po schodach. Sitek patrzy za nią. Otwierają się sąsiednie drzwi, wygląda |otka> CIOTKA: Kto był u ciebie?. WITEK: Taka pani... CIOTKA: Skądś ją znam. Kie wiesz jak się nazywa? WITEK: Kie wiem, ciociu. Ciotka patrzy jeszcze na dół za— Lślona. Witek wraca do pokoju i wygląda przez okno. Widzi prze­ chodzącą przez podwórze.: kobietę Kyraźnie za nią idącego młodego Lłowieka. PANORAMA - na balkonie obok jego okna stoi ciotka. CIOTKA /off/: Witek! CIOTKA: Co ty masz zamiar robić? I

Page 112

75. 29 \ Świetlica w podziemiu kościoła. UJ, 40 Wnętrze. Dzień. Noc. ŚREDNI, JAZDA. /Noe/ Dookoła stołu siedzi kilku chłopców 1 dziewcząt. Chłopak gilotyną do Bęcia blachy tnie zielony bristol na małe kartoniki. Inni rozkładają Je na pojedyncze kartoniki, inni stemplują prymitywnie zrobionymi pieczęciami. Wśród nich Witek. UJ. 41 AMERYKAŃSKI. Kolejka ludzi do stołu, na którym porozkładane są przepustki. Dziew­ czyna odbiera od ludzi zaświadczenia lekarskie , • czyta chorobę i mówi angielskie słowo, oznaczając miejsce choroby. Nie może odczytań drugiego zaświadczenia. WITEK: Pokaz, jestem po czterech latach medycyny.•• Odczytuje zaświadczenie, widzi ła­ cińską nazwę raka. Patrzy na kobie­ tę, to jest prosta, zwykła kobieta. Nachyla się do dziewczyny tłuma- cze^e j na angielski. Mówi cicho. WITEK: Rak piersi. Dziewczyna dyktuje. DZIEWCZYNA: Breasts. Ktoś następny wpisuje nazwisko z dowodu osobistego.

Page 113

M3 76. kolejny chłopak przejmuje prze- CHŁOPAK: Numer 5214* Na godzi­ pustkę* nę 15 punktualnie* Następna jest młoda dziewczyna. DZIEWCZYNA: Ale chóry będzie na noszach* CHŁOPAK: To na którą będzie pani wygodnie? DZIEWCZYNA: Na 10 rano najle­ piej* pitek przypatruje się dziewczynie* 42 ŚREDNI. /Noc/ 7 pokoju siedzi kilkunastu młodych ludzi* Chłopak, który wydajał prze­ pustki mówi: CHŁOPAK: Joasia, Jacek Zen i Wróbel będą odbierać okrycia* Felek, Łukasz podprowadzają i przejmuje Anka i ja* Witek odprowadza rasem ze Staszkiem i w razie czego wpuszczają bez kolejki nosze* Płaszcze leżą już po drugiej stronie, bliź­ niaczki wydają* Wszyscy pracu­ jący i tutaj i w kościele do- stają po dwie przepustki dla rodzin*

Page 114

77* ŚgtX 2)9 - 2>0w Wn. naturalne* Mieszkanie Witka* UJ. 43 Dzień* BLISKI. Ciotka kręci przecząco głową. CIOTKA: Przeciesz wiesz, że ja nie wierzę * takie rzeczy* ON OEOU< 2MM>W ; _“ 10 3es* barfz0 truto0 (OltTI^W • lAP^W ^^’~dostać^ Myślałem, że ciocia f*tC^ f^'« spróbuje*.** CIOTKA: Nie* WITEK: Gdyby to było pół roku wcześniej. CIOTKA: Ojciec by się też nie zgodził*

Page 115

SCENA 31 Korytar; UJ. 44 Lekarka KATARZY Katar 2j Odwracj milczy

Page 116

';w 78. iSCBHA 30 - ZOnm. Korytarz szpitala* BI 44 Dzień* Wn. naturalne. pMJ JES^MC OWł,* BLISKI. Lekąrka patrzy na przepustki. KATARZYNA. wireu' 6o c/oTW uAc^t\^KATARZYNA: Ale komu mam dać? Mamy tu kilkudziesięciu, którym nie możemy pomóc. WITEK: Tym, którzy wierzą, że im to pomoże, ero*^—**itr7Ul<? KATARZYNA: Ba WITEK: asiuZ wiesz co mi ciocia działa? Że ojciec też by poszedł* Katarzyna kręci głową. Odwraca głowę w bok i chwilę ailczy, może przełyka łzę. ZYNA: Poszedłby. ,^t MS^^ ij^ot «'łt r’Ł IZA vjvi^7. ^ouv WOM^WgJ.... <57 w. Ojciec |4' foWŁBtfcH. ^IE fcfnMk-

Page 117

79. Dzień. Harris dotyka głowy człowieka i tego człowieka letko odurzonego przejmuje Witek. Prowadzi go kilka kroków do szatni. Widać wielką kolejkę i wzorowy porządek tej kolejki, Jastępna jest kobieta na noszach. Harris dotyka jej piersi. Kobieta •zdycha. Witek odprowadza niosących nosze, wynoszą kobietę. Widać stojąpe przed kościołem karetki pogotowia /wyprowadza Innymi drzwiami/. Uj, 47 SnaDHI. Harris dotyka nóg człowieka, którego podtrzymuje chłopak. Chwilę trwa nisko pochylony. Człowiek podtrzymy­ wany przez chłopaka odchodzi, Witek ohoe ich odprowadzić, ale mężczyzna kieruje się do ołtarza. Tan klęka 1 pogrąża się w modlitwie, 'itek nie wie co ze sobą zrobić. Tamten na twarz • modlitwie. Totem podnosi się przy pomocy chłopca i lekko odpycha go ręką# Bobi san kilka kroków widoczny wyraź­ nie w otwartych drzwiach kościoła.

Page 118

^2 SCgNĄ 35 Pokój $ Przez ; l nie K&J •swoim j feokój ; cela* 1 ■Sitek

Page 119

J^O 80. SC3NĄ 13 J -Jć)^ Pokój księdza* Uj. 48 Dzień. Wn. naturalne. BLISKI. Przez jeżdżących na pierwszym pla­ nie księdza, który "spaceruje" po świni pokoju, widzimy Witka. ncłi&i ^łB ■ f fjip ■ '- 7M«r© Jokój jest schludny, ale nie żadna cela. Może magnetofon etc. (m ^łz?>^ 'ii .7 WITEK: tihoiałbym się ochrzcić. z^^o ^ i 3 KSIĄDZ: po-co"? ezesra akurat w^^Z ^ c^to WITEK: Chcę sś^-okreśłió-j-śebyo^sr t^HAfŁ^ŁW . ludzi, którym to daje pewność fiwotłffł ,i spokój, choćby ciebie... TO -p^^1^ i^ltfi^1^■KSIĄDZ: D&-tego-potrzebna-jesi .NTMCMMW^^ ’ WITEK: Chyba mam coś takiego w-óreikn., bo wiem co robić. ■■ nosić, Że się nie zgadźaiT głośno. KSIĄDZ: Powinieneś zapisać się Sitek uśmiecha się. © do Partii. WITEK: Ale ja chcę-wiedzień-^po ^o-te—wszyotk-o. Tam mi nie powiedzą. KSIĄDZ? Modlisz się? WITEK: Nie. KSIĄDZ: Spróbuj któregoś dnia.

Page 120

di. pA 3& 80^ , Ked chatą « Bieszczadach. Ł 49 Plener. Dzień, zmierzch. BLISKI, ŚREDNI, JAZDA, (tek z plecakiem /walizką/ nad- chodzi drogą przed zbudowaną byle jak chatą, wysoko w Bieszczadach. Zarośnięci chłopcy stawiali szopę. Iltek podszedł do nich, przywitał Eh. WITEK: Mam to oddać Konradowi. Jedn z nich wysunął się. CHŁOPAK: To ja. Rozpakowali plecak /walizkę/• Wyjęli stamtąd druki i książki. Patrzyli, poczytywali. Witek roz­ glądał się. CHŁOPAK: Nigdy tu nie byłeś? WITEK: Nie. CHŁOPAK: Kiedy masz pociąg? WITEK: Autobus. Wieczorem. p. 50 ŚREDNI. ba prymitywizm stole jedli przed chwilą obiad. Teraz palą, odpo­ czywają. WITEK: Kto wam rozwala? Kręcą się jakieś dzieci. CHŁOPAK: Jak to? Milicja. Nie mamy zatwierdzonych planów, zezwoleń na budowę. Ale gdzie mamy mieszkać? Jeszcze teraz-, ale w zimie?

Page 121

jze. WITEK: A ziemia? CHŁOPAK: Dzierżawimy, odsta­ wiamy wełnę, mleko. Jesteśmy w porządku. Jak rozwalają domy] budujemy nowe. Mamy swoje kło­ poty, ale nie mamy waszych. WITEK: lepiej tak jest? CHŁOPAK: Pewnie. Mogę głośno Krzyczy na cały głos* krzyczeć. Mam was w dupie, Bcho odbija, potem jest cisza. skurwysyny! z Widzisz, nikt nie słyszy. UJ. 51 ŚREDNI. /Zmierzch/ Witek żegna się ze wszystkimi. Konrad odprowadza go kawałek. !> JAZDA - Podają sobie ręce. CHŁOPAK: Może przyjedziesz na dłużej? WITEK: Nie, ja chcę, żeby było słychać jak krzyczę. Cześć. Dobrze tu macie.

Page 122

fe^J ~5 Drukarnia« ■t* 52. AMEK Ha rozłożonyc: rażu /piwnicy drukują pism które Witek w Jest ich., ras Idzie to skłe ki dzwonek d< |«ywają pracę lnyeh schód oć donu, w któr I/garaż/« Otw przed tym rc rek: Schodzą na < piórek wyjnu złożone pis Witek przeg

Page 123

83; karała. Ł 52, Wn» Noc naturalne AMBKTWBKI, JAZDA i rozłożonych, w nieużywanym gaażu /piwnicy/ matrycach chłopcy u’. 3maJ, .^hmi W1^ , (rokują pisma podobne do tych, Ere Witek woził w Bieszczady* $/pt: ^ (^ ZWlWh i HS1HW0 . -it* (JM^ • "dw? . mZo m*- Jest ich, razem z Witkiem trzech* Bzie to składnie* Słychać daleki dzwonek do drzwi* Chłopcy prze­ rywają pracę. Wiłek po wewnętrz­ nych schodach wchodzi na korytarz ta, w którym mieści się piwnica /garaż/. Otwiera drzwi, wycierając Bied tym ręce* W drzwiach stoi Ma­ rek: MARĘK: Macie WOŚ do zabrania ? "^^^m'}^ i. V«Wą^.- Schodzą na dół* lorek wyjmuje z kieszeni inne łożone pisemko* T»Ib“. Sitek przegląda pisemko.

Page 124

^2# 84, Rak zobaczył, że Marek patrzy Spokojnie na Jednego chłopców. WITEK: Nie znacie się ? MAREK: Nie • #• WITEK: To syn mojego dziekana, z Akademii Medycznej# Degadaliagy-H^i^ty-dłSTCZregeTHi^^ eł^-rzadko-dcrjli# Pokazał głową na syna dziekana. Pozcśnieli się# pi DO p,^ f^^wi wn J cMiM^W . < ’ (e>< p; iw>ittti<i<M;<A> ffm^itft. -3A0UM-, >p—-S**** i^a 48^- . .

