ATKK-DEK-0-021

Opis

Maszynopis z recenzjami i opiniami wewnętrznymi na temat scenariuszy cyklu telewizyjnego "Dekalog" (1988-1989) w reżyserii Krzysztofa Kieślowskiego, zrealizowanego według scenariuszy Krzysztofa Kieślowskiego i Krzysztofa Piesiewicza i wyprodukowanego przez Zespół Filmowy Tor dla Telewizji Polskiej. Dokument zawiera obszerną opinię wewnętrzną Stanisława Kuszewskiego dotyczącą całego projektu (ocena koncepcji oparcia serialu na Dziesięciu Przykazaniach, ryzyka religijno-światopoglądowego, stopnia "poważnego" potraktowania Dekalogu, doboru sytuacji skrajnych, obecności "katalogu dewiacji"), a także szczegółowe recenzje Andrzeja Kołodyńskiego i Henryka Jankowskiego - zarówno ocenę ogólną serialu, jak i osobne omówienia scenariuszy poszczególnych odcinków: "Dekalog I-X" (analiza dramaturgii, konstrukcji bohaterów, związków z odpowiednimi przykazaniami, potencjalnego odbioru przez widzów, wątpliwości co do tytułu "Dekalog", postaci "Nieznajomego", długości odcinków itp.). Maszynopis ma formę wielostronicowego, ciągłego tekstu z wyraźnie wyodrębnionymi nagłówkami ("Recenzja", "Recenzja scenariusza filmu telewizyjnego 'Dekalog...'", "Ocena ogólna serialu telewizyjnego 'Dekalog'"), bez numeracji scen; stanowi roboczy materiał opiniodawczo-programowy Telewizji Polskiej, wykorzystywany przy podejmowaniu decyzji o realizacji cyklu.

Rodzaj dokumentacji
A - dokumentacja aktowa
Kategoria
film telewizyjny
Nazwa serii
Dekalog - ogólne
Technika
kopia maszynopisu
Język
polski
Reżyseria
Krzysztof Kieślowski

Strona 1

Stanisław Kuszewski S®2®B5i£__ wewnętrzna 10. .--.odciskowego K. Kieślowskiego i W, Piesiewicza * ” Jako zbiór zasad moralnych regulujących stosunki między­ ludzkie* a także jako - dla wielu systemów religijnych - wyk­ ładnia obowi zującej relacji pomiędzy człowiekiem a Bogiem, w biegu procesu historycznego Dekalog mojżeszowy stał się dokumentem o szczególnej doniosłości. Współcześnie funkcjonuje on jako organiczna część składowa humanistycznej tradycji ale także i jako sacrum religijne, ponieważ - wedle wyznawców i Starego i Nowego Testamentu - został on nam na górze Synaj objawiony przez Stworzyciela Nieba i Ziemi. Chociaż podstawowe jego dezyderaty dotyczące zobowiązań jednostki ludzkiej wobec bliźniego swego nadal zachowuj aktu­ alność, powstały dla potrzeb określonej formacji społecznej przekaz ów nie był już jednak w stanie podołać W^tócoraz to bardziej skomplikowanym realiom współżycia w zbioro­ wości, toteż musiano dobudowywać do niego nowe kodeksy, np. w katolicyzmie prawdy wiary lub wykaz grzechów głównych, coraz też więcej kontrowersji budziła interpretacja poszcze­ gólnych zawartych w$ nim nakazów i zakazów. Nawet z pozoru jednoznaczna dyrektywa * ^ie zabijaj I " jest przedmiotem gwałtownych nieraz sporów, nie tylko doktrynalnych. Weźmy choćby kwestię eutanazji lub świadomego macierzyństwa, udziału w wojnie sprawiedliwej b dź niesprawiedliwej, granic dozwolo­ nej samoobrony, kary śmierci etc. Pojawiaj : się problemy bezpośredniej b dź też pośredniej odpowiedzialności za zagład już nie jednostek tylko ale milionówy chyba także za organizo­ wanie sytuacji, w których trudny do unikni cia defekt jednego

Strona 2

2 tylko przyrządu może doprowadzić do likwidacji życia w ogóle. Współczesna myśl humanistyczna przyjmuje z Dekalogu ta grup? zaleceń, które odnosz sia do współżycia pomidzy ludźmi, testra Zawiera on przecież i wskazania o czysto reli­ gijnym charakterze. Już samo przywołanie Dekalogu w jego peł- nym kształcie może/u nas poci .gać za sob^ daleko idące ^featok nast pstwa. Nasze społeczeństwo jest bowiem w chwili obecnej szczególnie uczulone na wszystko, co wi^że si| ze stosunkiem do religii. Jeżeli zatem taki serial pojawi sie na antenie, jedni s dz„c, że nie przejawia on należytego szacunku wobec sacrum b^d sit w tym dopatrywać agresji na wiar- świętą, Inni mogą podejrzewać, że oto państwowa telewizja dołącza się do popularyzatorów katechizmu, pomnażając UtA 1 bez tego niemałe dolegliwości osób niewierzących. Toteż już sam pomysł oparcia serialu ^oj)eka^^ jeszcze przed lektury scenariuszy wydawał mi się wielce ryzy­ kowny. Tytuł wprawdzie jest atrakcyjny, i ze względu na rang^ dokumentu i także ze wzglądów reklamowych. Ale też jego przy- j cie niezwykle wysoko ustawia poprzeczka zobowiązali autors­ kich. Ewentualne niepowodzenie, niesprostanie wygórowanym oczekiwaniom odbiorczym, rokować może katastrofy i autorom i Telewizji. Wydawało mi się, że świadomi tego autorzy zaproponuj nam prób, poważnego dyskursu o konfliktach i zagrożeniach naszego świata, że ujawnią pełń . złożoność autentycznych problemów moralnych, że dostarcz^ nam m drej, choćby i gorzkiej refleks­ ji, o powikłaniach ludzkiej egzystencji, Do takich oczekiwań upoważniał m.in. charakter dotychczasowych dokonań artystycz­ nych Krzysztofa Kieślowskiego. Często nie zgadzałem Sie z diag<

Strona 3

3 nożami tego reżysera, przecież sposób , w jaki poszukiwał ideału etycznego# musiał budzió szacunek* Aliści lektura przedłożonego materiału stanowiła dla mnie pełne zaskoczenie. Długo nie mogłem rozszyfrować istoty zamysłu autorskiego. Jedno jest pewne i zamiaru naprawdę poważnego sto­ sunku do problematyki Dekalogu w tekstach tych nie umiałem sia dopatrzyć. W gruncie rzeczy scenarzyści zaproponowali nam cykl opowieści niezwykłych# których bohaterami najczyściej są dewian­ ci. Otrzymujemy zatem od nich historyjki osobliwe, niekiedy dość interesuj ce, wyraźnie wymyślone# o tyle tylko prawdopodobne# że w otaczającym nas świecie prawie wszystko może sl> wydarzyć# dotyczące jednak marginesów życia# w dodatku po czyści ubogie w warstwie myślowej, W ich uj ciu Dekalog nie jest punktem wyjś­ cia do mądrego dyskursu# lecz tylko pretekstem, rodzajem ruszto­ wania# na którym # jak s-dz .# można wygodnie rozmieścić oryginal­ ne pomysły. Otóż podejrzewam, że spora cz^ść odbiorców może si^ w takim zabiegu dopatrzyć swego rodzaju nadużycia. Konwencja cyklu# jeśli ukazał by siv pod innym tytułem# nie jest pozbawiona atrakcyjności. Ale warunek jest jeden l zasady gry proponowane przez autorów widowni od początku muszą być jasn# i wyraziste. W serialu kluczem do sprawy jest zawsze odcinek pierwszy. On ma bowiem ukierunkowywać nasz . percepcje# uzyskiwać nasz... zgo- d« na konkretny formuły wypowiedzi twórczej. Niestety " Dekalog pierwszy * tego zadania spełnić nie jest w stanie. Wrscz wywołu­ je nawet dezorientacje, Oto bowiem z pełnym namaszczeniem ilustru je si? obecną w potocznej wiedzy o świecie prawdy# że o losie jednostki rozstrzyga przypadek# wobec którego bezradna jest wiedzs ludzka i oparte na niejfchoćby^najbardziej precyzyjne^przewidywa­ nia.

Strona 4

4 Tego formatu przesłanie mieści się doskonale ... w inte­ lektualnym wyposażeniu sławetnych ” Uwag o śmierci niechybnej” księdza Józefa Baki, jezuity uprawiaj cego wierszopisarstwo w celach dewocyjnych. Ignoruje natomiast obecne w literaturze od czasów Oświecenia dylematy na ile sprawiedliwe, z ludzkiego punktu widzenia, ss niektóre decyzje Istoty Nadprzyrodzonej, ^bfcl Historyjka o młodym człowieku, który dokładnie obliczyw­ szy na komputerze wytrzymałość lodu wybrał si? na ślizgawką i utoń ł, ponieważ nie uwzględnił ludzkiej głupoty i braku wyobraźni, pachnie banałem metafizycznym. Nawiasem mówiąc litera pierwszego przykazania nie zobo- wi zuje bynajmniej do monoteizmu. Ze sformułowania ” Nie bo­ dziesz brał drugich bogów przede mną ” wynika bowiem, że Jehowa chciał byó wprawdzie seniorem ale nie jedyny# suwerenem Określał zatem hierarchią ale nie wykluczał innych szans. Ewangeliczna zaś przypowieść o talentach wyraźnie zobowiązuje do zapobiegliwości w gospodarowaniu tym, co si> dzidki Najwyż­ szemu posiada. Błogosławi zatem rozumn działalność człowieka pod warunkiem, że nie utraci on wiary. ” Dekalog jeden ” nie jest jedynym przykładem na to jak skuteczny opór stawiać może użyte przez autorów rusztowanie wobec zamiarów oparcia na nim proponowanej struktury. Oto ’* Dekalog dwa " przynosi nam tak^ mi fabuły I mąż chory na raka, leży w szpitalu, kochająca żona jest w ci ży z kim in­ nym. Gdyby małżonek miał szans* wyzdrowieć, żona ci ż: przer­ wie, choć wi że się to z niebezpieczeństwem bezpłodności. Jeżeli dla małżonka ratunku nie ma, żona dziecko urodzi. Czas ucieka, decyzji odkładać nie można. Kobieta molestuje więc ^ Ordynatora, by ten przekł ponad wszelką w tpliwosc •

Strona 5

5 umrze ukochany towarzysz życia czy też nie umie. Ordynator długo odwleka odpowiedź, boć wie Jak zawódne bywaj medyczne prognozy. Przyciśnięty do muru zapowiada jednak nieuchronny zgon pow&łuj c sis. na Boga jako gwaranta tej opinii. ( "B^g mi świadkiem. Umrze. ). Grzeszy zatem przeciwko drugiemu przykaza' niu | " Nie wzywaj imienia Pana Boga twego nadaremno ". Póź­ niej okaże si4 ( w odległym zresztą odcinku ), że czyni tak w imię mniejszego zła. Jest bowiem człowiekiem wierzącym i usunięcie ciąży traktuje jako zabójstwo. ( Zostawmy na ubo­ czu kwestie, że doktryna jako grzechy cięższe traktuje jednak występki przeciwko Bogu ). Wszystko zaś kończy się happy endem. Śmiertelnie chory jakoś cudownie wyzdrowieje, co wi cej cudze dziecko w dobrej wierze uzna za własne. Stanie si> zatem ofiarą oszustwa. Sygnalizuje ta opowieść pan ciekawych problemów. Najpierw oceny domaga się osobliwy pragmatyzm małżonki dość niefrasobli wie reaguj cej na fakt, że oto najbliższa jej podobno istota znajduje się w stanie skrajnego zagrożenia. Dalej czy ©rdynatoi może kierować się w praktyce lekarskiej yj wymogami dogmatu re­ ligijnego. Gdybyż jeszcze po prostu skłamał dla ochrony zdro­ wia kobiety l Rzecz jednak w tym, że związek tej kunsztownie wykoncypowanej intrygi z drugim przykazaniem ogranicza się tylko do owego ” Bóg mi świadkiem I ” . Gdyby autorzy byli praktykuj- cymi katolikami oni właśnie popełniliby grzech wzywając boskie) imifdla wsparcia swojego przedsięwzięcia. Nie powiodła sie także próba zużytkowania trzeciego przyka zania ( "Pamiętaj, abyś dzień święty święcił "). Ewa w wieczór wigilijny wyci ga z jego domu sw e dawną sympatię Janusza. Wspólnie będą szukali po Warszawie jej Edwarda, który gdzieś