Page 125

fe_-Mi Kościół. UJ. 55. FE W pustyń ko j najpierw ni potem stoję Ha nim rods f^łJU'Tw^- i kobieta, pieniądze < i ksiądz wy? iy« UJ. 54. Witek klęc ■zopton *3 prywatnej

Page 126

85. Ł JSi3 4 —GO/m Dzień. Wn# naturalne Blół. |55« EEŁNT# ŚREDNI. pustym kościele ksiądz chrzci- pierw niemowlę na ręku matki# M stojącego samotnie Witka# Inim rodzice chrzestni: Marek kobieta# której dawał kiedyś Bniądze od księdza# Starszy WW^”* siądź wypowiada niezbędne fermu- @: iy. Jj^^ h 54. BLISKI. litek klęczy przed ołtarzem 1 wptem wymawia słowa własnej# prywatnej modlitwy# WITEK* Teraz# kiedy już jest po formalnościach# pozwól mi zrozu- mieó# po c© wstaję rano i daj mi jakiś znak# że to oo robię jest potrzebne komuś więcej niż tylko mnie# żebym wiedział i miał pewność, żebym nie mus lał prze­ klinać ludzi, którzy są przeciw tym chłopcom z.Bieszczad, przeciw mnie, Markowi #••

Page 127

42-2 86, jarający z kurzu blat barierki rzed ołtarzem, przy którym klęczy Utek, kościelny zbliżył się do Wit- KOŚCIELNY: Przepraszam. ściera blat przed Witkiem, Witek pa­ trzy nieprzytomnym spojrzeniem, je­ szcze w swojej modlitwie. Tamten odchudzi, Witek już nie może się skupió.

Page 129

yfio 87, scena gj -430 w ^Mieszkanie Witka. UJ. 55. Wn. naturalne Noe, świt. ŚREDNI. Jacek Kasprzyk /albo Kleyff/ śpie­ wa niepublikowaną nigdy piosenkę /dokunontac ja/'. PANORAMA — po sie­ dzących, stojących, kucających słu­ chaczach. Wśród nich Witek już te­ raz wyraźnie wśród swoich, dobrze Bię czujący. Śpiewający kończy pioB^kę i ogłusza, że dysponuje kase­ tami z nagraniem całego wieczoru, które nożna kupió przywyjściu.----- -— UJ. 56# ŚREDNI. Przy wyjściu, tak jak 1 poprzednio, tylko teraz Witek wypuszcza po ko­ lei zebranych. Wychodzi starszy nężozyzna. WITEKs Pan w prawo zaraz po wyjściu. Jest takie przejście braną. MĘŻCZYZN!.: Można kasetę? Mężczyzna bierze kasetę i zosta- wic. na kuchennym talerzu polnym . pieniędzy swoje dwieście złotych. Stojacy obok Kasprzyk /Kleyff/ uzupełnia. Śmieje się. • WITEK: Ostatnia.

Page 130

w-- Wychodzi k | Przechodź: | chłopak. I Chłopak i I patrzy ze f przypomni | Chłopak i ■ Taraten n | Daniel u Mijają { wraca w UJ. 57 W pusts Witek 1 stoi c:

Page 131

^ 88. KASERZIKi ta Jest opis. Mój . adres, jakby pan obolał ima, i Oopyrrigtit. Przepisywanie wzbronione • Wychodzi kobieta z córką. WITEK: Pani w lewo. Od razu na ulicę. ^Przechodzi nłody, ciemnowłosy chłopak. WITEK# Pan prosto. Chłopak idzie do drzwi, Witek patrzy za nin, jakby sobie roś przypomniał. Mdwi cicho. WITEK: Daniel. Chłopak staje i odwraca się. I tamten nie poznaje. <h£JJov«i^^ WITEK: i Witek. Byliśmy na kolonii w 68 roku w Babce. Jak wyjeżdżałeś z Polski. Daniel uśnie cha się. Musisz wyjśó ? DANIEL: Nio. । Mijają go inni wychodzący, a on wraca w głąb pokoju. ' flł}^ bi&WĄ \fH>&^r hit <UW . ^ <£^ * , Z M - w/TŁ^ . ^iW^^t .• pj^ŚlM UJ. 57. AMERYKAŃSKI, JAZDAT^ W pustyń już zupełnie mieszkaniu -Witek wita się a Danielim. Obok Stoi ciocina dziewczyna. i ^<^1 v

Page 132

^/33 89., DANIKŁ: Moja siostra, Wera. WERA: Werka. / ptasą na siebie. Watkę już znai;, to żona Buzka z poprzedniego WITEK: WltJc. tetku witka. WITEK: Zostaniecie ? __ SAHffiŁt-Hożoay.JirzyJechałe^na kilka dni. z &o}«J »^ii. •ó.K-oa unarła. Odzywa się dzwonek do drzwi. Wffi-M' " ■WlŁlą 7 Wb > . WITEK: Wyszuclsz-popielniczki? iftowzyfe , i^k^o^. fen idzie do drzwi. Patrzy przez Masza. Otwiera. Za drzwianl atol ciotka, ubrana starannie pl­ ac późnej pory. Wchodzi, ale wi- dząc, że są Jeszcze ludzie, zasto­ je w korytarzu,. zanyka tylko drzwi wyjściowe. CIOTKA: To aoje nieszkanle. Jeże Jeszcze ras zrobicie coś takiogc zawladonię władze. Witek chce coś odpowiedziom, tle ciotka wychodzi bez słowa | oieszkania. Witek wraca do po­ koju. lenie je się* w;. ■ ■ Cj^SKAt Chce wezwaó nilicję. łgMMtlMMiiii*^

Page 133

Worka suwa 1 czyna nie a; UJ. róża obsz naje

Page 134

A^ 90. DAHIEŁj Ozena 1 WITEKt Przedwojenna konunistka. Mieszkała tu kiedyś w całyn miesz­ kaniu z-nęten, tył wojewodą łódzkin. Jak się przeprowadziliś­ pin ustawia krzesełka, roz— hm fotela. Mieszkanie znów zaLna wyglądać Jak nie*Skania, a my z ojoen z.Poznania, zamurowali ny tę ścianę. . ‘>L'trrL-e r^ TFu>t Wt^^FUo fćif-ttt^C-o^ - ro' mrisauŁM^i . He sala zebrań. DANIEL: Wozwie? WITEK: Skąd, Jest dobra. Myśli . tylko, że robię to przeciw niej, na złośś i Jak Jest zła, nówi do □nie przez "wy". ta. 58. SBBDNI. Późno w nocy siedzą we trójkę na pozornym tapczanie. Daniel obej­ muje swoją siostrę. tl»W9 ' DANIEL: ena się rozwiodła z oJean Jeszcze przed naszyci wyjazd*#. Mieszkała sana i dopiero Jak są­ siadzi zobaczyli kilka .butelek □lęka jod jej drzwiani, okazało się, de utarła.

Page 135

W.W. .W^ĆW« y^. _ , UffcWT. D^U W< • « ^ (to^ ., . ^ . 4H^ WY 6g ^«^' ^ lufca-. W*' 00 KW««t i ^^c,^ cn^»^ ‘ b^ t OJ " ;W ■»fr<^$^^^^^ w ^^ Oltł”^ M^«ii W A OjO^iMW < oMS-^fi . 24- «fOT ’m rwfi „ i?st rtwt nętWN/w^^ . s#^1-^0 ^ J ...yWwW1 • W Mtęi K-; } ■ .W^U w^]glV. in^iiMtU’ f9 ^l' 'Jfr pouAlwti' ie<4fflt&tfh 2 ■ ęoc^^^ flc ‘Lt. . o^4®^ . cjCiSc W)W>W< W *Jt° ęmiodwBo'. ^ . ^U ^ ' WU^Tf^i T ęcifte UK^. baw: . ^et> (^R, .

Page 136

yfs?91 WITEK: To- strassne. A twój ojciec Widziałem go tylko przez chwilę . DANIELS Buduje w Danii autostrady mamy don-i wszystko. On się przy- zwyctaił, a ja nie nogę. Ciągle ni się wydaje, że jestem gdzieś daleko /po duńsku/ "Jestem szczęś liwy, w tym małym szczęśliwym kraju”. WITEK: Co to znaczy? DANIEL: Jestem szczęśliwy w tym małym, szczęśliwym kraju. Po duńsku. Kitek .patrzy na ^^ę i ona na niego, prawie przez cały czas tej rozmowy. WITEK: Czemu nie pojechałaś z nimi? DANIEL: Zakochała się.nwtaJ® taŁssaaolotawyn. DaniętaszGz-er- wonkę? Banici uśmiecha się. WITEK: Bił konin Tano i wleczone Przepraszam. Serka też się uśmiecha. WBHKA: Nie szkodzi. WITEK: Kiedyś mnie namówiłeś, żeby-zobaczyć czy n:Je po tym ręce, nie umył i przy śniadaniu ęo»ieS^a3Ma» Kie umyłoś nawet rqk po tym koniu. A on polizał

Page 137

UJ. 59. Przykryci na tapcEchy płac; Daniel n: [siostry płakał p fgiej sir rżała na i gin spo^

Page 138

• J33 92- DANIEL: Kochałem się wtedy w pani Marii. Musiała nieć w tedy tyle lat co my teraz. Ty też ? WITEK: Kochałem.Przeszło ni jak podejrzałeś^ że chodzi do niej kierownik, pili wódkę. Kłócili się, siusiało byó coś na twój teina bo krzyknął: Oo cię obchodzi jakiś mły Żydek? DANIEL: Nie chci.ałenwyjeźdzać iz powiedziałeś! jaj to. UJ. 59. BLISKI. Przykryci kocen spali we trójkę. na tapczanie. Witka obudził ci­ chy płacz. Podniósł się — PANORAMA Daniel niał głowę wtuloną w ramię siostry i Witek nie wiedział kto płakał przez sen. Leżeli po dru­ giej stronie tapczanu. Worka spoj­ rzała nagle na Witka trzeźwym, długin spojrzeniem — to płakał Daniel.

Page 139

S^rO posa 36. ■Dworzec w UJ. 60* S | Witek pode walizkę pi gancka, sl j szedł z a wtedy Wit' | Werki* W tym moi Wychylił kę Witka |Jakby aa

Page 140

Ml 93 3§. -2,5™ ■orzec w Łodzi* 60. Plener Dzień ŚREDNI. litek podał Danielowi wypchaną talizkę przez okno pociągu /ele­ gancka, skórzana/. Daniel .odkedł z nią w głąb wagonu, a jtedy Witek spychał wychylonej ferkl. WERKA: Poszukaj mnie. ii tym momencie nadszedł Daniel, ^chylił się i długo trzymał rę­ kę Witka w swojej, żegnając się jakby na zawsze.

Page 141

94* SCENA VE^ ^. Snę trze pociągu* k 61* Noc Wn. naturalne BLISKI, ŚREDNI. Witek spal wtulony w swój płaszcz* Pociąg równomiernie stukotał* Nag­ le rozległ się ostry zgrzyt. Witek poleciał na kamerę, pociąg gwałtow­ nie hamował. Stanął. Witek otwo­ rzył okno, tył sam w przedziale. Hic nie było widać ani słychać. Drzwi do przedziału otworzyły się i wszedł konduktor z jeszcze jed­ nym w ortalionowej kurtce. Kondukt (tor spojrzał na hamulec . Plomba by­ ła zerwana* KONDUKTOR: Pan zatrzyłał pociąg ? Witek zdziewił się* WITEK: Nie, spałem... ^A7|94i'«^ ijflM^Ą pLOfłA^ » KONDUKTOR: Plomba zerwana. Bitek spojrzał, była rzeczywiś­ cie zerwana* ORTALION: Pan pozwoli dowód* -T©—próeki ^agaż ?

Page 142

95. ktek wyjął dowód. Tamten zerknął, ktek spojrzał w górę. Ha piło* stał ten sam plecak /walizka/, z którym jeździł w Bieszczady, polotnie wypchany. WITEK: Tak ... ORTALION! Zabiorze pan to 1 poz­ woli z nami. Sitek zdjął z góry plecak /walizkę/ 51 wyszli z przedziału.