Strona 6

si. zawieruszył. Nie można wykluczyć wypadku. Pełne napięcia postukiwania dostarczają nam jednak tylko pewną ilość obserwa­ cji o charakterze obyczajowym. Pojawia siŁ przy tym przypuszcza nie, że Ewie nie tyle chodzi o losy Edwarda, co o prób, odbu­ dowy dawnej z Januszem zażyłości i właśnie głównie w tym celu oderwała go od świątecznego stołu. Bo w Wigilią człowiek nie powinien być sam. Zgoda, ale czemu koniecznie z c^1 cudzym mężem ? Nie umiem wyczytać wynikającego stąd morału, jeśli taki w ogóle jest. kysas Wszystko to trudno wprawdzie uznać za ironiczny komentarz do Dekalogu, przecież może być traktowane przez cześć odbiorców jako przejaw dość nonszalanckiego stosunku \wobec) ---------------------------------------~ ~ ^^sacrum zredukowanego do roli zwyczajnego zapisu literackie go. Tak to wygi da w odniesieniu do zawartych w Dekalogu po­ winności religijnych wobec osoby boskiej. W scenariuszach j j^witKu ct^ zaś odnosz cych si* do powinności człowieka wobec^bliźniego swego dominują zainteresowania dewiacjami i to głównie o rodo­ wodzie seksualnym. ” Dekalog czwarty '* opowiada nam wicc o miłości córki i przybranego ojca. Pewnego dnia Anka dowiaduje się, że to nie Michał j spłodził. Zatem ewentualne jej współżycie z m.ż- czyzn^, który jako jej rodzic funkcjonował od wczesnego dzie­ ciństwa, kazirodztwem wedle biologii nie będzie. Inne przes­ łanki, więc przede wszystkim trwający blisko dwadzieścia lat model wzajemnych odniesień i wynikające stąd następstwa w sferze psychiki, a także obowi zku, okazuj . siŁ mało ważne. Chyba nie takie rozwi zania miał na myśli Ustawodawca nakazu­ jąc " Czcij ojca swego i matkę swoj^ ”,

Strona 7

7 7 Z kolei ” Dekalog szósty * kontaktuje ze sob osoby o różnych anomaliach. Magda, chyba nimfomanka , przy tym migdal dwukrotnie starsza od Tomka, prowadzi intensywne życie płciowe i to przy odsłoniętych firankach, Tomek, chorobliwie znowu nieśmiały, ogranicza się w tym wzglądzie do przeżyć zastępczych - podgląda j przez luneta. Rodzi sio w nim jednak miłość do rozpustnej kobiety. Próbuje zakłócać jej kolejne randki. Kiedy zaś Magda zainteresowana tak nietypowym adoratorem gotowa jest udostępnić mu swoje wdzi.ki, Tomek najpierw ucieka, później próbuje nawet popełnić samobójstwo. Najwidoczniej Magda nie doceniła jego delikatności. Poszła, jak to si? mówi, za ostro. Dlaczego zaś właśnie podobny casus ł czy się dla autorów z szóstym przykazaniem - dalibóg nie wiem. W ” Dekalogu dziewi tym ” dowiadujemy się o dramacie impotenta. Żona wprawdzie akceptuje go takim jak jest, zwłasz­ cza że impotencja nastąpiła w trakcie małżeństwa, ale - takie jest życie - trafia się jej przygoda ze studentem. Impotent to zdrad- odkrywa i w konsekwencji popełnia samobójstwo. Tu morał jest wyraźniejszy l wykorzystasz, bracie, cudzą żonę, a winien być możesz śmierci. Także i pozostałe odcinki skupiają swoją uwagę na zjawis­ kach o charakterze patologicznym. W "Dekalogu pi tym ” młody chłopak, Jacek, bestialsko morduje taksówkarza, aby na krótko zawładnąć jego samochodem. Czemu właściwie Jacek zostaje zbrodniarzem tego si nie dowiadujemy. Coś tam konfabuluje o siostrze, którą kiedyś przejechał samochód. Zatem widać doz­ nał w związku z jej śmierci urazu psychicznego. Gdyby bowiem chodziło mu tylko o auto, mógł je sobie ” wypożyczyć ” na najbliższym parkingu. Później obszerne partie utworu z godn^

Strona 8

F 8 podziwu skrupulatnością opisuje rutynowe działania wymiaru sprawiedliwości. Wi.c i wydanie wyroku śmierci, i oczekiwanie skazanego na egzekucje i samo powieszenie. Podejrzewam, że to znowu morderstwo ^dokonane w majestacie prawa^wygl^da nawet bardziej drastycznie niż obraz bandyckiego napadu na niewinne­ go człowieka, W ” Dekalogu siódmym ” babka i matka wydzierają sobie z rąk dziecko. I tu intryga jest nader wyszukana* Wi,c tak t babka po urodzeniu Majki nie może już więcej zajść w ci-że. Ponieważ zaś Majka* jako nieletnia, rodzi swoje dziecko bez ślubu, babka zawłaszcza mał _ Ani,, Nie tylko sie ni<4 opiekuje, co byłoby normalne, ale jeszcze traktuje j jako dziecko rodzo­ ne; ze wszelkimi tego faktu konsekwencjami. Pewnego dnia Majka chcąc restytuować swoje prawa dokonuje swoistego kidna* pingu. Kto tu wi,c kogo właściwie okrada - Oto kwestia. Szkoda, że w życiu częstsze bywają przypadki, kiedy to nikt nie chce się dzieckiem zajmować. Ileż mamy takich opuszczonych bezdomnych małych istot l Od dewiacyjnej formuły odbiega jedynie ” Dekalog ósmy”. Dowiadujemy si? w nim o pewnym epizodzie z czasów okupacji. Młode, katolickie małżeństwo ma przejąć pod opieko wyratowane z ghetta żydowskie dziecko. Jednakże, kiedy pora jest pójść ko księdza po fingowaną metryka chrztu, pojawiaj . sie skrupuły Przyjęcie taiciej metryki byłoby bowiem równoznaczne z kłamst- wem, zatem przyj ciem na siebie grzechu. Dopiero po latach okaże się to wybiegiem wynikającym z obawy przed osobnikiem BhHEKys uczestniczącym w przerzucie. Podejrzewa si. go bowiem o kolaboracje. Jeżeli zaś doniesie, oznacza to zagład, dziecka nieszczęście dla małżeństwa i zagrożenie dla układu konspiraGyjneg0, w którym to małżeństwo uczestniczy. I

Strona 9

3 Także i tu pojawia się wielce uproszczone pojmowanie wskazari Dekalogu, co jest jednym z wielu dowodów na to, że autorzy nie zadali sobie k^^te^ts trudu, aby nieco głąbiej przeanalizować źródło, na które się powołują. ” ^ie mów fałszywego świadectwa bliźniemu swemu ” przeciw dosyć wyraźnie przecież określa granice występku. Wyklucza kłamstwo na cudzę szkodę, nie odnosi się do kłamstwa, które pomaga a nawet ratuje. Konkludując : otrzymaliśmy od scenarzystów materiał pełen inwencji w budowaniu akcji fabularhej, w konstruowaniu intrygi wokół zdarzeń dramatycznych bardzo już wyszukanych, przecież wyróżniaj cy się pewn oryginalnością. Zapewne taki cykl niez­ wykłych opowieści mógłby stać się ciekawą pozycją antenową, zwłaszcza że nasze nowsze piśmiennictwo raczej nie zapuszczało si■ na takie terytoria. Jednakże zbyt w-tłe są podstawy do traktować w kategoriach filmu tego, aby całą te inicjatyw problemowego. Dosyć wyraźnie steruje ona w stron, konwencji W*....... ““ -- 1 "’- ' ■■■■ag—'., n.-. ! I ...................... "" ~" ~~ —. ■■" ■"— ■■■............-....... należących do formuły kina rozrywkowego w jej uszlachetnionych przejawach. Jeżeli zaakceptuje si? podobny punkt widzenia, bidzie można darować autorom zaprezentowany nam katalog dewia­ cji. Wszakże i one bywaj dla dramaturgii tworzywem poszukiwa­ nym. Zasadnicze wątpliwości budzi natomiast : po pierwsze - otwarte powoływanie się na Dekalog, nie uwierzytelnione w sposób wystarczaj cy przez dobór demonstro­ wanych sytuacji, nie osi .gające niezbędnego minimum poziomu interpretacji tego dokumentu, w sposób aż nazbyt powierzchowny przedstawiające jego zalecenia ; po drugie - zarówno intelektualna jak i literacka jakość ( dramaturgia ) poszczególnych odcinków jest nierówna ;

Strona 10

1o — *10 ** niektóre z nich ( np. pierwszy i trzeci ) wydają si chybionej po trzecie - zwłaszcza początkowe odcinki powinny w spo­ sób jednoznaczny i przejrzysty zapowiadać proponowany konwen­ cję artystyczną tak, aby wykluczyć dowolność^ odczytu, albo przynajmniej ograniczyć j^ do minimum j inaczej, nim serial sie rozwinie, dojść może do poważnej awantury. Sądzę, że nie należy zamykać drogi temu przedsięwzięciu. Wymaga ono jednak pracy doskonalącej i to na etapie scenariu­ sza. W jego obecnym kształcie bałbym się zarekomendować je na anten.. Stanisław Kuszewski

Strona 11

Andrzej Kołodyński .Scenariusze serialu DEKALOG Recenzja Uprzedzając!^ uwagi krytyczne , które nastąpią, pragnę stwierdzić, że niezmiernie rzadko ma się do czynienia z projek= tern równie ambitnym. Jest to propozycja uszlachetnienia gatunku najpopularniejszego, jakim jest cykliczna opowieść telewizyjna - serial • Autorzy nie rezygnują z możliwości melodramatu, fabuł które wykraczają poza ciasny kr$g "małego realizmu". Odchodzą od schematu ciągłości wątków, zachowują natomiast jedność mie^s= ca i czasu. Jest to sceneria typowego bloku w typowym, wielko= miejskim osiedlu i realia "dnia dzisiejszego". Wspólny wszyst= kim epizodom jest temat moralny,ujęty w sposób poważny, wolny od oczywistej dydaktyki. Przynajmniej w zamierzeniu ,ale o tym będzie mowa później. Formuła "obrazków z życia"/nawet, jeśli są one "większe, niż życie"/ gwarantuje zainteresowanie widow= ni. Jest to wi^c znakomicie utrafiona i wartościowa propozycja dla telewizyjnej realizacji • Ale wątpliwości również nie brak; uwagi krytyczne nie podważają walorów całości, są jednak konieczne, jeśli projekt tego rodzaju ma być potraktowany poważnie • Sprawa zaśadnicza: błędna wydaje mi się sama zasada or= ganizacyjna narzucona tytułem "Dekalog" • Próba dopasowania poszczególnych epizodów do dziesięciorga przykazań dobi wrażeń nie dość wysilonego konceptu • Z jednej strony obniża atrakcyj= ność serialu: nikt nie chce być nieustannie pouczany. Pouczeń szaremu człowiekowi nie brakuje w pracy i poza pracą, trudno też nie słyszeć ich z publikatorów •Rozumiem Autorów. Nie chcą niczego ukrywać, z góry zapowiadają określony program ideowy starając się jednocześnie,aby przykazania Dekalogu ilustrowane ląyły przykładami paradoksalnymi, niepokojącymi, skłaniającymi