Page 143

j. ró.-^.^^^ ” Owił iwes^ ^j^-^rts^^eiew--'. y,' ęo Ti potoMea^^^ Mf”6 ■ [m; oe-w^ t^tuUE . '/< w/e y, ee--^i uu^wń, m'. SPiftóiflM^ eowtrwo Ct^u^1^'^ ' ’ z—

Page 144

w 96. teCBKŁ $g» 3$ - ib,-m Drukarnia.. BJ. Wn. naturalne. 62. AMERYKAUSKI. Witek otworzył drzwi domu, w którym mieściła się drukarnia. Schował do kieszeni klucz, zdziwiony ci­ szą, Po ciemku zszedł po wewnętrz­ nych schodach* Zapalił światło, na środku piwnicy /garażu/ sie­ dział Marek. Matryce były porozwa— lane, z szafy wywalony papier, ca­ ły w wylanej na podłodze farbie dru­ karskiej* Witek spojrzał na Marka* W • WWf»- >2 6©—-14; crnu ^ MAREK: Dawaj klucz* Witek podszedł i chciał mu dać klucz, ale nagle zrozumiał* WITEK: _Sa=? cneif" ■ | WW teirfztĄ. MAREK: Weszli w czasie druku* Zabrali obu chłopaków* ^Sc^iaż—Tm. ~ 7 WITEK; Kurwa mać *** Witek rozumie, że nie jsoże się tłumaczyć, że nie mógł. MAREK: Miałeś być tu z nimi* ^ddaje klucz* Witek wychodzi. Daj klucz* I wypieprzaj* 1

Page 145

fl^MMMMM Pokój ks m. 63. Widzimy "'•space: krzyczy Witek do sL i- /wari tak 3

Page 146

97. ^®-2Ł3 9 - A S ^ Łój księdza 6% Dzień. Wn. naturalne. BLISKI. [dżiny Witka przez jak zwykle "spacerującego” księdza. Witek no Mif- Nit lĄO^^^1^ it Mi { byczy. WITEK: ^to- pewno, to nio-4 KSIĄDZ: To czekaj. Minie jakiś cz wyjaśni się# te ni-e ty^A JA2 WITEK: Al* Ja nie nogę- tale *yc KSIĄDZ: Pomódl się, żebyś nie znienawidził ludzi, którzy clę •skarżyli. I pamiętaj cały czaś^ to nie Jest legalna organizacja, odpowiedzialność Jest podwójna, PtlJPłW podejrzenie niełatwo oddalić. Po- jedziesz z nami da Francji, tam wszyscy będziemy mysieli o Bogu. Uspokoisz się. /sta ^ <^ 7^ • WITEK: Hłu-mogę^byń-sj^^ Kk mówi cicho, właściwie ^—^iK/f*^ ^ OK^ ^^ S^O. Bsiebie. /wariant: cicha modlitwa Witka, tak jak w scenie 36/ ___———^ fV® OU^M^

Page 147

98. EŁ1Ł' 30^ Buro paszportowe. Wn, naturalne. Dzieli, |. 64, S8EDNI. Body urzędnik biura trzyma w rę- h paszport. URZĘDNIK: Jan aa Eromessę wizy ? Mtek trzyma w ręku jakieś papie- B. WITEK: Mam. I rezerwację biletu, URZĘDNIK: A 00 to Jest? WITEK: W Taizo, między Paryżem^ar Marsyłi^u-Organizaoja młodzieży katolickiej "Sobór Młodych", laki zlot z całego świata. URZĘDNIK: Mam tu pana paszport. Ale to nie Jest prosta sprawa. Pan ma tutaj różne kontakty, był panzatrzymąny zjnielogalną lite- raturę, robił pan w domu różne z^brania.^ WITEK: Pożyczałem mieszkanie, URZĘDNIK: Wszystko Jedno. Nie MORAMA - zostaje zam Witek chodzi nam o to, żeby pan udzielę nam Jakichś informacji o swoich przyjaciołach, bo 1 tak Je mamy.

Page 148

99. URzęosiK: 6.a. Ale we Francji napewno będą Jakieś kontakty. Żebyśmy wiedzie- li z kin się tam kontaktujecie. Postanie .pan telefon i poda tylko nazwisko, możemy się nawet umówić, żo tylko Francuzów. WITEK: I wtedy co? Jeśli lym się zgodził? OTZĘPNIKs /ott/: Wtedy dostanie pan paszport*

Page 149

■450 100. te-iŁ -^^ Lite /Stary w Krakowi#/ U, 65. Wn. naturalna. Hoc. AMERYKAŃSKI. Sfero po chwili rozpozna Jeny, te widzimy przedstawienie tea­ tralne. Scena sądu z przedstawie­ nia, “Snu o Bezgrzesznej", Krzyłanowski na środku sceny. KRZYŻANOWSKI: lud krakowski do Buntu nie jest skory, ale twarzy sobie zamknąć nie da. Zabity ro­ botnik na Rynku nie swój oho lał podpalić dom! /itd. cytat z pa- plęcl/. El 66 amerykański. Polony, Krzydynowska, Stuhr, 01- _ jsewska pokazują swoje pamiątki roteim. Stare druki. Insygnia pow­ stańcze itd. Mówią o tradycji swo­ ich domów. W. 67. AMERYKAŃSKI. I scenie “cela" bity przez carskie­ go żołnierza buntownik. BUNTOWNIK: Warszawa tańczy i baw się! Gdzie myśl o wolności, o niepodległości, gdzie nasza godn /etc. cytat z pomięci./

Page 150

101. SCENA.S^'^/m- Plener Noc o Przed teatrem* KJ. 68* ŚREDNI. JAZDA. |fśród wychodzących z teatru lu­ dzi widzimy Witta z Werką. W tle duży napis nad ulicą "Występy Teatru Starego ż Krakowa". [idą milcząc, coraz mniej ludzi dookoła nich. WERKA: Masz wspaniałą historię. WITEK: Kto? WHRKA|$yt wy wszyscy. WITEK: Czemu ja? WERKA: Co robił twój ojciec, dziadek, pradziadek? WITEK: Pradziadek jeden był w powstaniu 65 roku i drugi też. Dziadek z,Piłsudskim w cudzie nad Wisłą. Ojciec pod Poznaniem z gen. Kutrzebą, potem w wypad­ kach poznańskich w 56 roku, a umarł w łóżku 3 lata temu. WERKA: Jak moja matka zmarła te nikt nie zauważył. Pradziadek zbudował fabrykę tu w Łodzi, a dziadkowie zginęli na Majdanku

Page 151

102, WERA: ć.d. i z ich włosów Niemcy zrobili skarpety dla załogi łodzi podwodnej. Nie mogę się przejąć tym, co tam krzyczeli na scenie. Myślę o swoich. Htek pocałował ją w rękę. . Byli na rogu. Zatrzymali się. WITEK: Jesteśmy niedaleko domu, . a za godzinę nasz pociąg. Chcesz, żebym oię odprowadził, czy za­ czekasz u mnie ? lerka spojrzała na niego. WERKA: Nie muszę dziś jechać. Pójdę do ciebie.

Page 152

“-1Ł 'lł0'n' |E5l>i;Mlt Wn. naturalne. ^ITŁft U. 69. BLISKI. erka siedziała otulona w koc z papierosem w ustach. Witek leżał przytulony do jej piersi. Trzymała u rękę na głowie. WERKA: Nigdy nie zrozumiesz, co to znaczy być obcym. Ja jestem obca tu, nawet w domu. Daniel jest obcy w Danii, tęskni do Dolski, gdzie też był zawsze obcy. A obcość to jest poczucie nie­ bezpieczeństwa, cały czas. Czułeś kiedyś niebezpieczeństwo, ale nie strach, tylko niebezpieczeństwo? WITEK? Jak ojciec umierał, przez ostatnie kilka miesięcy. Wiedzia­ łem, że mi coś chce powiedzieć, był bardzo zamknięty i czekał na ostatnią chwilę. Nie mogłem być stale w domu i dzwoniłem co chwila z automatu, żeby zobaczyć czy jeszcze jest. Odzywał się - halo - a ja nie mogłem przecież stale pytać jak~się czuja 1 odkładałem słuehawkę/Jlbdział, że to ja, i wiedział dlaczego dzwonię...

Page 153

^4 104. WBRKA: Potem zrezygnowałeś ze z studiów? WITEK: Tak, chciał, żebym był lekarzem. Coraz bardziej nie obciąłem być ... im dalej w stu­ dia. Po ćwiczeniach ginekologia rozmawiali tylko o tym jak były uwiezione badane kobiety. Po sekcji jedna dziewczyna miała taki dziwny wyraz twarzy, krojo­ no jej nauczycielkę, nienawidzi­ ła jej i potem powiedziała, że wyobrażała sobie, że sama ją kroi. Chce cl się spać ? WERKA: Me. WITEK: Pokażę ci coś, wstaniemy

Page 154

I 1CEN j | Pola: Q . óWcn “t, 6> ^ © o n A <M- umao^ tut. I UJ. I Wite I kleć I dzi< R wyk< I nak- I dru I Wer

Page 155

--/ó 6 105. ŁiŁ^ ' ^° Polana w parku na skraju miasta. Świt, Plener w. 70. ambrykaWI. fitek z Werką na polanie, którą kiedyś kopał, żęty później zasa­ dzić tam bratkowego orła. Witek wykopał kilka dołków i teraz próbuje nakłuć miękką ziemię znalezionym drutem. Nie ma śladu po orle. Jerka zaciera zmarznięte ręce. WITEK: »jte Kie ma, WERKA: Co mi chciałes pokazać? WITEK: Szuka jeszcze# Trzy ta .temu ko tu zie egium mnie ska ku^Srtkę. Chciałem ci po kazać, bo było tam o prze szłości i o przyszłości i o tym co z tego wyszło. Ale nie ma. Odkłada drut, przytula się do ferki. WERKA: Miałeś pojechać do Pranej WITEK: Nie dali mi paszportu.

Page 156

yf5^ 106. HBKs ć.d. nie pojadę. Miałem lecieć fsaio«*ta samo­ lotem, pierwszy raz w życiu. WBBŁi: Mój mąż obsługuje te samo- usuw: n ^t ^'^^ 2 ,ść ie riM* o° t^*w i IWA- c.lAciiAkf>n w^w-fW^ i-tw* -

Page 157

BCWA j8 bort^c UJ. 71. Werka pi mi w za- przy ok i nie pod1 by, odd mgłę* I "kocham ; przez 2 słychać ; krzyczę Pociąg !w. 72 Witek krótki nie bj że teź Patrzj

Page 158

^9 107. Wi fe ^~' ' bprSec V Łodzi Plener Ij. 71. BLISKI. 'erka przecisnęła się między ludź­ mi w zatłoczonym wagonie i stanęła przy oknie. Chciała otworzyć, okno nie poddawało się. Była "blisko szy­ by, oddech dawał na szybie lekką igłę. Powiedziałaś coś, może to było •kocham cię", a może co innego, bo przez zamkniętą szybę i tak nie było słychać, a przy ludziach nie chciała krzyczeć. Pociąg ruszył. W. 72. BLISKI. Jitek też coś powiedział, też dwa krótkie słowa, ale w gwarze dworca nie było tego słychać, zwłaszcza, że też mówił szeptem. Patrzył na odjeżdżającym pociągiem. Bolerach.

Page 160

^6^ 108. MAjg -3C7'm [Dworzec Centralny Wn. naturalne i plener. Noc. UJ. 75. ŚREDNI, JAZDA. Werka wjechała ruchomymi scho­ dami, u szczytu czekał na nią ... Buzek, miał dziwny .wyraz twarzy, błyszczały mu oczy. Stanęli na­ przeciw siebie. BUZEK: Trzeci dzień WERKA: Dzwoniłam ... BUZEK: Zawsze dzwonisz, tylko że cię nie ma. Poszli korytarzam i wyszli prosto na postój taksówek. Buzek przysu- nął do niej twarz. WERK* A i«^ M <’jc*“' “^*- BH&EKf Oj4iee-A£la_aię__Gznje> tUZCK Zla^^ WERKA*-0 Boże. I co? Buzek roześmiał się złym śmiechem. Werka popatrzyła na ten Śmiech. WERKA: Ja nie.załatwiałam nic z mieszkaniem, buzek: A _ WERKA: Zdradziłem-cię.

Page 161

^62. 109. Podjechała taksówka. Buzek patrzał przez chwilę na Werkę nienawistnym spojrzeniem, potem wepchnął ją do taksówki. BUZEK: Jedź do domu. Sam wsiadł do następnej, kiedy tak­ sówka Werki odjechała. do kierowcy Powiedział e^egu&f^!/ Ow^/. BVZHt/jTi£Óao«eKsjpltal dla narkomanów• Odjechali.