Strona 12

2 do myślenia itd. Bardzo to odważne - ale zapewne nie dość zachęt cające dla przeciętnego, zwykle zmęczonego widza, który zasiada przed telewizorem .Nawet praktykujący katiiik nie lubi kazań poza kościołem. Druga sprawa, zapewne istotniejsza: materiał fabularny wydaje się w przynajmniej kilku wypadkach dość mechanicznie, na siłę podporządkowany przyjętej zasadzie • Dziesięć nowelek nie przed= stawia, niestety, tej samej wartości, »qwśród nich lepsze i go= rsze. Obiektywnie stwierdzić trzeba, że lepsze przeważają - ale i one nie zawsze pasują do przykazań, które mają ilustrować • • Choćby nowela druga, trzymająca w napięciu, zgrabnie skompono= wana, ze znakomitą, paradoksalną pointą - cóż ma jednak współ= nego z przykazaniem "Nie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremno" ? Ordynator zaklął się na Boga, że pacjent umrze i debrze zrobił, bo uratował dziecko oraz małżeństwo, a pacjent wcale nie umarł • Świetna nowelka, która niesie różne problemy moralne,z drugim przykazaniem KKSOi wiąże się jednak w sposób najzupełniej powierzchowny - i to chyba tylko na zasadzie po= lemicznej ? Ale kto taką polemikę może traktować poważnie ? Równie nie trafiona jest nowela pierwsza. Można się zastanawiać po jej przeczytaniu nad rolą przypadku w życiu, możliwością wyższego ładu zakrytego oczom człowieka, logiką życia lub jej brakiem. Nie sądzę jednak aby Autorzy poważnie przeć'wstawiali światopogląd nauksyy /nawet dogmatycznie skrzywiony/ - religij= nemu. Gdyby problem ograniczyć do ujęcia katolickiego też nie mieliby racji - takie przeciwstawienie nie jest zgodne z posobo= rowymi MWMKMIMM interpretacjami • Nowelka trzecia - o taksówka= rzu dręczonym w noc wigilijną przez byłą kochankę - wydaje się w tym kontekście zupełnym nieporozumieniem . Z kolei nowelka piąta /zabójstwo taksówkarza/ jest nie tylko niedoprMacowana

Strona 13

^7 3 - fabularnie /psychoanalityczna motywacja KMKMkMIMIiM postępowania bohatera jest mało przekonująca i całkowicie werbalna/, ale każę zastanawiać się raczej nad żywotnością zasady "oko za oko",niż nad piątym przykazaniem • Dlatego proponuj# odrzucić tytuł "Dekalog" .Proponuję zmienić zasadę kompozycyjną - zmieniając także porządek nowel. Nowa zasada powinna chyba wynikać z tego, co tkwi w materiale - a więc z jedności miejsca i aasu , z tego, że jest to swoisty portret zbiorowy typowej grupy społecznej • Lepiej chyba będzie jeśli odniesienia do Dekalogu zrodzą się u widza w trakcie oglądania. Można je zasugerować - i doświadczony reżyser z pew= nością potrafi sobie z tym poradzić umieszczając czytelne wska= zówki w obrazie • Tylko niech to nie będzie Milczący Anioł - Obserwator w sposób irytujący^ różnych przebraniach pojawiający się co pe= wien czas w tekście, lego rodzaju martwa figura stylistyczna kusiła największych, nawet Bunuela i Loseya, ale rezultaty oka= zywały się wątpliwe • Trzeba więc pomyśleć o czymś innym • Uważam, że jakaś rama, która w sposób czysto formalny połączy różnorodne fabularnie epizody, nie zaszkodzi wewnętrznej integralności serialu ,pozwoli natomiast uniknąć interpretacyj= nych uproszczeń • Tematyka moralna potraktowana w sposób nie= banalny i poważny to z pewnością szansa przeciwstawiania się, stworzenia jakiejś przeciwwagi dla bezmyślnej i w gruncie rzeczy amoralnej rozrywki w stylu zachodnim • Nie trzeba też uzasadniać potrzeby takiego tematu w naszej szczególnej sytuacji społecznej Ale tym bardziej Autorom zależeć powinno,aby ich dzieło miało charakter uniwersalny i mogło liczyć na szeroki odbiór •

Strona 14

/ Henryk Jankowski 01-635 Warszawa ul.Skrypija 5 o.40 RTCENZJAJję^TĄNTOĘ^^ KRZYSZTOF KIFSŁOWSKI P KRZYSZTOF PIES IF W TC Z Scenariusz traktuje1 o tragicznym wydarzeniu na ślizgawce.Mia" nowicie młody chłopiec,Paweł,pasjonujący się komputerami,mieśz" . kający z ojcem o tych samych zainteresowaniach,otrzymuje w prezent £ cie łyżwy i idzie na ślizgawkę.Według wszelkich przewidywań a nawet obliczeń komputerowych,lwd powinien być mocny.Ojciec Pawła"Krzysz^ tof,nie zaniedbuje niczego,by pozwolić synowi na ślizganie się w warunkach całkowitego bezpieczeństwa.Okazuje się wszakże,że niespo- dziewanie ‘pobliska elektrociepłownia wypuszcza ciepłą wodę,co w konsekwencji prowadzi do tragedii.Krzysztof"empiryk i racjonalista staje wobt , tej tragedii całkowicie bezradny. Idzie do kościoła i modli się o to,by nie stało się najgorsze,chociaż jest chyba agnostykiem,a być może ateistą.Zwraca się rwwnież z dramatycznymi pytaniami do komputera,kt^ry rzecz jasna nie jest w stanie na nie odpowiadać.Film kończy się dramatycznym pytaniem Krzysztofa:”Z kim ro zmawi ać. • • ” Scenariusz jest niesłychanie zwarty i konsekwentny.Napięcie budowane jest umiejętnie .dramat narasta ,kraczKtaBX^óx. Proces ten kreślony jest umiejętnie dobranymi scenami.Wida滿e między zwykłą codziennośćią,normalnością,kt/rą rzadko kto docenia,a nieszczęś" ciem,istnie je bardzo lekko zarysowana linia,której przekroczenie jest |kdyckirifj| łatwetPrzejście od racjonalnej codzienności do irracjonalne po ,chociaż realnie zdeterminowanego r 1,6^ c 'ci^ , 'jest właśnie głównym tematem recenzowanego filmu.Na tej podsta­ wie Autorzy pokazują ograniczoność możliwości zwracania się

Strona 15

z pytaniami ostatecznymi do rożnych adre sat^w. Według scenariu­ sza, kości-! starowi pociechę dla tych,którzy już i tak wierzą. Instancja ta jest bezsilna w odniesieniu do tych,którzy wycho­ dzą z innych założeń światopoglądowych,mają inne przeświadczenia co óo t^t-rii^ rzeczywistości• Jeże li jednak kościół w ograniczo­ nym zakresie spełnia funkcje kons^lacy jne,/siostra Krzysztofa Irena/,to agnostycy nie mają tu czego szukać*Jeszcze bardziej ograniczone możliwości prezentuje sobą sztuczna inteligencja. V odniesieniu do pytań ostatecznych,komputer jest o wiele bar­ dziej ograniczony i bezradny niż najbardziej nawet skromny i prosty ludzki intelekt.Ta ostatnia prawda nie została zarysowana w recenzowanym scenariuszu.Ojciec Pawła natyka się na jakąś ścia­ nę ,barierę ,na coś przez co żadną miarą przejść nie może.Inaczej jest z dziewczyną Pawła,Olą,który na zasadzie emocjonalnej jakgdyby oswaja nieszczęście. Związek tematyki filmu gssls z pierwszym przykazaniem jest gSK wielce pośredni.Chodzi tu o przykazanie "Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną."Naciągając materię scenariusza ,można by wnioskować^że chodzi tu o zastąpienie Boga osobowego sztuczną inteligencją i o konsekwencje tej substytucji.Mówiąc inaczej, można by twierdzić,że wyrzekając się religijności,człowiek zara­ zem pozbawia się możliwości pocieszenia i kierowania do kogoś tam pytań ostatecznych.Jest to wszakże interpretacja do której podstawy w scenariuszu są raczej minimalne.Tym co w sposób bez­ pośredni wynika z tekstu,to stwierdzenie bezradności człowieka wobec pewnych sytuacji.Ogólnie rzecz biorąc,nie jest to przesła­ nie odkrywcze.Przesłanie to wszakże staje się odkrywcze w pew­ nym ‘klimacie , w odniesieniu do pewnego zespołu przeświadczeń.Cho­ dzi tu o ideologię radykalnego racjonalizmu zgodnie z kt-r«.

Strona 16

absolutnie wszystkie problemy dadzą się rozwiązać przy pomocy odpowiednich metod.Jeżeli zaś jakiś problem nie da się rozwiązać,to znaczy,że został on źle sformułowany.W tym sensie film proponowany w scenariuszu może być również potraktowany jako kry­ tyka uzurpacji integralnego racjonalizmu.Film wreszcie rzuca pew­ ne światło na naturę ludzką,poddając krytyce jej oświeceniową inh terpretację.Autorzy nie stawiają kropki nad^i,co moim zdaniem jest zaletą a nie wadą scenariusza. Bi Im daje wiele do myślenia, wytrąca potencjalnego widza ze stanu dobrego samopoczucia w co~ dzienności,wskazuje na dramatyczne potencje tkwiące w kondycji ludzkie j.Dlatego też wydaje się,iż film ten wart jest realizacji. / y/kV ^^vvv>*x Warszawa dn.9 lipca 1986

Strona 17

Henryk Jankowski Warszawa Ol~635 ul.Skrypija 5 e»M RECENZJA SCFNARIUSZA FILW TELEWIZYJNEGO »D^KAŁOG IIM,AUTORZY? KRZYSZTOF KIEŚLOWSKI I KRZYSZTOF PIESIEWICZ Powszechnie znany jest konflikt etyki lekarskiej ,dotyczący kwestii prawdomówności.w etyce lekarskiej obowiązkiem jest mini­ malizowanie cierpień pacjenta a zarazem obowiązkiem jest malenie prawdy ,aczkolwiek ten ostatni wynika raczej z podporządkowania de- ontologii lekarskiej moralności ogólno społecz nej .Autorzy w scena­ riuszu ten właśnie konflikt przed stawił^ zupełnie innym kontekście sytuacyjnym.Oto młoda kobieta,Dorota,muzyk w filharmonii ma ro" mans ze swym kolegą Witkiem,r*wnież muzykiem,który koncertuje w Sta­ nach ^jednoczonych.W wyniku tego romansu ma urazić się dziecko# Jednocześ :.e mąż Doroty “Andrzej ulega ciężkiej chorbbie o dużym prawdopodobieństwie śmierci.Lec zony jest on w szpitalu przez ordy" natora,kt*ry jest ich sąsiadem w bloku.I oto Dorota musi wiedzieć czy Andrzej umrze czy też nie,bowiem od tego uzależnia swą decyzję przerwania czy nieprzerwania ciąży.Gdyby miała pewność,że mąż umrze zdecydowałaby . się urodzić dziecko i pojechać do Witolda do Stanów Zjednoczonych.Gdyby wszakże mąż miaT wyjść z tej choroby,w wczas zdecydowała by się na przerwanie ciąży i utrzymanie małżeństwa. Chcąc uzyskać niezbędną informację nachodzi ordynatora w domu i szpitalu,”przyciska go do muru”,a w końcu przedstawianiu sw j dy­ lemat.Lekarz uchyla się od stanowczej odpowiedzi zgodjnie z etyką lekarską i regułami sztuki.Dowodzi on,że nikt przy takiej choro’ bie nie może mieć ostatecznej pewności jakie są rokowania.Jednakże stan Andrzeja gwałtownie się pogarsza o czym świadczą kolejne wy niki badań.W tej sytuacji informuje o tym Dorotę,ktEra postanawia '