Page 163

110. E^Ł1*^' ^ Mieszkanie Witka Noc. Wn. naturalne. UJ. 74. ŚREDNI. parek siedział naprzeciw Witka przy stole. Na stole stała butal— ki wina. ■e-^enstwcnę—»^r^^ -w to MASEK: Przyniosłem, żaby^clę _ przeprosić. Z drukarnią była wsypa aż z Warszawy, tam przym­ knęli jakichś harcerzy 1 wszystko poszło W dół. Chłopców już puści­ li. Napijasz sięt nitek odkorkował butelkę 1 nalał Ho trochu do szklanek. WITEK: Napiję. // z-^c^^ą-ci^ oto m>waz os ^ tkOT rft-USĄ' JgŁ ł^^r 16^ frW WITEK: Nie wiem. Byłem wczeraj rano w parku# tam-gdzieśmy się , poznali przy orle. Orła nie ma. MAREK: Wiem. tXfrtAU&1 WITEK: Nłe-snatezłem^atelktr6Hto lutitnw.' . , , „ Obciąłem pokazać jednej dziewczynie. Musioli wyjąć. //MAREK: Ja wyjąłem. Nie dawała i ml spokoju/. ? ^OIMMMMOttB

Page 164

74 ć^ Słychać met< w ścianę* wychodzi z : do ciotki* ŚlcfS-MWU ^ teraz mieśz i>h tan.zdjęć I ■nawet zrobi ^: fCW^KM^. Gra radio, ski. Przytula i

Page 165

i 74 /3< łycha ć metodyczne pukanie i ścianę* WITEK: Ciotka mnie wóła. Poczekaj* ychodzi z mieszkania i wchodzi o ciotki. Pierwszy raz widzimy fraz mieszkanie ciotki. Pełno ■ zdjęć rewolucjonistów, może Iwet zrobiony jest mały ołtarzyk. ^t>i v cłeamł^- ^ ’ -j^T tj; Ux>tc-uvH- a tą /mł^c^w wóiMt nw VUClU4- wi^ W ^h^J ^^ CIOTKA: To żydówka była u ciebie o- te kilka dni? K radio, słychać jakieś trza­ ski. WITEK: Tak, ciociu. CIOTKA: Wielu było wielkich komu­ nistów* WITEK: Wiem, ciociu. Czogo oieeia aia#^ /tW&r^^ —' WiCIOTKA: Wolnej Europy. Mówią, że w Lublinie i w Świdniku zaczęły się strajki. Przytula się do niego. Dobrze, że nie wyjechałeś * Polski właśnie teraz.

Page 166

112. PA '^'^ korzec w Łodzi. Plener J. 75- KRYMSKI, ŚREDNI, PANORAM, JAZDA. W strony miasta z torbą w ręku nadbiega Witek, Spieszy się. Potrąca stojącą obok wejścia kobietę, liczącą pieniądze. Pieniądze rozsypują się. fitek biegnie dalej. - z os ta jemy na twarzy pijaczka, patrzy za toczącą się dwudziestozłotówką. I tle Witek przepycha się do kasy. - Pijaczek znajduje dwudziestozłotówkę, podchodzi do kiosku, bierze piwo, od­ chodzi o krok i przechyla kufel do bardzo spragnionych warg. Nadbiegają­ cy Witek, żeby go ominąć, traci rytm biegu. Znów rusza - JAZDA - goni od­ jeżdżający widocznie pociąg. Biegnie najszybciej jak może, ale widoczna w kadrze rączka wagonu oddala się od nie­ go, wreszcie Witek zatrzymuje się cięż­ ko dysząc. Kiedy wytraca szybkość, zwal­ niamy ruch aż do prawie całkowitego za­ trzymania. Potem znów, kiedy wysapał się skulony wpół, wracamy do normalnego ruchu, powolnym krokiem wraca do miasta. Dzień pochmurny.

Page 167

113 p5. <s.a. li przed wyjściem, gdzie przedtem. fcącił kobietę liczącą pieniądze, utrzymuje się. I . 76. AMERYKAŃSKI. tul wejściem stoi Olga. 1 , 774 AMERYKAŃSKI. Ue podchodzi do niej. WITEK: Skąd się wzięłaś. IJ, 7S. ŚREDNI. IB®* OlfiAs Zadzonlłan do ciebie. Ciotka powiedziała, że wyjeżdżasz. Obolałam clę odprowadzić. WITEK: /otl/: Nie zdążyłem. Gdybym był 5 sekund wcześniej .... OLGA: Szukałam clę po pogrzebie. ■mściła wzrok.

Page 168

J69 fc^^.M1 jMieszkań! [UJ. 79 BI Olga leże igłowa na< (J P)&tX)(r 4 CA^SCą. (?) . Sfbłc / : ^ M^ $H Q' ■ OGb l^V T ^ l£ iw M’H/ W to óiw .

Page 169

11 4e Ł_&^ ■ 5o ^ lieszkanie Witka* Wn. naturalne. Dzień, wieczór OJ. 79 BLISKI. Olga leżała na Witku, głowa nad głową. fóPPIfiii ^^n^ t£ ^^ wWi t^WITEK: Nigdy-n±u rozmawialiómyT (b^A^Ą\Ą . OLGA! Nie potrzebowałeś togo-, Nie chciałeś, I pierwszy raz jesteśmy u ciebie^ S pierwszy raz całą noc. WITEK:-Przedtem nie mogłem. Był ojciec. OLGA: Ja nie musiałam. Wystarcza­ ło mi tak, jak było. Nawet jak j nie patrzyłeś..na mnie przez ty-i dzień czy dwa. WITEK: Ty też nie patrzyłaśi ' OLGA: Bałam się za często patrzeć Bałam się za każdym razem jak pisałam ci na tablicy czy na kar tce godzinę, że nie przyjdziesz./ -A- mieszkaniu od Anki miałam aawj 8*©—tylko na gudzlnę,-dwie. Po-j jedziosz do Warszawy ?

Page 170

115i WITEK: Dzisiaj ? Nie. OMA: A w ogóle ? WITEK: Nie wiem. Obolałem pojęciu <5 do brata matki, nigdy go nie wi­ działem 1 zacząć Jakoś inaczej. ' To było kilka sekund wolności, kiedy się zdecydowałem 1 kiedy biegłem do tego pociągu ... PANORAMA - widzimy to duże i hść puste nd.esSkanie, dwu samotnych mężczyzn, Ubranie Utka Jest porozrzucane, 011 starannie złożone. Ma pustym stole bez serwety stoi butel­ ka mleka. WITEK: /off/: Skąd Jest mleko? OMA: Wstałam rano i przyniosłam. UJ. 80 BUSKI. Olga kuca teraz przy łóżku. WITEK: Nie słyszałam. OMA: TośpiJ Jeszcze. Pójdą na akademię, są ćwiczenia z interny. WITEK: Przyjdziesz potem? OMA: Nie wiem. WITEK: Przyjdź. ____ :_

Page 171

116, L 81, ŚREDNI* hftg££&/ Biga z Witkiem siedzą przy stole nakrytym obrusem* Stoi waza z zupą. Kitek przygląda się jak Olga na* lewa zupę, a potem zakłada kosmyk yłosów za ucho OLGA: Nie chcesz wiedzieć, co było na Akademii? Sitek nie myśli o akademii* WITEK: Nie* DOJAZD: - intensywnie patrzy na UJ. 82 BLISKI. Olga czuje na sobie ten wzrok* Jeszcze raz poprawia kosmyk wło­ sów. Podnosi wzrok* OLGA: Może zanieść coś do jedze­ nia oidtce? WITEK: /off/: Pruecież jej nie . znasz. OLGA: To nic.-Napewno nic sdbie nie ugotowała. WITEK: Zaniosę*

Page 172

117. 82 ć.d. Przechodzi obok Olgi# biorąc ze stołu wazę. JAZDA - Prowadzimy go przez korytarz do drzwi, wychodzi na klatkę schodową, dzwoni do ciotki. Ta otwiera drzwi. P&^ofHAiWWĄ- . ^'$ WITEK: A^eliewaliśffly-zupę-^o^ . j^ode^er- JA M^ tU^. CIOTKA: Sto? SW U^^^ • WITEK: 8-tel8ża»lq au otudi^w. ^l£ ( W>Ki#W! ^ rWOM. Ciotka odbiera od niego wazę.

Page 173

SCENA 51 Korytars UJ. 85, Po kilfc lanf 40 lekarsk mai: go Dziekar za intei Szli F w( fono^^J fiw nl foiwUt uiwr 0u£OumósA/I • 0?', ^^ PMl^WI- Ą W ŹL& UOBK-E.M ^ MO Mt^W, fto aftóftĄHH Tt^ 1 Wdićic- ^ rwóowng; re k^c^ 1 ^isąc*!. (IWMtn MM ■frfi . w^TIm►''■;•• , . ■««-,... W<, to fMT M* i£ piW in^^t p^w^t^H^t^ • * W’. (MO v^f^t.i WI^Ó^W* ■ po ?W& - • . pit yięĄd Ctfeuró, , ,

Page 174

118. SCENA 5V -^O/m Korytarz Akademii# Wn. naturalne. Dzień. W. 83. ŚREDNI, JAZDA. Po kilka stopni w górę biegł dzie­ kan, 4O-letni mężczyzna w białej, lekarskiej marynarce. Witek zatrzy­ mał go u szczytu schodów. WITEK: Pinie dziekanie •••• DZIEKAN: Tak? Dziekan zwolnił bieg i od razu Zainteresował się Witkiem. WITEK: Pm mi podpisał urlop Szli powoli korytarzem. dziekański. DZIEKAN: Tak, pamiętam. WITEK: Przemyślałem teraz to wszystko ... Chelałbym wrócić. T€ kilka miesięcy,2? ale. nada -Minęło gonię. 1VĆWM O ^ l-*"*^' DZIEW: A Jak a powołaniem? WITEK: Hio nlałon racji. DZIEKAN: Dobrze niech pan wraca

Page 175

^.m^*^ C*^' ptM^G-.' t ^^ ♦ $vjiM>IM>^ + 41**^ fclW)^ kom 51. -' Usl^ ImocA fruw1 ptóibu te^ , . ..jiTIm} "WWt,. eutuą w P^ j prząd Stanu -w'Tt^* , M-wm p^fi/fM, ona^p^' , ^-^ T^MIB^i w0t OUonv. twC(A-. Oi»W>^ ■ ^ÓWMlZ « ©CG# Śd UJ. 84 SRED] W poczekalń I ka osób. Wi ® . 'Có ponrjłofu' ua-^^Ą1^^ W^"^ | I żanek i kol l Olgi i ciot [ ubrani norm ' ' ' kjf T1! -'li y (ftACAf^ w<^t?/hĄ pMMł"^ w^ ątt&t óitMcl ŁVRik0Wi(W* • -'-iUt/^O<J'^ JlUłn^.i^ ; ko lepiej* domo, czyj | chę nieobec i do okna. Sj I Podszedł d< I sami przy ( I Witek zdzii Przerywa i

Page 176

gNA .Mi -2>Om Dzień. rząd Stanu Cywilnego. U. 84 ŚREDNI, BLISKI. i poczekalni urzędu siedziało kil— I osób. Witek, Olga, kilka kole­ żanek 1 kolegów ze studiów, matka. Igi i ciotka Witka. Olga i Witek, prani normalnie, może trochę tyl­ ko lepiej, tak, że nie od razu wia­ domo, czyj to ślub. Olga jakby tro­ chę nieobecna, zapatrzona, odeszła I okna. Spojrzała na Witka. Podszedł do niej, stali teraz OLGA: Witek! Z^Ot^M^ •• ■ sami przy oknie. Sitek zdziwiony* WITEK: Tak... /, OLGA: l^tft Chciałam^powiedzieó— rz^ęZjM _ , WITEK: Tak ... OLGA: Po-i»iarws«ep'ża---si$''ba* ?d^ k63hastf-W£3P?BW-*e jestem w trzecim plcsiącu. • ^W**^ a£ looCf-W4 • Przerywa mu głos woźnego.

Page 177

120; W. 52* ó.d. WOŹNY r/off/t Pan WitoljrDługosz i pani Ol^a Mątwiejszyn ze świad- kami. WITEK: Matwijszynt pitek odwrócił się. WOŹNY: /off/: Mątwijszyiu Ruszają, drzwi do sali są już otwarte, muzyka gra, mała grupka znika w za dużej trochę sali. UJ. 85. BLISKI. Olga i Witek stoją bokiem do kamery. WITEK: Tak bardzo. URZĘDNICZKA /off/s A pani? Olga: Tak. z^MUMHiSMSi^ sśą8Ś#i8i8®8£es*^^

Page 178

4^9 ■^MOĄ ^ O^lW.:.- UZlKnT^1^' ". ^ '$uorŁ oC - vJ UÓU «>ixXtLA^ ■ *>0 . ^w*^ -■ ■ ■ fV®RMtf£. 4 OC^ 'l W'^1’^ . . 6 .W4ŁW/,

Page 179

121. ™_3i’~~ ^^ lademia Medyczna. Dzień, Wn, naturalne. IH 86. PEŁNY, ŚREDNI, JAZDA. I lipa studentów w garniturach 11 ciemnych sukienkach ustawia się ; Jak do zdjęcia. Jest cały dyplomowy I tok, Usadzają w środku dziekana. Błysk flesza i znów wszystko się rusza. Z tego krzyku i zamieszania I wlania ją się Witek i Dziekan. Od- / I chodzą na bok, za nimi zatrzymała ./ Olga, nie chcąc przeszkadzać, DZIEKAN: Chciałem z panem porozmawiać, panie Witku. Dypłe?®*—jut, -gratulowałem* W-KSKr-Wszystkinr. DZIEKAN: Panu-ezezegółnie^-^aca hyła, dobra X nadgonił pan Bo wozyetlte błyoknwicznie. Chciałem, żeby pan został na Akademii. Taka »sr propozycją. ^usewru; hmsim&ih te<w WITEK: Owiałbym pracować w szpirwie talu, raeeed nawet w pogotowiu... V (^ ^ DZIEKAN: Oczywiście, niech pan p^uje. Tu miałby, pan kilka . ftddew Mi ŁlĄ OSOM Ki 0 godzin, zrobi pan specjalizację. 1 Di n^ ^ w ■ W. pllt --' ^ ' WITEK: " Nie apuliiwif »K.

Page 180

K8M & - &RrwoU - tJiffe^. MIESZKA NE Ho|V' IM. HM. 87 BU ! Witek dotj lampki wyć Jak każde go 1 ucic życia w i

Page 181

122, IIESZKANIE WITKA. Wn. naturalne. Wieczór. h 87 BUSKI. Stek dotyka w świetle nocnej Łapki wydatnego brzucha swojej żony. OLGA: Czujesz? WITEK: Nie ...o, teras! Teraz, teraz czuję. Kopnął. Jak każdego mężczyznę zdumiała go i ucieszyła tajemnica nowego życia w środku kobiety. ,

Page 182

4S barn M : H- Łódzkie mieś UJ. 88 SKBE I Witek w tar chodzi 8 W I koju chore; i za nim niev Mężczyzna Witek si$ aparat rz czoną tar Witek wyk Mężczyzna po jawiąja j Czekają i

Page 183

123. im gg .TH- h?^ ludzkie mieszkanie. Wn. naturalne. Wieczór E 88 ŚREDNI, JABDA. [Kek w fartuchu lekarz kim wy­ chodź i z ‘biednie urządzonego po­ koju chorej na korytarze. Wychodzi I nim niewiele starszy mężczyzna. WITEK: TO jest ciąża pozamaciczna. Trzeba ją przewieźć do szpitala. MĘŻCZYZNA: Ale jak? WITEK: Niech pan poprosi kierowcę z dołu. I nosze. Mogę od pana zadzwonić? Mężczyzna kiwa głową i wychodzi. Sitek sięga po telefon. Jest to aparat rzadko używany, z potłu­ czoną tarczą. <fOiM€Wi% wfr 1 otyciu i iw>^ • Sitek wykręca numer. ,. Wróciła Ol© ? Mężczyzna z kierowcą i noszami pojawiają się w drzwiach. Czekają na dyspozycje; mogę pupxv»*^i ... Mam jeszcze trzy wizyty nie czekaj na mnie. _r=kołftc^ą. Grubo po północy... Maćka karmiłaś ? Bo jest po dzie­ siątej .1. Nie nie poradzę. W iW^t^ t0^ O7 ^ ^'^ * Mt/ętc • fiwty, / 04u^^ ' (dnie cif), rw^-jj/?' i^/i/^/- ptZACflM^HMl . ^

Page 184

124. gą 55 M. lężczyzna patrzy na Witka z wyrzu­ tem i zazdrością: jemu się udało, litek odkłada słuchawkę i wraca do pokoju. Przekładają kobietę na nosze, ^żczyzna chce wziąć je z jednej stro­ ny, ale Witek mówi do niego WITEK: Niech pan zostawi. Niech pan weźmie szlafrok, świeżą koszu­ lę. Zaraz jedzieny. 'ychodzą, niosąc:flaszo;

Page 185

1^86 fM#^ fpMtT- A^ ' ŁS^-j Mieszka ^J. 8% Przez 1 Idzi ci< poprzeć bąca p: : rocznyi macha, dzieoki [ Witek ; U', f^pj®4 j<#H p/6f.w^ g#v • pokoi <J. z^e ... wąfwuMH-, &' . (? tATb&Gj U^i ^ l-J&flciĄ i w głąb patrzą UJ* 99 I Olga w | ra się f Witka, ]VĄ O'. _ ^hli^)- O ^« a a^ w^ 'kflOU^otł tą W*): Witek prowad I nie, c I już z twarzy

Page 186

125. EJ^ — ^^ Uleszkanie Witka. Wn. naturalne. Dzień* H 89. SBŁHJt, BLISKI. I Przez podwórze domu Witka przechoI Bi ciotka /w takim planie jak w I poprzednim wątku kobieta odbieraI |ąca pieniądze/, prowadząc wózek z ._ I rocznym już dzieckiem* Ta trzy w górę# I lacha, pokazuje też kierunek I bi^^tt^/^SaaAMA. - przy oknie, stoi I Witek i macha odchodzącym* Idzie . I w głąb mieszkania i nagle zastyga, I patrząc intensywnie* I B. 90 PEŁNI, ŚREDNI, JAZDA* I Olga wychodzi spod prysznica i wycieI ra się ręcznikiem* Oz je spojrzenie I Witka, opuszcza ręcznik* PODJAZD - .^ I Witek podchodzi do .Olgi, Obejmuje ją, I prowadzi do pokoju, kładzie na dywaI nie, ona .zdejmuje z niego koszulę, I już z zamkniętymi oczyma, ma teraz w I twarzy coś wzniosłego* WITEK: Pamiętasz nasz pierwszy raz? W pokoju ZSP ••• na podło­ dze*

Page 187

^itn, Tć u Mpfffc w. o: 7 Ił^lt/^ - c?WV'iłrc>Ł j H^ ^ ‘ ^^ k/iiłió^^ |v^pt^4< w; ^jWh^ ^ A . -iA pA^ ą^^^ 0 atfotoiW''

Page 188

126. Olga kiwa głową nie otwierając oczu, czeka na niego i otwiera oczy nagle, tuż pod nim. UJ. 91 ŚREDNI. Olga przykryta prześcieradłem, na małej poduszce leży jeszcze na dywanie. Witek siedzi blisko obok niej z podkurczonymi nogami. WITEK: U ciebis^ż t.ak dużo WITEK: Pewnie ! Witek śmieje się. OLGA: I oo robisz? WITEK: Wypisuję. OLGA: Wierzysz w to? WITEK: Ne^-wiesu Ale-©ni wierzą, branżo wiclu-łudziom się poprawia 1^ "Ź-, czy od Harrisa czy od wiary, wszystko jedno. TĄ U , OLGA: Zauważggłeójr^^ spokoj­ niejsi są ot, co wierzą? W szpi­ talu bardzo często ...

Page 189

a 127. WITEK: Co? OLGA: Nie. Uspokajają się jak przyjdzie ksiądz. Mfirte^-rtw- s ze jes t pewna, co j es t dotrę, a CO Złe. 'Cll-^^C P^Ji^fr pz/^ÓŁMS WITEK: A ciotka ? Chociaż wierzy {.ycc^ . ^ or^y^ X)A k i^fi^ w l^et^Ł^ ' ^^ w zupełnie co innego. Ja tam wierzę w to co robię. Jak odpowied nic wcześnie przewiozłem dziewczy­ nę z ciążą pozamaciczną, to dziś już jest w szóstym miesiącu ... OLGA: 0 Jezu, o której ciotka wróci? WITEK: Na obiad. OLGA: To zaraz! zrywa się z podłogi. wia Witka w zwojach ścieradła. Patrzy za nią. O. a ^^k

Page 190

128. m 5g ~ 50- ' liski domek. wn. naturalne i plener Zmierzch. 92 ŚREDNI. Łjfa leży bardzo stora kobieta, [oddycha ze świstem. L 93 SKBDHI. łzy stole siedzi Witek 1 wypisuje Lepty. O stół opiera się 50-let- w: ^r^ '^ W^" ; ida kobieta. KOBIETA: A czy nie nożna by jej panie doktorze do domu starców? WITEK: Będzie miała tylko gorzej. KOBIETA: Ale lekarz codziennie ... Słychać rytmiczny stuk. Który trwa cały czas. WITEK: Będą do pani wpadał CO kil­ ka dni. Jak tylko będę~ mógł, niech pani nie wysyła matki, to nie będzie długo trwało ... Co-to ,^ft ci W aoa>M|5 I Pokazuje przez okno, pitek teś patrzy w tamtą stronę, nic nic widzi. KOBIETA: To syn ćwiczy. A Mu $ońlć- eacc*^. -3cl ,xo car.

Page 191

129. J, 94 ŚREDNI, AMERYKAŃSKI, itek w sieni otwiera drzwi na lodwórze. Z tyłu domu pompa, jakaś dreutnia, maszyny rolniczo, stoi młoziutki chłopak i podrzuca do góry 15 wykonanych z kości bil. Ono zderza­ ne się w jego ręku, stukają. W poietrzu tworzy się idealnie równa linia wirujących ciemnych kul. L >95 BLISKI. Itek patrzy zafascynowany. ' J. 96 AMERYKAŃSKI. Uopak zmienia rytm i bile lecą teraz wyżej, po chwili ich lot nów jest płynny, linia, którą zataczają yższa. Chłopak, czująe na sobie srok, wyłapuje wszystkie bile i od- taca się. U, 97 BLISKI. Itek czuje się przyłapany. Chroni . jo trochę biały fartuch. WITEK: Jak pan to robi?

Page 192

Sty 150. W. 98 ŚREDNI. CHŁOPAKI Bwiozę jut 10 lat. WITEK /ofi/l I co? CHŁOPAK: Sio. Nikt na świacie tyle nie podrzuca. Amerykanin podrzuca 9. ras Janin 10 i jeden niemiec 10, a ja 15'. UJ. 99 BLISKI. Witek. WITEK: Może pan pokazać jeszcze raz? raj. 100 amerykański. Chłopak wprawia bile w ruch. Stoi te­ raz przodem do Witka. Bile wirują nad jego głową, a on patrzy w górę z wyra­ zom skupienia na twarzy.

Page 193

%Ł& PttMI 5d . ?ecc *1. i iaxAii>C . -W «ll£U. OAhoiC 7 DJ Iax>^' ^^ ^^ oi', oq6H flłwnw. - ftwe^owu Cł^ Ą wt Xł^£^ ^ ->^- fi ^fowfM^wtf/ł wi'^^ ^e sou^omyT -jep«iV“ WtjW Vt4 ^A-vA ^ -łAU0$ i&aweH; MLOfeUPt nć*!^* . fw^'^'

Page 194

Gabinet dziekana* Wn* Dzień naturalne UJ. Ul ŚREDNI. Sitek wypija kefir z kubeczka i sostają mu białe wąsy. Duiekan siedzi bokiem do niego pochylony nad stołem. DZIEKAN: I co? WITEK: Powiedział, że będzie ml łatwiej. Ze szybciej.zrobię dokto^r* z**’4™'} eT^r rat 1 że jbfeeaM “^ P^w* nliunktn. DZIEKAN: I ca pan powiedział?—^ -Z doktora.tam to nie jest prawda, ^ spi^it ^mrir czy popii^e^ pana ^wzewed - nie wiem. ^----------- WITEK: Że nic mogę, bo wierzę w Boga. Choć nie wierzę. DZIEKAN: Hie njgę 1™“ “i' dzid. Mogę ty że sam zrobiłom lata po s prat w dwa h, nió\będąc I pan też moż^zrobić. Zrobił P"n sobie wąsy od kefliu. Witek wyciera wąsy.