Strona 18

ciążę utrzymać.Chcąc się upewnić co do prawdziwości informacji ordynatora,Dorota skłania go do złożenia czegoś w rodzaju przy* sięgi.Ordynator to czyni.Okazuje się wszakże,że lekarze się po* mylili,organizm męża Doroty wytrzymał kryzys i Andrzej wrócił do domu.Odwiedza on ordynatora,dziękując za troskliwą opiekę a tak“ że dzieląc się z nim radosną wiadomością,że będą mieli dziecko... W te# oto sposób błąd czy pomyłka ordynatora przyniosła w efekcie błogosławione skutki.Oczywiście ordynatom nie kłemał,udzielał in , formacji odpowie dział nie i w jak najlepszej wierze .fejcskuds waruh kiem ustabilizowania się na powrwt sytuacji rodzinnej Doroty było jej kłamstwo co do tego kto jest ojcem dziecka. W tym wypadku związek z drugim przykazaniem jest wyłącznie werbalny.W jednym tylko wypadku ordynator powołuj jakgdyby Boga na świadka,co nie ma żadnego związku z akcją i konfliktem sce” nariuszt .Można m#wić co najwyżej o związku formalnym i werbal­ nym. Jednakże sam konflikt jest zarysowany intere sująco.W scenariuszu pokazuje się związek zachodzący między treścią i zaso­ bem informacji z jednej strony a możliwością podjęcia racjonal­ nej decyzji z drugiej.Jednakże Autorzy przewrotnie pokazują,że najbardziej racjonalna nawet decyzja nie musi prowadzić^do zgod­ ności między intencją i skutkiem działania.W.tym wypadku skutek był pomyślny, jednakże od intencji odmienny .Mogło zresztą być inaczej. Rola Dowty będzie trudna.Jej postać zarysowana w scenariuszu nie może budzić sympatii.Kobieta,kt-^re ' mąż jest umierający nieczęsto przeprowadza kalkulację podobną do scenariuszowej.W każdym razie Doi'ota chyba się zasadniczo zmienia.uest ni watpli— we,że kocha Witolda,nad Andrzejem się lituje,jego śmierć wkal- kulowuje w swe plany życiowe,a potem jakgdyby nigdy nic od tego

Strona 19

13 -3- wszystkiego odstępuje* Warto dodać,że interesująco przedstawione zostały również inne postaci projektowanego filmu.Dotyczy to ordynatora,jego sprzątaczki, kolegów Andrzeja itp.Problemy nie ograniczają się do gł'wnego,©Ba­ wionego wyżej konfliktu.W scenariuszu interesująco mówi się o lekars­ kich obligacjach ,o roli przypadku,© zawodności przewidywań.W tym sensie scenariusz zawiera w sobie wiele impulsów do szerszej reflek­ sji nad codzienną ludzką egzystencją.Właśnie.Scenariusz niczego nie zaleca,niczego nie zabrania,zwyczajnie stwarza okazję do myślenia, a to już jest dużo.Proponuję i ten odcinek skierować do realizacji. Warszawa dn.9 lipca 1986

Strona 20

Henryk Jankowski Warszawa 01-655 ul.Skrypija 5 m.40 R^C^NZJA SCENARIUSZA FILMU TELEWIZYJNEGO "DEKALOG III”,AUTORZY: Autorzy proponują swoistą opowieść wigilijną.W tym wypadku tematyka łączy się z III przykazaniem "Pamiętaj,abyś dzień święt; święcił”.Janusz,kierowca taksówki w przeszłości dziennikarz, występuje w Wigilię jako idealny ojciec.Przebiera się za święteg' Mikołaja,rozdzielą pre zenty, jest miły dla żony,dzieci i teścio­ wej.Bierze wszystkich na pasterkę,po powrocie kładzie dzieci spać i częstuje kobiety szampanem.Idylla ulega zmąceniu,bowiem telefonuje do niego była kochanka Ewa,ktćra zresztą już od paru godzin krążyła wok^ł Janusza i jego rodziny.Prosi ona Janusza • by zszedł na dxł i pomógł szukać jej męża Edwarda Garusa,kt'ry rzekomo jej zaginął w wieczór wigilijny.Na akcję filmu składają się sceny poszukiwań Edwarda w szpitalach ,izbie wytrzeźwień, na ulicach a nawet w kostnicy.Sceny te przeplatane są remini­ scencjami z czasów ,kiedy Janusza i Ewę łączyła miłość.Okazuje się wszakże,że Ewa dokonała zwykłej mistyfikacji.Jest od dawna rozwiedziona,mieszka sama,zaś jej były mąż ponownie wstąpił w związki małżeńskie i mieszka w Krakowie.To dziwne ,ale Janusz nie czuje do Ewy urazy, chociaż zepsuła mu Wigilię, zmusiła do krętactwa wobec własnej żony a ponadto spowodowała wypadek samochodowy.Być może wynika to z faktu,iż ulitował się nad sa­ motną kobietą,kt^ra w tak wyróżniony wieczór postanowiła użyć wszelkich sposob^^by spędzić ten wieczór z kimś.I istotnie,jej się to udało,bowiem przetrzymała Janusza do gadziny siódmej rano wypełniając tym samym sw' j plan,a także dowodząc przez to sobie ,

Strona 21

że wszystko jeszcze może być normalne.Jest to swoiste dowodzenie na zasadzie losowej .Jeżeli wypadhie tak,to dobrze , jeżeli inaczej, to nie, przyczym nie ma żadnego racjonalnego związku między przypadkiem a przewidywaniem.Motywy Janusza są dwojakie.Po pierwsze,obawia się on ^wyjby nie zburzyła ponownie z trudem odbudowanej ,ustabilizowanej egzystencji rodziny.Po drugie jednak jest zapewne pod wpływem tradycji wigilijnej^ o której przypominał ksiądz w kościele a kt^ra nTwi o obo­ wiązku ludzi rodzinnych wobec os^b samotnych.W' tym wypadku nakaz tra“ dycji stał się silniejszy jakgdyby niż elementarna lojalność wobec własnej rodziny.To jest zrozumiałe,tym bardziej,że żona odkrywa ta“ jemnicę jego nieobecności w noc wigilijną i pyta z niepokojem czy wr*cą dawne czasy, w których żył z Ewą.Janusz stanowczo temu zaprzecza. Niestety trudno mi zrozumieć ten fragment scenariusza, ktry traktuje o ucieczce małego chłopca w okolicach Dworca Centralnego.Chłopiec ten jest ścigany przez r^wieśnik^ a następnie przez inne osoby,jest chwilowo uratowany przez Janusza,kt;ry bierze go do swej taksówki, jednakże nie potrafi odpowiedzieć na pytanie przed kim i pcjco ucieka. Jest natomiast pewny,że ci co go ścigają w końcu go dopadną.Jest to oczywiście symbol czy metafora.Jednakże nie potrafię zrozumieć sensu tych znaków.Być może chodzi tu o Chrystusa i współczesnych anonimowych Herod°w?Ale jeżeli nawet tak,to w jaki spos’b to się wiąże z całą akcją i przesłaniem filmu Wyda je się, że ta kwestia winna być jakoś w przyszłym filmie wy j ©śniona, teram Warszawa dn.9 lipca 1986

Strona 22

Henryk Jankowski 01-635 Warszawa ul.Skrypija 5 m.40 RgCWZJA SCFNARTUSZA FIUUJ TFLFWIZYJHFGO ^gKAŁOG IV”,AUTORZY; KRZYSZTOF KIESWWSKT I KRZYSZTOF PIFSIFWICZ W tym scenariuszu bezpośrednio już autorzy nawiązują do IV przy­ kazania ”czcij ojca swego i matkę swoją”.W ilustracji problemów związanych z relacją rodzice-dzieci Autorzy wykazują dużą pomysło­ wość.Jest czymś uderzającym,że zazwyczaj sztuka eksploatowała sy­ tuację j w której związki erotyczne podlegały pc tabu kazirodztwa w. wyniku niewiedzy partnerów -co do więzi krwi jakie ich łączą. Znane są tedy sytuacje^w kt'rych okazywało się,że ludzie darzący się uczuciem dowiadywali się o tym,że są rodzeństwem,czy też że są w inny sposób spokrewnieni ,co wywoływało naturalne w takim układzie uczucie grozy.W tym wypadku sytuacja jest radykalnie odmienna, ^to cxrka i ojciec odczuwają? pewne podświadome pasje erotyczne wonec siebie .Ojciec wie o tym,że Arna nie jest jego c'rką,w związku z czym swoją inklinację spycha do podświadomości i racjonalizuje według najlepszych reguł sztuki samooszukiwania się.Anna odczuwa pewne,jak to ocenia grzeszne namiętności,jednakże walczy z nimi w imię swej wiedzy a także hierarchii wartości.Okazuje się wszakże, że Michał nie jest ojcem Anny,co jest nową informacją dla niej sa­ mej i dla widza.Wy zwala to w niej przedziwne stany psychiczne.Za­ czyna wydobywać na zewnątrz to co tkwiło w jej podświadome ci,za­ czyna się temu poddawać 1 jakgdyby steruje w kierunku zbliżenia do Michała w relacji mężczyzna-kobieta.Jest to jakgdyby protest: wyzwalania się z tabu nie poprzez jego zakwestionowanie, lec z poprzez . radykalną zmianę treści informacyjnej.Przy tym wszystkim jednak

Strona 23

-2” proces ten nosi na sobie piętno owocu radykalnie zakazanego.Co więcej,mamy tu do czynienia z pr-bą wyhamowywania wyzwalania się spod tabu pod wpływem informacji,ze względu na kształt stosunki jakie łączyły Annę i Michała.Anna mianowicie zawsze uważała Mi­ chała za swego ojca,w związku Z'czym nawet stwierdzenie,że tak nie jest w rzeczywistości nie uchyla konsekwencji tych relacji.Mamy tu więc do czynienia z dominowaniem czynnika kultury nad czynnikiem natury. Scenariusz wszakże jest o wiele bardziej skomplikowany.Śmierć Michała-ojca,aczkolwiek przedstawiona w konwer ji realistycznej w istocie rzeczy jest tylko efektem wyobraźni,snu,halucynacji Anny. ■ Wyzwolenie instynktu ma miejsce w tej właśnie realistycznie przed­ stawionej lecz nierzeczywistej sferze .Wszy stko to. odbywa się w psychice tej dziewczyny.W rzeczywistości ojciec wraca,koperta z in- formacją o tym,że Anna nie jest c-rką Michała zostaje przez nią spalona,w związku z czym widz do końca nie wie jak to było napraw­ dę.Można domniemywać,że sytuacja alternatywna przedstawiona w sce­ nariuszu w wielu elementach była prawdziwa.Autorzy wszakże po­ zostawiają ta sprawę w za wie szewku, ^atomiśst istotnie Anna chcąc uchronić się przed ewentualnym konfliktem,nie chce wiedzieć jak to było naprawdę i niszczy informację zamkniętą w żółtej kopercie. Zistaje to przyjęte ze zrozumieniem i akceptacją przez Michała,jej ojca/?/czy też opiekuna/?/. Autorzy dotykają tu licznych kwestii związanych z psychoanali­ tyczna interpretacją postaw ludzi.Film pokazuje w sposób wyra­ finowany te komplikacje ludzkiej natury ,kt^re przedstawione były w koncepcjach wiedeńskiego psychologa. Z punktu widzenia serialu,jest to odcinek znaćzący.Przypusz - czem,iż chodzi tu o pokazanie schematyzmu,by nie powiedzieć pry-