Page 195

EE3Ł_§8s Dyżurka 1 BN. 102 1 Bielęgnl kg. przy Bitek M UJ. 10? EW dyżur Korzy. ■ słucha?

Page 196

3w^ 152. 58. -30^ Katon Pogotowia. Dzień. ^n. naturalne. ij. 102 BLISKI. fielęgnlarka, trzymając słuchaw| przy uchu, woła Witka# Kek Merze od niej słuchawkę. / ^eff fW rtoltfwC . PIELęSNIAKKAt lanie Wanwt- ^ WITBKs Długosz ... Tak, rozumień . fĄ^. 1^*®°“** n8 tan jest dziewcząt ? ... Dobrze, choó nie many ginekologa.. - Dobrze# Ł 103 ŚREDNI# I dyżurce siedzi jeszcze dwóch le­ karzy# Obaj starsi. Witek odkłada StocWHat j^-T ^W-WITEK: W akademiku i»-B*le®6wHznaleźli w bramie martwe niemowlę.. słuchawkę. ^ Dzwonili z milicji, są tam. Ale przyszło “też kilkadziesiąt bab Z okolicy 1 wrzeszczą, że ukatru­ pią to kurewstwo. LEKARZ; I Ja nie pojadę# Co oni chcą? WITEK; Żeby zbadać na miejscu 30 dziewczyn#

Page 197

133* LEKARZ I: Nie pojadę. iDrugi lekarz po prostu wstaje 1 wychodzi z pokoju. Witek woła za W1 fWli OolM^^6 - nim. Tamten nie reaguje. Łzwoni telefon. Lakarz I natych­ miast podnosi słuchawkę. ■LEKARZ Tf rPogatowio m Adres-.»< Który-4o rag-? i Odkłada słuchawkę. Atak serca-. WITEK# Ale ja nie jestem gineko­ logiem! LEKARZ II Potrafi pan przecież stwierdzić czy rodziła, czy nie? LEKARZ zabiera swoją torbę i wyi chodzi. Zostają sani z pielęg­ niarką. WITEK: Potrafią* PIELĘGNIARKA: Współczuję panu. jjiMMOiiiir^TiwSH^

Page 198

SĄŚ z ' G^M $1^ i-ł O&ó^*! ■ ffA^Ł Al^t fwe/biW^ HM&^Gt VT46^^VW4 ^8 Oiw-CoO' - 'T^'ń (i^Mi) l^ '?X)Wv'/VĆ " J tf^^l [ ^ W^™ - ', i4c/MW^ . )

Page 199

134. SCENA ^O^ Przed donen akadenickin. Plener Dzień W. 104 PEŁNI, BLISKI. Pod akademikiem spory tłum kobiet i bab. W niedalekiej odległości stoi wóz milicyjny. Witek wysiada z samo­ chodu. Przeciska się przez tłun. Ko­ biety wrzeszczą. “Własne dziecko”, "Kurwy!", ”nie wypuść iwy tu żadnej" Jedna z kobiet zatrzynuje Witka, ffitek patrzy na nią. KOBIETA: Panie d kt^rze! Kobieta ustępuje i Witek Co pan taki nł dy? znika w drzwiach akademika. WITEK: Mam 40 lat, proszę pani i stopień docenta. Tylko tok wyglą­ dam.

Page 200

SCENA 6& Przed dc rew** - WtiMA, jipWW A ^\- UJ. 108 1 Witek 8 1 denik# B [ Witek ws Witek pi uówi, Jc [Kobieta nie* Witek c o ów indc Po ten i I chodząc fWsiada« r Kierowe

Page 201

135. soena 60. ~ ^^ Przed akademikiem, Zmierzch. Plener UJ. 108 PEŁNY, ŚREDNI, JAZDA. Utek z kapitanem wychodzą przed aka­ demik. Bab jest jeszcze-więcej. Wrzask. mc/t Oo Witek wskakuje na murek, ooMV. WITEK: Podpisałem kapitanowi -oświadczenie-. Żadna z dziewcząt w akademiku nie urodziła w ostat­ nim tygodniu dziecka! Żadna, zbadałem wszystkie. KOBIETA /off/: Kłamstwo! Witek przyciąga kapitana. Coś nu । fwpi^fib^ /OoiM/rts^yr; □ówi, kapitan wyjmuje z teczki pisemko. Kobieta podchodzi i czyta orzecze­ nie. Witek czeka jeszcze chwilę i oddaję oświadczenie kapitanowi. OoUhki): ftott ^^ Te, ^ih^h fiD^ww0 ^r^^ ^^^- Potem przeciska się przez roz­ chodzące się kobiety do karetki. Wsiada. Kierowca chce ruszyć. WITEK: Niech pan jeszcze po­ czeka.

Page 202

taau_6t. "^ Gabinet kleń iw. 105 sred: Przez nogi 3 Baimprowizow gicznyn w ga akademika, w kają z kadru lako. Wchodzi nasi i chwili w kac ne nogi, a V dania* | Patrzy na dj luj. 106 sre: Dziewczyna lołodziutka UJ* 1C7 SRE Witek. Nogi znikąd

Page 203

156. «• JENA 61# -SC^m ibiiet kierowniczki# Wn# naturalne# Dzień# I 105 ŚREDNI. zes nogi dziwewczyny leżącej na f Improwizowanym stole ginekolo­ gicznyn w gabinecie kierowniczki Ładenika, widzimy Witka# Nogi zni- Mą z kadru# Witek zapisuje nazwi■o. WITEK: Dziękuję. Nazwisko, ^k4f. Następna-pressęl, nodzi następna dziewczyna i po >"7 kili w kadrze pojawiają się następ- ^j/jbuI ^^ 4Hf2C4f Logi, a Witek przystępuje a o ba0647" T Jrzy na dziewczynę# | 106 ŚREDNI. hiewczyna też patrzy na niego# Jest bdziutka i ładna# |, 1C7 ŚREDNI# I lok# Igi znikają z kadru. WITEK: Dziękuj ę.^Nazwiaka.Ogokój DZIBWOZINA-/off/: fewlikowstaU trzynastka, 'WITEK: Następna proszę! Ile jeszcze fflJ3?TWSSSSŁ /off/: Trzy.

Page 204

£.05' SOBKĄ„eji Koryta*® 1 UJ. 109. I witek Ws Staje pas I ka. Wchoi K siedzi n I wstaje.

Page 205

Zoę 157. fe_^ OTz 1 pokśj akademicki. Ł 109. Noc Wn. naturalne ŚREDNI, jazda. Lek Wale korytarzem akademik*. [taję przed drswiaM pokoju 15. ®f L wchodzi do środka. Dziewczyna Edmł ca krześle, natychmiast ( wstaje. Witek podchodzi do niej. WICEK: Powinna się pani zgłosić na milicję ••• DZIEWCZYNA: Ya*' wirtło n^-ł $^ ■ - ^ «^* hH^ i^>^^' ^ fnjt^. &l ■ x lyuN^- o^^-

Page 206

^^ Cr»t>ti^ 2 &'. T^i^u . . . A A^ 'RjUtyfc </o , Hięfs«40; ®V .^ <j- fj H, $(2.“’ f^ ^ iWtó^ WM s>T UX> ^f* » ^9'^/4f^ . pE’^^^ 5 /^^,^ _ -l%»^s®K’'^ej|^ J * ^ U//Q^V , , ^ ^cw-^it l*a-twłnń? RAJC^ Ol(M ^- W EU'^ । - -^l^ iW^! ^

Page 207

2&S* 138. j®^ G 3 - 3°^ czkanie Witko- »• naturalne. I9** Jj. 110 BLISKI. Olga siedziała w świetle nocnej Lampki pisząc w jakichś lekarskich papierach. Zanyślona założyła za ucho swój stały kosmyk. ■i, 111 SKEDHI. Kitek patrzał na nią z kuchni. Wziął z pełnej patery Wer czer­ wone jabłko i podrzucił kilka razy • do góry. Jabłko wypadła nu i poto­ czyło się pa kuchni. • UJ. 112 BLISKI. folga oderwała się od papierów. OIGA: Co ty robisz? WITBKt /cif/: Nic. OLGA! Jak on to robił? Witek podchodzi, staje nad nią. WIIBKl A co cię boli? OICAt Słowa.

Page 208

w 159. W. 112 ć.d Witek wyciąga przed siebie ręce ■ delikatnie dotyka głowy Olgi. WITEK: Przestała? OIGA: Kie. pitek tak samo delikatnie całuje ją w głowę. O IGA: Teraz przestało. 1 Zadzwonił telefon. Witek podszedł 1 odebrał. WITEK: Dzień dobry panie dziekanie. ... Kie nie szkodzi..• Dobrze, oczy­ wiście ... Na dworzec?

Page 209

2(d uo. K.&^ ^ ^ O ^ korzec W Łodzi Noc. Wn. naturalno L 113. ŚREDNI. I pustej poczekalni dworcowej ktoś spał na ławce, widzieliśmy już ta■ scenę, tylko teraz Witek sie­ dział tu z ubranym w płaszcz dzie­ kanem. DZIEKAN: Mam do pana całkiem prywatną sprawę. Dziękuję, że pan przyszedł. Htek widzi, że sprawa jest poważ­ na. Dziekan nabrał oddechu. WITEK: Nic nie szkodzi. Oczywiś­ cie. DZIEKAN: Wie pan, aresztowali mi syna. Teraz jadę-do Warszawy, . ale to nie ważne. Chodzi o to, że za dwa miesiące miałem jechać na kilka tygodni do Syrii. Teraz nie będę mógł pojechać ... WITEK: A co się stało synowi?

Page 210

2M Ul. JZISMi Był zamieszany w jakieś drukarnie, w jakieś nielegalne pisma. WITEK: Rozumiem. DZIEKAN: Zna pan tych ludzi? WITEK: Nie. ak zwykle przeszedł milicjant। le nie zwrócili na niego uwagi. DZIEKAN: W każdym razie nie będę mógł pojechać. I chciałem prosić, żeby pan mnie zastąpił. Ban zna moje metody, chodzi o kilka ... /po dokumentacji - specjalizacja 1 ew. możliwe nazwy etc/ Zgodzi Się pan? Ja wiem, że to nie o to chodzi, ale zarobi pan tam trochę pieniędzy. Oni czekają, a ja nie mogę im nikogo polecić poza panem. WITEK: Zgodzę się, oczywiście.

Page 211

2^ I SCENA-^ Biuro P UJ. 114 •Witek i Bodróż] lotów* Urzędi Za eh'

Page 212

243 142. KŁ^ie5'" A 5* cm Kuro Podróży* ^w naturalne* Dzień. U 114. ŚREDNI. pitek pochylony przez ladę Biura podróży. Panienka wertuje rozkład | lotów. _ NITEK: Tak, jest na 10 llpca, Ale żona ma 9 urodziny 1, wie pani, obciąłem wyjechać o dzień ozy dwa później, UMgDNICZKA: Jest samolot 11-go. leciałby pan wtedy przez • Paryż. Musze sprawdzić czy pan #*• t^iW^C^M. może lecieć, bo te jest—fr»»u^ie cuskl—saaełet-. Urzędniczka odchodzi. Za chwilę wraca. WITEK: Prosiłbym. Ł URZĘDNICZKA? Może pan, bilet jest opłacony zagranicą. Niech mi pan zostawi bilet, sprawdzę czy są miejsca i przebukuję panu. Z a dwa, trzy dni.

Page 213

w l®ŁiŁMleBZlcarJ.a W ||W. 115 BLIS w nocy Olga I patrywała s: | Jęknął prze: I jak zahipno

Page 214

145. feufu-’ ^^ 'leszkania Witka# Wn. naturalne# Ł 115 BLISKI. I nocy Olga obudziła się i przy­ patrywała się śpiącemu Witkowi# Jąknął przez sen, a ona patrzyła jak zahipnotyzowana. Noc

Page 215

2.46 bSŁ|5i ^ Biuro Bodr UJ. 116 S® Witek w t! | dwie scen; □d strony I szym plan I biletów. | Jeszcze i I Witek 3 I trzega

Page 216

144. E23Łj§» 6 ^ ' ^ ^ Biuro Podróży. łta. naturalne. Dzień. UJ. W ŚREDNI, BLISKI. Kitek w tym samym miejscu co dwie sceny wcześniej, widziany !od strony Urzędniczki* Na pierw­ szym planie szuka ona w stercie piletów. iJeszcze raz szuka. URZĘDNICZKA: Jeszcze raz nazwisko. WITEK: Długosz. URZĘDNICZKA: Nie mam tu pana biletu. WITEK: Zostawiłem trzy dni temu* Witek jest bezradny, ale dos- twego bilet odłożony obok. UBZRIICZIUs Pamiętam, ale nie ma* WITEK: A ten? URZĘDNICZKA: Jest!*.* Jud-Się■}sa$ea-—ie-b%d®la-^ Prze* bukowany, może pan lecieć przez Paryż.

Page 217

145. Kek Talerze bilet. PANORAMA - ■podchodzi do Olgi, WITEK:. Mogę lecieć później! Ile Olga nie ma szczęśliwej twa-

Page 219

146, m są, -zOm Mieszkanie Witka. Noc; Wn. naturalne, k 117 PEŁNY, ŚREDNI, JAZDA, Witek z Olgą stanęli bezradni na progu pokoju po wyjściu ostatnich loaci. Inaez ej niż zwykle - okropny bałag an, tylko kwiatów było więcej niż normalnie. Witek objął Olgę za ramię i podeszli do stołu. WITEK: Sprzątamy ? ^rMit&ii OKU; Sołófr się, wyrzucę po­ pielniczki, ogarnę trochę. WITEK: Pojedziesz ze mną do Warszaw? M ^1^€^. Cy^/jp OlfiAŚ^Sędę miała dyżur, patek idzie do drugiego pokoju, siada ciężko na łóżku. Słychać . krzątaninę Olgi, potem jej kroki, podchodzi do Witka, M(6 ^Pł# ! co - OLGA: Musiezr^ecks^Z o. ^t£ łJ' foyJĄttWz H(f(/)YZ‘ WITEK; otbiw i m ^h*"'"?'. pizuulrt WiyBBi tiPMI-^ C««cę De^ • ja^B^g^s OLGA: Patrzyłem na ciebie kie­ dyś w nocy *•• ■ 'LG. u#

Page 220

22-1 147. SjBŁiStk^ * 2^0 "<> Plener. Dworzec w Łodzi. Dzień. W. 118 Średni, BLISKI. I Olga z synem na Tefal i Witek nadchodzą PMS0MO. Widać to* pchane­ go na wózku księdza, którego znamy L poprzedniej wersji. Witek znika Iw drzwiach wagonu. Olga z dzieckiem podchodzi bliżej. Witek otwiera okno, wychyla się mocno,całuje żonę li małego. OLGA: Wapien ml co pomyślałeś jak ci coś teraz powiem. Będziemy mieli córkę. Witek nie wie co odpowiedzieć, patrzy na żonę z wielką miłością. Pociąg rusza, Olga zostaje z dziec­ kiem, patrzą za odjeżdżającym Witkiem.

Page 221

32.^2- ., ?&o $(Uło ^^Ul®^ z1/Ą-V<9Cf'» ^jĄtOÓ' " ^^ £/#£<&£ ^A/&/A/^^^ /f/S’ ^z/?/^ / MUSr ^^ ‘ ce>^^ /&ę>yfy, z/^^^^z) # \ S'o/y^/^7Ay^ T^ Z^/o^ #££ Ć00A'sAS<$ /pO& ^/^f C^-^^^: Ą/Mr /^>xg ? . /Ę^^/A/e^^ ; Z ^&6W^ "^AfCi.tJ Ca^/TWa/: CAT>/ r&AT fiTtfftT — MfS T^/A/T^ 7ź//-M^ ME/Ż^A/AtyS rf£ US^ To ŚMY /Y /S£Y7~^^

Page 222

eo 2^3 ] 148. SCBNĄ_7U - 45/m Lotnisko Okęcie. Wm. naturalne 1 plener. Dzień. W. 119. AMERYKAŃSKI. Z francuską załogą samolotu wita się na schodach inny Inżynier. INŻYNIER: W porządku. KAPITAN /franc./: A gdzie Buzek? INŻYNIER: /franc./: Uie przyszedł dzisiaj. Coś się obsiało stad. Dzwonili z milicji. KAPITAN /franc./: Ale co? , INŻYNIER /franc.: Nie wiem. KAPITAN /franc./: Jak on to mówi zawsze? Kładzie rękę na numerze sanolotu. /fatalnie kalecząc/ kszącz bznl w dnie. INŻYNIER: ChrząsZtz brzmi w trze' ■ Śmieją się. nie. KAPITAN /franc/: ładniej to mówi.

Page 223

a 24 52BSA_J |Holl 0> Mi^ fiwe M*W^ • OOCrjl yw^N^' < ^* (jUtoMw* i^tĄ - - P0CW0HA-. v^ s^op-m ' z ^”m Slś * iwkt^ iż1 ^- Stew a wy jści że pas numer [Witka, wśród wątka kazała I Wraoai

Page 224

325149. ®Si -'•O .w foli odlotowy# Wn. naturalne IJ. 120 AMERYKAŃSKI, BLISKI. 8- Oo itew ardessa ustawia się przed drzwiami J^r ; liściowymi. Głośnik kończy ogłaszać, te pasażerów samolotu proszą do wyjścia Wer 2. Patrzymy na podchodzącego litka, potem PANORAMY - widzimy też iśród innych księdza z poprzedniego ?ątka i Jurka, któremu organizacja azała lecieć z pierwszego wątku. Iraoamy do Witka. Dzień.

Page 225

22.6 150. i§S“L2Ł^' ^^ Lotnisko Okęcie. Plener. UJ. 121. OGOLNY. Widoczny z tylu samolot podrywa się z pasa startowego i leci w I niebo. Dzień.

Page 226

5^ 151. sma X:ł^' AO^ Wnętrze samolotu* UJ. 122 Wn. naturalne. BLISKI. Mocno wciśnięty w siedzenie Witek ma zamknięte oczy. Samolot Jest po­ chylony do tyłu. Czjemy lekkie drgnięcie. Witek otwiera oczy. Dzień.

Page 227

•W 152. SCENA 73# }i4 -/fO w Ulice miasta# UJ. 123 Plener# 0G0LNI, PEŁNI. Wśród strzelających czołgów i bieg­ nących gdzieś ludzi, pod ścianą domu przemyka się kobieta z ogrom­ nym brzuchem# Idzie z trudem, trzymając się ścian# PRZENIKANIE Świt#

Page 228

223 / 153. SCENA Tg. W- ^Ow Korytarz szpitala. Wn. naturalne. UJ. 124 BLISKI, PEŁNI. Z PRZENIKANIA - przez kobiecą nogę w podartej pończosze widać kłębią­ cych się ludzi w korytarzu szpita- . la, po posadzce przeciągają rannego, który zostawia za sobą obfitą strugę krwi, leżącej kobiety /której nogę wi­ dzimy/ podchodzi ktoś w białym fartu­ chu, zasłania kadr. PRZENIKANIE. Noc.

Page 229

330 154. SŁlS ~AG,m •Mieszkanie w Poznaniu. Wn. naturalne. Dzień. UJ. 125. BLISKI, ŚREMU. Z PRZENIKANIA - widać pisane niewprawną ręką dziecka działanie 19 . 8 » 11. Nad zeszytem twarz ojca, który wpatruje się w w pisa­ ną dwoma kółeczkami ósemkę. OJCIEC; Matka tei tak pisała ósemkę. Dotrze, jedenaście. PRZENIKANIE.

Page 230

' 1MI SCENA ’ Mleszk UJ Ł PRZ1 Ciotę niż z Na & drzwi W mi prze i f >-U m

Page 231

155. BOBNA ^jH^ 40^ Mieszkanie Witka. Dzień. Wn- naturalna. py. 12« Baw. BREDNI. I Ł przenikania I Ciotka I ojcem chodzą po inaczej | niż znamy umeblowanym mieszkaniu. I Ha środku ściany w dużym pokoju są drzwi. CIOTKAi TO zamurujemy t będziecie mieli dwa pokoje. JAnie-wystarezy -^.^kuełmią. Zrobimy osobne . U.CMCM wejście z korytarz ^OM^^0^^ • W mieszkaniu pełno Jest grat św przeprowadzki# przenikanie. ^ ^ ^ ^^

Page 232

233 156. SCENA 7g. ’ .40'* Pokój na koloniach. Wn. naturalne. OJ, 127 PEŁNI. Z PRZENIKANIA. W sypialni kolonijnej na kilkunastu chłopców Jeden z nich unosi do góry kołdrę i onanizuje się /pod kołdrą/. Wszyscy patrzą na niego. PRZENIKANIE. Dzień.

Page 233

^3^ 157. 12SS£-SŁ^~ ^™ Stołówka kolonijna. UJ. 128 Wn. naturalne. BLISKI. Z przenikania. Sen san chłopiec Llerze ze stosu kromkę Chleba. Mały Witek mówi od kamery. WITEK./ofi/t-Hawet rąk nie umyłeś jo ... koniu. ,, V I Odkłada chleb 1 starannie oblizuje sobie rękę. przenikanie. CZERWONKA: Ho, to oo?

Page 234

J3& 158. J£?S4-§& ~ A0™ Przed budynkiem w Rabce. Plener. UJ. 129 TEŁM. Z PRZENIKANIA. Do stojącej starej Warszawy pod­ chodzi mały chłopiec z ojcem. Wi­ tek krzyczy do kamery. Chłopiec odwraca się 1 podbiega. Cofamy się, widzimy Witka tyłem. WITEKi Daniel! DANIELS Nie wyjeżdżam tak daleko jak ci mówiłem. Tylko do Danii. I Podają sobie ręoe. Daniel odbie­ Naplszę do ciebie. ga. Przy Witku staje wychowawczyni. WYCHOWAWCZYMI Kie płacz. Tu jest bardzo wielu chłopców.

Page 235

•SZ 6 159. Wn* naturalne* Dzień* i PRZENIKANIA. Kilku chłopców /15-16/ Biedzi w pustej klasie* Jeden s nich mówi* CHŁOPIEC. Panowie, wykryła Bi? organizacja naszego, rządu. Dziś ma na ten temat obradować Nada Pedagogiczna. Gdzie jest Minis­ ter Spraw Wewnętrznych? CHŁOPIEC U: Ociekł, zaraz po lekcjach. CHŁOPIEC! Zawieś sam go w czynnoś­ ciach. Polecam Ministrowi Mrowia <"podsłuchanie Rady* Polecam toń Kamora cofa ais. widzimy profil młodego Witka. ukrycie materiałów i raportów k Prezesowi Rozwoju Rolnictwa PańBtwowego,«M?$Jf%n6BW\BoI«a<^^ WITEK: Oczywiście. CHŁOPIEC: Zamykam posiedzenie Rządu. PRZENIKANIE.

Page 236

scena Kotło’ UJ, 1 Z PRZ Witek tylac Rady, 'Wite PRZ]

Page 237

w 160. Dzień. Wn, naturalne. EJ, 121. BLISKI Z PRZENIKANIA., 'Sitek stał koło wylotu rury wen­ tylacyjnej i słuchał odgłosów Rady, GŁOS Ii Z Hlewczasem nie ma prob­ lem. głos II. A kim on Dyl? GŁOS I: Premierem. W poprzednim roku całował się z młodą woźną w pustej szatni, kto wie czy nie gorzej, można go przenieść. Kamiński ma trzy-dwóje z matural­ nych przedmiotów, można, go prze­ nieść po.okresie. Witek stężał. Długosz ... GŁOS lit Kim był? GŁOS Is Ministrem Zdrowia. On ma dobre stopnie i piątkę z zachowa­ nia, ma zdolności przywódcze, ale nie zrobił nio takiego ... GŁOS lit Pobił nauczyciela w 7 *1 sio • «• GŁOS IS Teraz to wyciąga# Że nieprzystosowany i agresywny? przbnikanib.