Strona 24

prymitywizmu reglamentacji moralności w postaci kodeksu czy deka- logu.Kodeks czy dekalog ujmują całe bogactwo ludzkiej egzystencji i psychiki w abstrakcyjne formuły.Stosowanie abstrakcyjnych reguł wobec konkretnych ludzi zakłada zawsze unifikację a co za tym idzie sprowadzenie podmiotów i przedmiotów moralności do pewnej abstrakcji.Pisał o tym przekonywująco Leszek Kołakowski w swej pracy "Etyka bez kodeksu”.Zresztą nie jest to wyłączne odkrycie wspomnianego autora.Wszyscy filozofowie i filozofowie prawa wska­ zywali na komplikacje związane z aplikowaniem ogólnych reguł do konkretnych podmiot^.W związku t tym zresztą powstawały takie sys­ temy etyczne jak etyka egzystencjalna czy etyKa sytuacyjna.W zwią­ zku z tym“dodajmy“psychoanaliza poddała w wątpliwość wog*le etykę tradycyjną opierającą się na prostych schematach zasługa“nagroda, wina~kara ,dobre intencje “dobro itd. itp.Scenariusz w warstwie in“ telektualnej jest trudny do odbioru.Vogą tu powstać liczne niepo” rozumienia związane zarówno z jego przesłaniem jak i z sama kon­ strukcją w której w tej samej konwencji realistycznej przedstawia się rzeczywisty przebieg wydarzeń jak i to co dzieje się w psy­ chice bohaterów.Autorzy muszą zdawać sobie sprawę z poważnych trudności realizacji scenariusza,kt'ra mógłby doprowadzić do świa­ domości odbiorcy wspomniane już treści ,pod warunkiem pełnej per~ fekcji realizacyjnej.Przedkładając to pod uwagę Autorom,zarazem stwierdzam,że przesłanie ,ładunek intelektualny a także poziom profesjonalny scenariusza przesądzają o wniosku pozytywnym co do realizacji IV odcinka Dekalogu. Warszawa dn.9 lipca 1986

Strona 25

Henryk Jankowski 01“635 Warszawa ul Skrypija 5 m.40 TELEWIZYJNEGO "DEKALOG V”,AUTORZY: J^2yqztof_ kj^slcwski i Krzysztof piestewicb Dekalog V stanowi odcinek w sposób najbardziej literalny związany z V przykazaniem Dekalogu "Me za bijaj”.Młody chłopiec pochodzący ze wsi z zimną, krwią^b^ nie powiedzieć wręcz mechanicz” nie morduje taksówkarza w celu niexcałkiem j; nym.Chodzi mu za" pewjie o zaimponowanie dziewczynie,Beacie tym,że dysponuje gotówką i ’olone zem.Scenariusz skonstruowany jest tak,by pokazać abso“ lutną bezwzględność Jacka.W istocie rzeczy nie chodź mu o samochód ani nawet o pieniądze,chodzi mu o zamordowanie kierowcy.W związku z tym nie. kontentuje się obezwładnieniem i pozbawieniem przytom" ności taksówkarza,nie przychyla się do ostatniej jego prośby zmierzającej do tego,by za pieniądze odstąpił od morderstwa.Jacek morduje okr^unie i z zimną krwią.Autorzy scenariusza usiłują w ja" kiejś mierze wskazać na determinacje tego czynu.Są to usiłowania nie stwarzające nawet cienia usprawiedliwienia dla czynu Jacka. Z t^ bowiem, że w swoim czasie tra którzy sta, który się był wraz z Jackiem upił i przejechał jego siostrę,doprawdy nic nie wynika w omawianej sytuacji.Drugą częścią filmu jest szczegółowy,natura- listyczny opis przygotowań do egzekucji i samej egzekucji.Z natury rzeczy opis ten jest wstrząsający i wywołuje określone reakcje (ęzego widza czy czytelnika,niezależnie od tegopEą człowiek tracony dokonał. Porte parole Autorów jest młody adwokat ,ktxry ciężko przeżywa fakt skazania jego klienta na najwyższy wymiar kary,który nie je st w stanie jeszcze spojrzeć' na ten fakt nm f P n-inrits 1 r> 1 o V-ł-Xtw 1.1

Strona 26

-2- swego traktuje nie jako kolejny przypadek,lecz jako autonomiczną, niepowtarzalną jednostkę. Adwokata wzruszają r^żne fakty ,kt/óre infor­ mują o tym,że morderca też jest człowiekiem.Miał on tedy swój życiorys,swoją rodzinę,przeżywał różnego rodzaju uczucia.Wraże: ie to wzmac­ niane jest poprzez poruszenie Jacka przejawami sympatii ze strony jego obrońcy. Ten odcinek wszakże nie wydaje mi się udany w stosunku do wagi problemu jaki ma ilustrować.Po pierwsze.Autorzy kreślą sylwetkę tak­ sówkarza tak,że budzi on antypatię widza jako zły i złośliwy taksów- karz.Nie łagodzi tego zbyt przesłodzona scena z karmieniem psa przez taksówkarza. Taksówkarz oczywiście irytuje wid za, jednak że nie ma to żadnego znaczenia dla akcji i przesłania filmu.Jacek nie jest przecież mścicielem potencjalnych pasażerów.Przeciwnie,wybiera on swoją ofiarę kierując się względami pragmatycznymi a nie zasadniczymi.W tej sytu­ acji ,nie żale żnie od rozterek adwokat a, wy konanie wyroku śmierci na Jacku może wywołać co najwyżej uczucie satysfakcji ze strony widza. A przecież trudno domniemywać,by taka właśnie była intencja Autorów scenariusza.Z- przykrościa więc stwierdzam,że dekalog V poważnie od­ biega pod względem artystycznym i intelektualnym od całego cyklu. Proponowałbym tedy zmianę scenariusza lub nawet zastąpienie tego odoka jakimś innym. Niżej podpisany jest zasadniczym przeciwnikiem orzekania i wy­ konywania kary śmierci.Przeciwko tej karze można przedstawić liczne, znane w literaturze problemu argumenty.Jeżeli intencją scenariusza jest totalne potępienie naruszeń V przykazania,a więc tych,ktwre są dokonywane zarówno przez jednostkę jak i instytucję,to droga,którą 'wybrali dla przekazania tego przesłania nie jest dobra. Dlatego też proponowałbym bądź radykalną przeróbkę scenariusza, bądź też zilustrowanie kwestii przy pomocy zupełnie innego tekstu. Warszawa dn.9 lipca 1986 LW^

Strona 27

Henryk Jankowski Warszawa 01-635 ul Skrypija 5 m.4C RECENZJA SCENARIUSZA FIIMU TELEWIZYJNEGO "DEKALOG VI",AUTORZY; KRZYSZTOF KIEŚLOWSKI I KRZYSZTOF PIESIWICZ Można oczekiwać,że VI odcinek serialu wzbudzi największe zain~ teresowanie telewidz-w.Przykazanie "Nie cudzołóż" ma największą chyba literaturę interpretacyjną i tc zarówno pisaną z pozycji etyki kato­ lickiej,jak i innych systemów moralnego wartości wania.Jest to dzie,. dżina,która wzbudza zdrowe i niezdrowe zainteresowanie,jest przedmiot^ rozmaitych tabu,walki przeciwko zakazom i represjom,teddencjom przy­ zwalającym i represyjnym.Tego typu oczekiwania będą,jak sądzę,w pewien przewrotny sposób zaspokojone. Konstrukcja scenariusza zawiera w sobie tezę nie oczekiwaną.Mianowicie może okazać się,że to co w potocznej świadomości traktowane jest jako dewiacja,coś co wzbudza awersję normalnej publiczności, może w pewnych kontekstach nabierać zgoła nieoczekiwanych wartości. W scenariuszu mowa jest o podglądaniu atrakcyjnej,wyemancypowanej kobiety przez bardzo młodego człowieka,chyba nieudacznika życiowego, o czym świadczy jego praca na poczcie w okienku.Podglądanie Magdy jest pasją Tomka.Wydaje dużo pieniędzy na kupowanie coraz to dosko­ nalszych prz^ąd.~w optycznych ,nastawia budzik na godziny^w których spodziewa się,że będzie ona w domu.Nie ogranicza się zresztądo pod­ glądania jej w różnych sytuacjach życiowych.Ingeruje w jej życie in­ tymne , przy pomocy chwytów niepoważnych a złośliwych.Tak więc przebi­ ja opony w samochodzie jej kochanka,nasyła ekipę pogotowia gazowego gdy ma dojść do zbiłenia Magdy z innym mężczyzną, zostawia w skrzynce na listy oszukańcze awiza pelto,by przychodziła Magda na pocztę. T oto

Strona 28

i -2~ Magda rozszyfrowuje Tomka, zre sztą bez szczególnych trudności. Z po­ czątku jest zła,później czuje się wyróżniona,zaczyna ją jej prześla­ dowca fascynować.kiedy dowiaduje się,że obsesja Tomka wynika z mi­ łości do nie j ,chce go z tej miłości wyleczyć.W związku z tym tłuma“ czy mu,że jego wyobrażenia o miłości są wyolbrzymione ,anacbronicz" ne,rieodoowiadające istocie tego zjawiska.Doprowadza go do dziwne­ go stosunku wkKex«FK|OTxx w rezultacie czego czuje się on skompro" mitowany,wyśmiany i poniżony .Tomek usiłuje popełnić samobwjst.vo . I oto Magda czuje ,ż? straciła coś bardzo cennego i autentycznego, mianowicie miłość Tomka.Usiłuje ponownie nawiazać z nim kontakt,jed­ nakże sytuacja zmienia się radykalnie.Tomek traci zainteresowanie Magdą,ona. nie może się z tym pogodzić,w związku z czym rolę się odwracają. Autorzy w tym scenariuszu starają się wykazać,że standardowe oceny nie zawsze mogą być aplikowane do rzeczywistych ludzi i rze czywistycb sytuacji.Scenariusz wskazuje na to,iż dobro i zło jakgdy by interferują wzajemnie,przyczyni globalne oceny nie muszą odpo­ wiadać utartym ,potocznym intuicjom.W scenariuszu młody człowiek, w pewnym sersie zboczony,prezentuje sobą wartości wyższe niż dziew , czyna prowadzące się w sposób konwencjonalny .oczywiście w ramach współczesnych a nie tradycyjnych konwencji.Co więcej,Autorzy ch.cą wskazać na to,iż stereotypy ocenne• dotyc zące ludzi są r wnież za­ wodne.Oto Tomek,młody człowiek ,niepozorny fizycznie,wykonujący małoprestiżową,nieatrakcyjną finansowo i w końcu nieciekawą pracę, może jawić się jako osobowość bardziej.pełna niż Magda i jej ko lejni kochankowie.Wskazują na to zainteresowania Tomka i jego po­ ligloty zm. Odcinek tedy nie stanowi literalnej egzemplifikacji VI przyka" ni a. Pr ze słanie scenariusza znacznie wykracza p; zą dyspozycję

Strona 29

tego przyka zania.To właśnie stanowi o walorach projektowanego filmu Jestem za jego realizacją Warszawa dn.ll lipca 1986

Strona 30

Henryk Jankówslei 01"635 Warszawa ul.Skrypija 5 m.40 krzyszę^dejTC;]^^ Pomysłowość Autora serialu jest zaiste niewyczerpana. Ilustracja' VII przykazania ”Me kradnij” wskazuje na dużą wyobraźnię i umie" jętność paradoksalnego przedstawiania- systemów normatywnych.W recen" . zowanym scenariuszu przedstawiona jest niecodzt-nna sytuacja.Oto w małżeństwie inżyniera i dyrektorki szkoły rodzi się cwrka"Majka. Jest-to dziecko/po którym jej matka "Ewa nie może już mieć dzieci. Mtka,będąc osobowością autorytarną zmusza Majkę do swoistej perfek, cji życia i postępowania,oczywiście doskonałości godnej z ideałem matki.Trwa to do 16 roku życia. Majki.Następnie spotyka się ona z wybitnymi polonistą, zac zyna darzyć go uczuciem, odda je mu się,w re , zultacie czego zachodzi w ciążę i rodzi cwrkę"Anię.Rodzice Majki postanawiają ukryć ten fakt i przedstawić Anię jako ich własną c^rkę.Powstaje układ rodzinny/ w ktrym Ewa traktowana jest jako matka i Majki i Ani,przyczyni tą ostatnią zaczyna darzyć takim uczu" ciem,jakgdyby była naprawdę jej matką.Majka jest odsuwana od dziec­ ka,co lodzi w niej niechęć a nawet nienawiść do matki,oraz jest im­ pulsem do przedsięwzięcia porwania swojej własnej ccWki.Tak też czyni,przyczym Majka z Anią jadą do ojca Ani,Wojtka,ktxry zrezyg­ nował z ambitnych planów życiowych i w Jozefowie zajmuje się szy­ ciem pluszowych kotków i niedźwiadków .Przy jęte są dobrze , jednakże Wojtek-człowiek bardziej dojrzały uważa,że zmiana sytuacji winna być dokonana rie gwałtownie,lec z stopniowo z uwagi na dobro Ani. Majka w tej sytuacji próbuje z Anią uciec,jednakże na Kwznmr stacji PN

Strona 31

51 w Jozefowie następuje spotkanie z Ewą,matką Majki,przyczym dziecko okazuje wielką radość i przywiązanie do swej babci -mat ki. Maj ka wskakuje w pociąg i odjeżdża. Mamy tedy do czynienia z kradzieżą paradoksalną.Majka niby kradnie dziecko .jednakże jest to je j dziecko .Matka Majki niby poświęca się dla swej córki,w istocie rzeczy zaspakaja w ten spo­ sób niewygasłą potrzebę macierzyństwa.A więc,mamy tu do czynienia nie z jedną kradzieżą,lec z dwoma kradzieżami,jeżeli wog^le opisane w scenariuszu czyny można określić mianem kradzieży.Przesłanie scenariusza polega ,jak sądzę,na złamaniu pewnego potocznego stereo­ typu. Zewnętrznie rzecz biorąc,ocena poszczególnych postaci wygląda- tojby następujące.Ewa,z najlepszych intencji poświęca się dla dobra córki.Cxrka okazuje niewdzięczność i to kosztem zar'wno swej matki jak i swej c 'rki.A przecież mimo swoistego Happy endu pozostaje nie| rozstrzygnięty próbie m-probiem krzywdy Majki. Zresztą również konstrukcja krzywdy w scenariuszu jest przewrotna.Ewa czuje się po­ krzywdzona tym,że po urodzeniu Majki nie może mieć już więcej dzie­ ci o co wini bez sensu oczywiście Majkę.Majka z kolei niechętnie odnosi się do matki nie tylko ze względu na układ, lec z również ze względu na to, iż ta ostatnia wychowywała ją rygorystyc znie ,tłamsząc jej osobowość.A więc znowu poczucie krzywdy bez winy osoby "krzyw­ dzące jf*.Rac je w wypadku porwania są również wyraźnie podzielone i to taczej równorzędnie.I Ewa ma rację i Majka ma rację,każde roz­ strzygnięcie jest w jakimś sensie dobre i w jakimś sensie złe. Ten odcinek tedy ilustruje klasyczny problem etycznyy konfliktu norm i trudności wyboru.Ta kwestia jest ulokowana dobrze w cało­ kształcie problematyki dekalogu,zważywszy,iż jedną z podstawowych wad dekalogu czy wogwle kodeksu moralnego jest właśnie brak mo£- ।

Strona 32

Henryk Jankowski Warszawa 01"655 ul.Skrypija 5 m.40 RECENZJA SCENARIUSZA mma FIUT TELEWIZYJNEGO "DEKALOG VIII" AUTORZY:KRZYSZTOF KIEŚLOWSKI I KRZYSZTOF PIESIFWICZ Autorzy w tym odcinku przedstawiają niebywale zawikłany dylemat e tyc zny ,którego rozstrzygnięcie jednakże/rozczarc;wujot^—mu^-sp^o] S^w^wyi. (M^ ^ -—-—-——n ^nowago—r-ie wnosi-do interpretacji odpowkedKieg-ej pr zy k a za r i a " Nie b dziesz m-wił przeciw bliźniemu swemu świadectwa fałszywego".Mia- nowieie rzecz toczy się współcześnie,jednakże problem powstał w okre. sie okupacji.Oto ma nastąpić legalizacja pobytu Izlecka żydowskiego ih po stronie "aryjskiej" poprzez fikcyjny, chrzest.Po licznych zabiegać! organizacyjnych chrzest nie dochodzi do skutku,bowiem rodzicem chrz^ stni odmawiają w nim udziału powołując się właśnie na to przykazanie* Po latach osoba,która mia£ być matką chrzestną-profesor etyki UW spotyka się z ową dziewczynką żydowską,która przyjeżdża do Eolski do niej specjalnie na staż naukowy.W istocie rzeczy owej dziewczyn­ ce,Elżbiecie już dojXza$ej nie chodzi o- staż naukowy,lecz o dowie­ dzenie się jakie naprawdę motywy kierowały Zofią-profesorem etyki. Sprawa przedstawiona jest na seminarium w UW,gdzie dyskutuje się problemy zawierające się w haśle "piekło etyczne".Elżbieta przed­ stawia sw^j kazus,wprowadza w zakłopotanie Zofię,zaś jeden ze stu­ dentów kwestionuje słusznie sensowność aplikowania VIII przykazania do sytuacji okupacyjnej.Następnie okazuje się,że Zofii chodziło o zupełnie coś innego.Mąż jej był zaangażowany w działalność kon­ spiracyjna, zaś istniało podejrzenie,że ten chrzest może naprowadzić gestapo na trop korspiracji.'wnikało to z pode rżeń. jakie władze konspiracyjne żywiły wobec nowych opiekunów, żydowskiej dziewczynki. Tak więc konflikt wyjaśnia się a nie rozwiązuje.Zaczyna być wiado­ mym, iż powołanie się na przykazanie było tylko koniecznym sensownym

Strona 33

liwxości rozstrzygania sytuacji konfliktowych.W tym sensie scenariusz mieści się w cyklu ,wnosi do przesłania nowe elementy,stanowi podsta- wę refleksji etycznej.Tym samym stwierdzam,że nada je się do reali~ zac ji. Warszawa dn.ll lipca 1986 ALu i.

Strona 34

3i -2- wybiegiem w danej sytuacji.Istnieje jeszcze jedna płaszczyzna próbiemu-mianowicie krzywda wyrządzona potencjalnym opiekunom,przez nieuzasadnione .fałszywe ftó podejrzenia.Zawikłanie tedy jest wielostopniowe.T znowu intencje wszystkich os~b dramatu nie mogą być zakwestionowane.A jednak stało się zło.Nie wiadomo jak z takiego zła należałoby wybrnąć.Autorzy w tym scenariuszu przechodzą na sta- nowisko absolutyzmu etycznego,dowodzac,iż we wszelkich rzeczywis­ tych i wyobrażonych sytuacjach powinno się nie bacząc na nic rau­ tować dziecko.Egzystencja dziecka jest tu więc potraktowana jako wartość w sobie.Wyobraź ®Hći sytuację, w której działa się zgodnie z tak ujętą wartością.Z tego mogły wynikać rozliczne kon­ sekwencje.Co więcej,trudno sobie wyobrazić działalność konspira­ cyjną w czasie okupacji przy przyjęciu reguł absolutnych.laka kon- spiracja nie mogła!by przetrwać więcej niż kilka dni.Dotyczy to nawet selektywnego absolutyzmu,a więc ,gdyby to podejście dotyczyło wyłącznie' dziąci.To samo tyczy się rodziny krawca.Gdyby była sto- sowana zasada absolutnego zaufania,formułowanie podejrzeć wyłącznie przy niezbitej pewności,to tym samym w^ka konspiracyjna byłaby niemożliwa. Interesujące są rozważania dotyczące relacji między świec- kim i religijnym podejściem moralności. Wydaję mi się,że Autorzy winni rozważyć jeszcze raz strukturę aksjologiczną togo odcinka.Warto by złagodzili stanowisko absoluty^1 mu ,wskazując,iż istnieją sytuacje।w kt-rych musi się wybierać między złym i|‘ orszym a nie między dobrem i złem.Chodzi tu o opo­ zycję postawy zasadniczej i postawy celowościowej. ‘ostawa zasad” nicza związana z absolutyzmem gest elegancka,aksjologicznie ,lecz ^g|^.zi często do skutk*w sprzecznych z intencjami os°b działa- ।

Strona 35

3^ * Postawa celowościowa często prowadzi do oportunizmu.Dlatego też rie można dokonywać generalnego wyboru miedzy jedną i drugą postaW',w praktyce należy stosować i jedną i drugą stosownie do sytuacji. ti scenariuszu warto wskazać na funkcje konfliktu i wyboru z punktu widzenia ich wpływu na postawy. Zrezta ten wątek jest dobrze zazna­ czony w postawie Zofii,kt^ra przeżyła wstrząs odmawiając pomocy żydowskiej dziewczynce. W sumie jestem za realizacją tego odcinka. Warszawa dn. 11 lipca 1986

Strona 36

347 Henryk Jankiwski 01“635 Warszawa ul.Skrypija 5 m.40 AUTORZY:K^YYSZTOF KIFSLOWSKI I KRZYSZTOF PIFSIEWICZ Konstrukcja IX przykazania jest wog^le wadliwa.Jak wynika z literatury przedmiotu a także zwykłej analizy samego przepisu, nie można zakazywać ludziom czegoś co od nieb nie zależy.Ot ż poxżądanie jest uczuciem,nad którym człowiek nie może zapanować tak samo[jak można zapanować nad rachowaniem się. ożna tedy nie poddawa< się poxżądaniu,nie można jednak poxżudania nie odczuwać.Dlatego też zasada ”Nie pożądaj żony bliźniego swego pierwotnie w dekalogu dotyczyła wogzle ochrony cudzej własności z żoną na czele.Obecnie norma ta zyskała inną interpretację.W tym sensie przykazanie IX dotyczy kwestii wyłączności przedmiotu legalnego pożądania-mia- nowicie własnej żony.Z tym wszakże wiążą się i inne restrykcje dotyczące moralności i legalności związków intymnych.. tej dzie­ dzinie etyka katolicka zech wuje trydycyjny rygoryzm. W recenzowanym scenariuszu Autorzy przedstawiają pewną szcze­ gólną sytuację.Oto udane,kochające się małżeństwo.Niestety mąż, lekarz odczuwa narastającą impotencję.Po wszelkich badaniach oka­ zuje się,że proces ten jest nieodwracalny i w efekcie doprowadzi do całkowitej niemożności współżycia z kimkolwiek.Po uświadomieniu tego sobie usiłuje popełnić samobójstwo , jednakże nieskutecznie. Żona nie chce go porzucić,przeciwnie,dowodzi,że jej uczucie nie dozna je żadnego uszczerbku w związku z nową sytuacją.Następuje coś w rodzaju milczącego po rozumienia. Ona godzi się na dalsze współżycie,on milcząco godzi się na to,że jej potrzeby na poziomie fizjologii nie będą go interesowały.Okazuje się wszak ze,że mąż