Page 238

161, E3L& 8^~ .AC1^ Prosektorium# Dzień* Wn# naturalne# kr. 132 BUSKI* Iz PRZENIKANIA. |ltf£ zagłębia się w ciało krojone­ go człowieka* PANORAMA - rytmicznie 2 odgłosami noża dziewczęca ręka skrobie farbę z oparcia malowane­ go na biało łóżka. PANORAMA - wśród innych studentów Olga ma skupioną twarz i zamknięte oczy. Oblizała war­ gami spieczone usta* PANORAMA — widzi­ my, że Witek przygląda się jej uważnie. PRZENIKANIE. P* 133 ŚREDNI. Z PRZENIKANIA. Olga przez Witka* Stoją razem w pustym już prosekto­ rium. Na stole leży ciało kobiety, przykryte prześcieradłem. Widaó (twarz i nogi* WITEK: Co ci było? ^OWA^Było wi^a/? WITEK: Było’'*.* Oj Ś Co ^

Page 239

<2 w 162. OLGA: to tata uczyła mnie w pod- stawówoe ... utoną Maiłam jej •• wydawało ml sM» że aa“° W teoję PigewilM M«- ^^ H/Vi<Ł Sf<xsi»u«KA , pfttłiXOii-\

Page 240

przen: scena Pokój UJ. 1 z PR2 Olga loży Wite! zamk prze:

Page 241

163. JUZEKJEANIE. . ’ SCENĄ_§g. <?Z'40-^ Pokój organizacji studenckiej, UJ. 154. Wn. naturalne. Noc, AMERYKAŃSKI, BLISKI, Z PRZENIKANIA Olga z podniesioną spódniczką leży na podłodze /stole ?/ PODJAZD — Witek pochyla się nad nią. Olga ma WITEK: To jest twój pokój? zamknięte oczy. Otwiera, OLGA: Tak, ZSP. Nikt tu nie PRZENIKANIE. Wojdzie.

Page 242

^3 o: IW. Km po *"«£>' Łi- H WI WUJO . powWt, Irtg NIE tu^'^ IwiUf DetenCH ŚlułMcWwt*- ^O^fiT^kti - TB■ it.P^*"1^ wiesz.mtw*. j O^e*.: w ęiamtl iwM t^^t .. ijfaMutuĄ , /wyi r^iMti w>& n^J fjię. twft pgMHueÓM । HM^w<i- *z |m<^, ■ n> ni Mi). iztAPtę ... ot rm^io^° w

Page 243

w 164, SCENA $6$ £3- ^5^ Świetlica w szpitalu, Wn. naturalne. Noc, UJ. 135 amerykański. Ojciec w pozami®, wychudzony, star­ czy. Patrzy w kamerę. OJCIEC: Zauważyłoś to? WITEK /off/: Kupowałeś mi zawsze łyżwy, albo rower ... ale widzia­ łem, że nie lubisz moich dobrych świadectw. Ucieszyły cię trójki, chyba w sidmoj klasie jak pobiłem nauczy­ ciela • ••• OJCIEC: Robiłem srogą minę,.ale wiedziałem, że to zauważasz. Choć $a sam widziałem jak mój ojciec oddalał się ode mnie, kie­ dy przynosiłam celujące ... Nie lubił prymusów, ja też nie, szczególnie w życiu, to się prze­ nosiło na twoją szkołę... W drzwi wchodzi w lekarskim kitlu lekarka Katarzyna. KATARZYNA: Siedzicie jeszcze? Witek wchodzi w kadr. OJCIEC: Pozwól Kasiu, to mój syn. Katarzyna zbliża się, Witek całuje ją w rękę. PRZENIKANIE.

Page 244

SCENA € Mieszko UJ. 15€ Z PRZEł Przez Vi mieszks w jedżar Katarzj Miętą i czy w i w kadr, oczy, s ka osti tek po PRZENU

Page 245

165. sceka_8^ ~ ^c ^ Mieszkanie Witka. W. 136. Wn. naturalne. EBłlH, AMERYKAitSKI, Z DRZBNIKAHIA. Przez Witka widzimy otwierane drzwi do mieszkania, JAZDA wyprzedza go trochę, wjedżamy do pokoju. Zatrzymujemy się. Katarzyna stoi oparta o stół, ma podwi­ niętą do góry spódnicę, u jej stóp klę­ czy w piżamie ojciec. Witek wcina się w kadr. Ojciec nic nie słyszy, ma mętne oczy, ale nalge Katarzyna patrzy na-Wit­ ka ostrym spojrzeniem, żeby wyszedł. W- tek po cichu znika z kadru. PRZENIKANIE. I Dzień,

Page 246

SCENA Sala v UJ, i’ Z PRZl W czas nagle kręcą da mu z tor Podch Wycho PRZEE

Page 247

SCBM 8Ł ^- ^ Sala wykładowa. UJ. 137 Wn. naturalne, BLISKI, AMERYKAŃSKI. Z 'PRZENIKANIA. W czasie przerwy w wykładach Witek nagle patrzy ostro PANORAMA — wśród kręcących się studentów Olga odpowia­ da mu takim samym spojrzeniem. Wyjmuje z torebki klucze, 1 zaraz je chowa. Podchodzi do tablicy i w rogu pisze: 17 Wychodzi. PRZENIKANIE.

Page 248

167. sS5٧Six “^/ 46^ Klatka schodowa. Wn. naturalne. Dzień. UJ. 158 ŚREDNI, JAZDA, z przenikania. Witek wbiega po schodach na górę nie­ znanej nam klatki. Zatrzymuje się na półpiętrze, wolno wraca na dół. Pod­ chodzi do automatu telefonicznego* Wykręca numer. 1'' 9103 OJCA: Hale ... Hale ... Witek chce odłożyć słuchawkę WITEK: Tak, tato. GŁOS OJCA: Zabierają mnie do szpitala, jest tu Kasia. Obciąłem 01 powiedzieć, bo możesz nie zdążyć. Nio nie musisz. WITEK: Tato ... czego nie muszę? GŁOS OJCA: Niczego, Nic nie mu^ sisz. y V fW^ ' Chciałem, żaby A wiedział'. PRZENIKANIE.

Page 249

. . SCEM_Jl?C _ /C-m Przed szpitalem. 168. Zmierzch® Plener# UJ. 139 PEŁNI, JAZDA. Z PRZENIKANIA. Dojeżdżamy do szpitala, na ławce obok widzimy siedzącą Katarzynę. PANORAMA, DOJAZD - Witek wcina się w kadr, siada kolb niej. Katarzyna na suche, szeroko otwarte oczy. KATARZYNA: Kazał cl powiedzieć, Ze nic nie musisz. Mówił, że nic nie na znaczenia, bo to i tak boli. WITEK: Bolało go? KATARZYNA: Nie, ale nie chciał. PRZENIKANIE.

Page 250

U UĄt*^ * <0^^ » j^lK.^ /^ UŁ^natw mMo - ^ ł/oTim* Ąouwi: wew>A« /«’ ^^ (10 w ia*ąw-~ ruu^'. tJKAWi««Wv>»£ s.(^-

Page 251

352 , 169. Cmentarz. Dzieli. Plener. TO. 140. Bilski. Z PRZENIKANIA. Przez świeżo usypany grób, nikogo Już nie na, widzimy klękającego Witka. Ma w twarzy rozpacz, ale nie ma łez. Patrzy prosto w grób, ale też jakby dużo dalej. Powoli widaó podchodzącą do niego postać. Ciotka nachyla się. CIOTKA: Nie łudź się, tam nie nie ma. PRZENIKANIE.

Page 252

#53 170. sobhą^. -40w Dworzec w Łodzi* Noc. Plener# UJ. 141 ŚREDNI. 2 PRZENIKANIA. Oparty o nurek na końcu peronu Wi tek płacze. Po dłuższej chwili po­ jawia się światło latarki. Miga na twarzy, potem zjeżdża w dół. W kadr wchodzi znajomy SOK-ista _ SOKISTAs Laliście? Witek odchyla się* ściana jest sucha, w świetle latarki. Wasze szczęście! przenikanie.

Page 253

171. Gabinet Dziekana. Wn. naturalne. Dzień. UJ. 142 ŚREDNI. Z PRZSNIMIA. Dziekan popijając kefir przygląda się podaniu Witka# DZIEKAN: Przestał pan odczuwać powołanie? WITEK: Tak. DZIEKAN: I WITEK; Umarł mi .ojciec kilka dni temu ... chciał, żebym był leka­ Dziekan odstawił kubek, miał śmieszne wąsy. Dziekan podpisał podanie. rzem ... a kiedy umierał powie­ dział, że już nie chee. Obciąłbym się teraz trochę zastanowić ... DZIEKAN: Myślę> że-pan tu wróo^,- jak tok na pann patrzę* 2,CrcV^ . ()o^«AJ^. WITEK; Wąsy się zrobiły panu dziekanowi. PRZENIKANIE,

Page 254

172; SCENA 9^. - W^n Dworzec w Łodzi* Plener* UJ* 143 AMERYKAŃSKI, ŚREDNI, JAZDA. Z PRZENIKANIA* Witek ominął, gubiąc krok pijaka, któ­ ry przechylał do ust kufel piwa i pędził, żeby zdążyć do odjeżdżającego pociągu. Widoczna w kadrze rączka ostatniego wa­ gonu oddalała się powoli i Witek wytra­ cił szybkość i stanął. Sapał przez chwi­ lę, a potem powlókł się z powrotem. Przy wyjściu do miasta stała Olga. /Ta scena ewentualnie subiektywną kamerą/* PRZENIKANIE. Dzień pochmurny*

Page 255

173. s cm fe.ga- ET™ Wnętrze samolotu. Wn. naturalno. UJ. 144 BLISKI. Witek z szeroko otwartymi, przerażo­ nymi oczyma, wstrząsany niezrozumiałymi drganiami samolotu. Samolot przechylony jest, jak zwykle w chwili startu. Dzień.

Page 256

267174. scm j< j^ — Z^m Lotnisko Okęcie# Plener# UJ. 145. OGÓLNI. Samolot jest niewiele wyżej niż w scenie 75. Jeszcze chwilę leci pro­ sto w niebo i nalge rozbłyska wiel­ kim. nienaturalnym blaskiem. Dopie­ ro po kilku sekundach dociera do nas huk. Niebo jest puste, a po na­ stępnych kilku sekundach przed kamerą i dalej od niej opadają kawały wiru­ jącego żelaza. Koniec SI im^H^Saw.zle KCz, TSz. n. 40 Dzień.

Page 257

175. / ewentualnie / Pomieszczenie Organizacji Młodzieżowej* W* naturalne UJ. 146. ŚREDNI* Witek szedł korytarzem /Ubrany jak w scenie na lotnisku w X wątku/ i nagle zatrzymał się w pół ruchu. Dzień

Page 258

SCENŁ. Drukai UJ. V Witek maszjn miał ; dregz< SI li a. 4<

Page 259

176. Drukarnia. Wn. naturalne. UJ. W ŚREDNI. Witek odbił koleją odbitkę na ręcznej maszynie w nieznanej nam drukami, juS miał ją odłożyć i nagle wstrząsnął nim dreszcz i zapatrzył się przed siebie. SI im.H.Saw.zl, n. 40 CzE . TsZ ' Dzień,

Page 260

- 2 MłłfCl/W ^z 0C!MEi€>-1 <1*VW ^ OtMM^. ^ ^ ^^(m^^m ^kt^^y^' - SPo^i^N^ - — &<rv&*L — 2 t44*i M ^6^a ■ cnAJhz14^- fftA£OĄv^v . -* iC^MH UaŻ^^^Ua*-/' - fflwelłł- twec^ U' 0|UJlwmM>ier Jo ^ (JRk- hW*^iwawA: ' — ’ko(g.lAuH . — _ —. ę.tuCłWit 6^^ • pc^c ^ twen- nipsiiM*'"'-iiWM 3 fc”^^

1 / 261