Strona 37

-2- . nie stał się wolny od uczucia zazdrości ,wręcz przećiwnie.Będąc człowiekiem skądinąd przyzwoitym i poważnym zaczyna żonę śle­ dzić,rewiduje jej totebkę,podsłuchuje rozmowy telefoniczne a* nawet dorabia chyłkiem klucz do mieszkania jej matki będącego miejscem spotkań i wreszcie odkrywa prawdę.Banka współżyje z młodym,atrakcyjnym studenten fizyki.Współżyćie to. mieści się z jej strony w ramach czystej fizjologii.Punkt kulminacyjny sce­ nariusza traktuje o zastaniu kochanków przez zazdrosnego męża in flagranti.Jednakże jest to właśnie moment tozstania zdecydo­ wanego przez Hankę.Odrzuca ona zdecydowanie propozycję małżeń­ stwa sformułowaną przez młodego kochanka,który chce ją w ten sposób zatrzymać przy sobie . % stępuje pojednanie z mężem, zwią­ zane z jej obietnica,że nie będzie tego robiła więcej. Zbieg okoliczno ci powoduje,iż podejrzenia męża wraca ją,U si­ łuje on zn^w popełnić samobójstwo i znowu nieskutecznie.Następuje szczęśliwe zakończenie. W tym wypadku przesłanie etyczne filmu jest jednoznaczne. Z jego treści, wynika,że żadne konwencje ani żadne okoliczności nie pozwalają na naruszanie IX przykazania.Argumentacja w tym wypadku nie jest zasadnie za ,lecz pragmatyc znaPdkazuje się miano­ wicie konsekwencje jakie mimo wszystko następują w związku dwoj­ ga ludzi w takiej sytuacji.Co więcej tutorzy jakgdyby starają się wypreparować miłość z czynnika fizjologicznego,wyrażając przekonanie,że w pewnych sytuacjach należy fizjologię przezwy­ ciężać. Jeonakże przesłanie to nie jest klarowne w swojej treści. Jeżeli bowiem oddzielimy miłość od fizjologii,to stanie się czymś obojętnym czy żona z kimś obcym wsp-łżyje czy też nie ,po- dobnie jak jest rzeczą obojętną za łatwi.: nie innych potrzeb fizjo-

Strona 38

logieznych.Wydaje się,iż chodzi tu o coś innego,o podporządkowaz nie fizjologii wartościom rzędu wyższego lub m-wiąc w innej kon- wercji, rzyjemności niż szych, pr zy je;: nościom wyższym.W takim ukła­ dzie przesłanie scenariusza staje się bardziej czytelne niż wów­ czas,gdy neutralizuje się aksjologicznie fizjologię. Ponadto radziłbym Autorom rozważyć kwestię dwukrotnego usiło” wania samobójstwa dokonanego przez Romaha-męża Panki.Rzuca to pewne światło na jego charakter,który przecież w całym scenariu­ szu jest kreślony zupełnie inac ze j .Rożne | by o nieść wrażenie,że Roman jest histerykiem wymuszającym litość i wsp-łczucie poprzez demonstracje samobójstwa.Jest wiadomym,że ^lekarz o ile chce,może popełnić samobójstwo nie tylko s utecznie, lec z nawet bez zwykłych cierpień więżących się ze śmiercią.W obliczu miło ci Hanki takie demonstracje są zbyteczne .ŚHwfc§3raqj^^ Oczywiście druga pr ba samobójstwa spełnia określoną rolę w dramaturgii scenariusza i w jego pr ze słaniu. Oceniam scenariusz jako nadający się do realizacj i. Warszawa dn.ll lipca 1986

Strona 39

Henryk Jankowski 01*635 Warszawa ul.Skrypija 5 m.40 KRZYSZTOF n^SW^F' I KRZYSZTOF PI?SWICZ Recenzowany scenariusz stanowi dobry akcent końcowy całego serialu#Dobrym pomysłem jest wykorzystanie X przykazania ,kt(^e go funkcją jest ochrona własności,do przedstawienia relacji między utylitarna i autoteliczną funkcją przedmiotów,mwiąc inacze^między postawą "mieć” i postawą ”być”.Ta ostatnia relacja jest w scena­ riuszu pokazana w sposób interesujący i wyszukany.Autorom udało się w pełni połączyć elementy postawy mieć i być,co jest nie) lada sztuką w aksjologii.Wybór znaczków pocztowych i pasji filatelistycznej tątaj należy określić jako trafne. Zgodrle ze standardami całego-serialu ,rze czadzie je się ciąA ple w tym samym domu,przyczym odcinek X przybliża postać starej samotnika,filatelisty,który występował jakgdyby przedmiotowo w popr zednich od cinkach.b*łe*r4ek-45e est/filate listą ^absolutnym,a więc c złów lekiem, który go t'w był wszystko poświęcić i rzeczywiście wszystko poświęcał pasji kolekcjonerskiej.Sam żył skromnie,synom żałował wszystkiego,żonie też nie wydzielał pieniędzy hojną ręką. Ten właśnie człowiek zmarł i zostawił dw'm synom w spadku swoją ko lekcję, mieszkanie i nic nie warte przedmioty osobiste .Synowie początkowo zamierzają sprzedać znaczki i w tem sposób zaspokoić swe potrzeby. Jednakże kontakt z kolekcją a także-paradoksalniewiedzo o jej wielkiej wartości finansowej powoduje zmianę postaw obu kysk synów, Zac żyra ją dbać o całość kolekcji,gromadzą pienią­ dze by odzyskać nieopatrznie strąconą serię,inwestują w zabezpie­ czenie zbioru.Wszystko to tak ich pochłania,iż zaczynają wycho-

Strona 40

Vo dzić z dotychczasowych układów*Jerzy zrywa z rodziną i z do­ tychczasowym modelem życia dorabiającego się,obrotnego inżyniera, Artdtf-idol muzyki młodzieżowej rozluźnia swe więzi z kapelą i w końcu z niej wychodzi. Punktem zwrotnym scenariusza są starania obu braci zmierzające do uzupełnienia cennej i rzadkiej serii austriackie j. Jer zy ,aby uzyskać brakujący znaczek oddaje jedną nerkę c-rce właściciela. W trakcie operacji obaj bracia zostali obrabowani.Został im tylko t.en jeden znaczek uzyskany za nerkę Jerzego .Zaczynają się nawet wzajemnie podejrzewać, jednakże w końcu podejrzenia rozwiewają się i wspólnie zaczynają od nowa gromadzić kolekcję,kupując na począ­ tek banalne ,akurat będące w obiegu znaczki pocztowe. Jest to ,jak była już o tym mowa dobre zakończenie serialu. Analizując współczesne postawy.,najezęściej natykamy się na opo­ zycję być i mieć a także na relację zachodzącą między wartościami materialnymi i niematerialnymi.Nie da się ukryć,że współcześnie przeważają postawy "mieć" a także cenienie wartości materialnych. Scenariusz pokazuje jak można rożnie podchodzić do tych samych przedmiotów.Można je traktować ściśle utylitarnie przeliczając je na gotówkę,można jednak czerpać z posiadania przedmiotów .zu­ pełnie inne saty sfakcje • Zre sztą nie o satysfakcje tu chodzi.Chodzi o pewien model czy styl życia.Autorzy starają się zbogacić wach­ larz standardowych koncepcji stylu życia o postawy bezinteresowne. Scenariusz wskazuje na to ,iż pie^pódTai-zew^my^częstoJ jakiego typu odczucia mogą mieć ludzie uznawani przez otoczenie za niespełna rozumu a w najlepszymi wypadku za Nieszkodliwych dziwaków.Ponadto w scenariuszu zawarta jest pochwała postawy skoncentrowanej na jednej wartości.kMrkKń&żJest to ujęcie raczej rzadkie,ale w kon- £

Strona 41

-ą- tekście sytuacyjnym przedstawione w spos-b przekonywujący.Jestem za realizacją i tego scenariusza Warszawa dn. 11 lipca 1986

Strona 42

A i Henryk Jankowski 01-635 Warszawa ul.Skrypija 5 m»40 1 . * OCENA OGOŁNA SERIALU TELEWIZYJNEGO "DEKALOG",AUTPRZY:KRZYSZTOF KIEŚLOWSKI I KRZYŚZTOF ^"OHylCZ 1/Autorzy zamierzyli serial wysoce ambitny o interesującym przesłaniu intelektualnym i moralnym.Należy z uznaniem pookreś” li^umiejętne przedstawianie w postaci obraza najbardziej skompli“ kowanych dylematów filozofii mora Inej. Nie ktre z tych dylemat w mają kształt całkowicie oryginalny, nowy, nieznany ani w filozofii moralnej,ani w literaturze pięknej.Intencją Autorów nie jest pre­ zentowanie i popieranie jakiejś konkretnej etyki normatywnej.Wydaje się,że zamierzeniem Autorów jest pobudzenie refleksji etycz­ nej widza /wskazanie,że aplikowanie norm moralnych do konkretów n^e jest tak proste,jak mogłoby si; wydawać na pierwszy rzut oka. 2/Dopatrując się głównej wartości serialu w jego przesłaniu, nie sposób nie wspomnieć o stronie artystyczne j. Za zwyczaj .jest tak, że pr^by przedstawiania kwestii moralnych w jakimś dziele sztuki prowadzą do wt^rności formy wobec treści,a często do zwykłego ilu- stratorstwa ogólnych tez,przy pomocy specjalnie dobranych przykła­ dów. W tym wypadku jest inac ze j .Prze słanie tkwi w samej materii sce­ nariusza, jest sformułowane jakgdyby mimochodem poprzez opowiada­ nie interesującej historii.Dlatego też za realizacją serialu przemawiają również względy artystyczne. 3/Należy liczyć się z tym,że serial będzie trudny w odbiorze. Jednakże wszelkie próby jego ułatwienia prowadziłyby do uprosz­ czeń, prymitywizmu czy natrętnej moralistyki.Autorzy uniknęli wspom­ nianych wad. 4/Każdy odcinek stanowi oddzielną całość.Łącznikiem serialu

Strona 43

jest jego tematyka .Po za tym jednak Autorzy zaznaczają również inną łącz| dość. Poszczególne postaci powtarzają się w rożnych odcinkach, rzecz dzieje się w tym samym domu,podobny jest klimat całości. We wszystkich odcinkach występuje tajemniczy mężczyzna,jakgdyby rozumiejący obserwator wydarzeń.Dla niżej podpisanego postać ta jest nieco zagadkowa, je j funkcja w całości serialu niezbyt jasna.Warto by się nad tą postacią zastanowić)^ i ewentualnie ^iżyć ją telewi­ dzowi. W sumie ,oceniam zamierzenie bardzo wy soko.Jeżeli poziom reali­ zacji będzie odpowiadał poziomowi scenariusza,^ bez wahania można stwierdzić,że w telewizji zostanie wyprodukowany wielce wartościowy serial o uniwersalnym przesłaniu etycznym.Dlatego też bez żadnych wątpliwości formułuję wniosek o skierowanie zrecenzowanych scena­ riuszy do realizacji. Warszawa dn.12 lipcą 1986 M

Strona 44

BrwI ^e|b®sH i . - ^ Biwm- samarów Krzysztofa kiszewskiego I KRZYSZTOFA RIESimCZA pt, "DEKALOG* Pascal stworzenia serialu a właściwie cyklu filmów, ©partych . w wyjściowy® pomyśle na dziesięciu przykazaniach może w pierwszej obwili wydać elf szalony. Jak wiadomo, telewizja preferuje "Sztukę ułatwioną", tymczasem Autorzy proponują Uw* masowej widowni rozwa­ lenia. morelno-fllozoflczne, które zdają się kolidować s domowymi kapelami 1 spożywaniem kolacji przy odbiorniku, jakby nie pasują do sytuacji, w jakiej oglądam są zazwyczaj wszystkie filmy telewi­ zyjne. Wie chodzi M ©ozywiście e to, że w. ten sposób zostałaby na*' ruszona powaga dekalogu, teyM Specyfiką telewizji jest jej domowy odbiór 1 trudno załamywać ręce nad tym, A® np, ktoś pochrapuje pod* czas grania hymnu państwowego na zakończenie program, Ba pewno jod* hak telewizję ogląda się z mniejszą Uwagą niż film w kinie i dlatego mogą pojawić się uzasadniono wątpliwości, osy głębokie treści moral­ no i filozoficzne, zawarte w poszczególnych odcinkach, dotrą do wi­ dza. 0«y forma serialu ♦ z założenia niejako "mniej artystyczna" — nie koliduje w tym przypadku z jago przesłaniem? wydają- mi się, że Krzysztofowi Kieślewkiem i -Krzysztofowi Piesiewieżowi udał© się ominąć tę pułapkę. Właściwie wszystkie fil­ my s tego cyklu można odbierać przynajmniej na dwóch płaszczyznach,, ' wyższy poziom to właśnie wspomniana już refleksja moralna 1 rozważa­ nia filozoficzne. Niewątpliwie treści ie dotrą'w pełni tylko do częś­ ci widomi. Beszta posostanie. prawdopodobnie na poziomie niższym, odbierając "Dekalog" jak zbiór historyjek obyczajowych. Można wszak­ że mieć nadzieję, iż. nawet w przypadku owego "ułatwionego" ogląda­ nia przynajmniej część moralnej i filozoficznej refleksji dotrze Mm© wszystko do widza. Me zapominajmy również O tym, że przyzwy­ czajanie do.odbioru poważniejszych treści można wyrobić tylko przez Ich radowanie. Autorom udał© się połączyć serialową łatwość przekazu z ambicjami artystycznymi i ważką problematyką. Dzięki rezygnacji ze zbyt trudnych zabiegów for wlnych /poza jednym odcinkiem/ "Dekalog" powinien dotrzeć, do znacznie szerszych kręgów widowni niż np. pokazy* wam przez telewizję filmy Herzoga,-Kle osiągnie oczywiście najwyż­ szego stopnia oglądalności, ale przecież nie powinien zostać zupeł­ nie odrzucony ~ nawet przez najmniej przygotowanych odbiorców. Na pewno natomiast odegra ważną rolę w kształtowaniu pottaw widza wobec jakości programu telewizyjnego. Myślę, że te "uboczne" aspekty prze­ mawiają dodatkowo - ©bok zawartości myślowej "Dekalogu" za realizacją tego cyklu filmów.

Strona 45

*2w Pomysł ten w&h się syta^ ©galeny Jeasese z Innego #nig po* woda* Odwoływanie się do wartował najwyższych poprzez' tak bezpośred­ nie nawiązanie do dziesięciu.przykazań grozi popadnlącloś w swoi®te "doktrynerstwo moralno” albo w ©byt łatwą iluśtrasyjnoćć oczywistych • prawd# I w tyś przypadku Jednak Autorzy wyszli obronną ręką# Każdy odcinek nawiązuje prawdzie do kolejnego przykazania# ale czyni to prawie zawsze przewrotnie# zaskakująco. Pokazuje sytuacje# w których "proste” stosowanie dekalogu jest wręcz niemożliwe# Al© właśnie wte­ dy# gdy poszczególne zasady moralne w praktyce kolidują ze sobą#, jest miejsce na pogłębioną refleksję., Do takich rozważań Autorzy chcą zmusić widza i w większości przypadków udaj® im się to. Poszczególne odcinki mają oczywiście różne wady# które poeta* ram się wytknąć w szczegółowych omówieniach. Jednak w sumie bronią się. Broni się również koncepcja całości# która ma tę zaletę# że niejako "dowartościowuje” poszczególne części. Osobno filmy ta zna­ czyłyby - pod każdym względem - znacznie, mniej niż razem wzięte. Ten argument przemawia za akceptacją serialu w -niezmienionej formie# bez'prób wyrzucania słabszych odcinków etc. Ale kompozycyjne znacze­ nie całości wymaga - moim zdaniem * nieco większej konsekwencji od Autorów. Uważam, że poszczególne części powinny zachowywać możliwie Zbliżoną formę opowiadania /np, przeszkadzają mi eksperymenty format* ne w "Dekalogu cztery”/ oraz wykorzystywać we wszystkich odcinkach ' te same stałe chwyty * jedli wolno to tak określić ♦ narracyjne Arak postaci Nieznajomego w "Dekalogu dziesięć”/. Myślą również, że nale­ żałoby zachować większą dyscyplinę czadową. Chociaż wszystkie karty tytułowe mówią o godzinnych scenariuszach# cztery z nich są wyraźnie . dłuższe. Ta uwaga wydaj© się Istotna również ze- względów handlowych, Niewykluczone bowiem# że serial ton mógłby się wcale nieźle sprzeda*. wad, 00 przy nierównych czasach - poszczególnych odcinków może okazać się utrudniono# , I jeszcze jedna# pozornie drobna uwaga, Nie przeceniałbym znajo­ mości, dekalogu wśród odbiorców. W dzieciństwie dość pilnie uczęszcza* łem na^lekcje religli i zawsze wydawało ml.się, że dobrze pamiętam * pomimo wielu lat mojego konsekwentnego atoizmu * jak brzmią poszcze­ gólne przykazania. Jednak podczas lektury miałom pewne kłopoty z ich właściwą numeracją, Dlatego uważam, iż w tytułach odcinków powinna zawierać się treść kolejnych przykazań,.

Strona 46

* 3 *. "DEKALOG MO* - • ą^ ■ ' Meatety# odcinek ten - w moim odczuciu * nie należy da najlepe SByeha Kie mam wprawcie zastrzeżeń do jego dramaturgii, ale wydaj® ml mi## iż Autorzy posolili sobie tutaj na pewne uproszczenia myś­ lowe* Pierwsze przykazanie brzmi# "Me będziesz mat siał bogów cudzych nade mą". Kto netem jest owy® "cudnym bogiem** dla głównego bohatera? Najprostsza odpowiedź - komputer* A przecież wiadomo# te te głupia maszyna# reagująca tylko na dość proste-sygnały* Jej podstawową zale­ ci jest, bardzo szybkie przeszukiwanie danych i ich kombinacji* Ale już ich analiza przebieg® na niskim poziomie# zupełnie nieporówny­ walnym z procesem myślenia* Aby się o tym przekonać# wystarczy np* z-agraĆ $ komputerem w szachy i przyjrzeć się# w jaki sposób "zastana^ia sl#” on nad kolejny® ruchem* Bóg ma zatem marnego przeciwnika#.#* Celowo zacząłem od tek * KpzttCHouoagm uproszczonej interpretacji przesłania tego odcinka# gdyż jestem przekonany# Iż znaczna część widzów odbiorze je w taki sposób# Gorzej# te inne sposoby odczyta­ nia wydają mi-się również niezbyt nośne# Jeśli nawet nie będziemy traktować Boga "konwencjonalnie** czyli jako "sił# sprawczą# rządzącą światem** ozy jako "©wieczny porządek rzeszy**# lecz ujmierny go w kategoriach losu albo Przypadku w opozycji do racjonalistycznego /czytaj# "wszystkowiedzącego**/ pojmowania świa­ ta# to i tąk przeciwstawienie to wypadał® dość mizernie* Ukazana sytuacja nie obnaża wcale —'przynajmniej w moim rozumieniu — małoś— ci człowieka wobec skomplikowania 1 niepoznawalne^®! róczywisteóci"' oraz niemożności pełnego przewidzenia wydarzeń* Jest dla mnie spra­ wą oczywistą# te nasze rozumienie święte 1 jego praw opiera si# na przybliżeniach. W praktycznym stosowaniu tych praw określamy tylko stopień prawdopodobieństwa# które może być bardzo duże# lecz nigdy nie jest pewnością# Me po trafim:? bowiem ustalić wszystkich czynników# które mogą mleć wpływ na przewidywano wydarzenie# gdyż musi libyśmy posiadać nie tylko szybko liczące komputery, ale- również wiedz# ab­ solutną* ■ Paweł ginie# albowiem Krzysztof nie wprowadził do pamięci maszyny wszystkich danych# mogących mieć wpły« na ynamzHśa# grubość lodu* Czy z tego musi wynikać wiara w Los, przeznaczenie czy wreszcie Boga? . Obolałbym być dobrze zrozumiany* Me mam zastrzeżeń te sposobu pokazania reakcji ojca po straci® ukochanego syna* Psychologiczny rysunek postaci został przeprowadzony bez zarzutu# Chodzi ml wyłącz­ nie o rozważania filozoficzne jakie wyłaniają ci#’z tego odcinka* lydaje nil się bowiem# że problemy najemnych relacji Przypadku 1 Ko­ nieczności — przynajmniej w. ramach przedstawionych wydarzeń — można . wyjaśnić w sposób racjonalistyczny, bez konieczności uciekania si#

Strona 47

do metafizyki# Innymi słowy mówiąc, po lekturze /obejrzeniu/ ^lękało** gU jeden’’ Me-w wagm o osy® dyskutował Chwiai#., Ilość uwag,'jaki® zaczyniłem wyżej skłaniałaby raczej da przeciwnego wniosku### Czy jednak Autorom zależało na dyskusji © tym, że właściwi® ni® ma tu .problem, ozy na dyskusji © problemie? Przypuszczam, te jedną' a głównych przyczyn moich wątpliwości jest1 praktyczny brak metafory w tym atufea odcinku. Okazuje się on po prostu ©byt dosłowny, A może wyjściem byłoby finalne ocalenie sy­ na * Melkość Boga nie polegała na tym, że kazał Abrahamowi złożyć pierworodnego w ofierze, lecz na tym, Iż powstrzymał rękę ojca, ozykującą się do ciosu. Dzięki takiemu rozwiązaniu Bóg /Los/ nie okazy­ wałby się równie Hieozuły jak komputer# I'. ■i

Strona 48

•5* - ćy. *D KALOG DWA" ' Przesłani® tego odcinka jest dość podobne w taśmie do przęsła* ' nU części pierwszo.5, Zastanawiałem się nawet, osty nie byłaby sami* we pras stawienie kolejności. Dzięki temu serial zaczynałby się od stopnie lepszego - pod każdym względem - odcinka,.Kłopot polega na . tym* że chociaż treść "Dekalogu jeden" mogłaby nawiązywać * aczkol* wiek- w sposób nieco naciągany * do' treści drugiego przykazania, to przeprowadzenie analogie' nego zabiegu w odwrotnym kierunku /tan# dopasowanie wydarzeń "Dekalogu dwa" do pierwszego przykazania/ wyda* je się niewykonalne* Niemniej podobieństwo przesłań jawi się dość wyraźnie.# X w jed» W®» i w drugim przypadli stajamy wobec niepoznawalnoźel śwista, przy osy® sposób jej ukazania jest w omawianym odcinku znacznie ©ie■ kawezy, Być wie,dzieje- alf tak dlatego* ie Autorzy * słuszniej * nie próbują nawet wyjaśniać, dlaczego Andrzej wyzdrowiał* Skupiają si§ raczej na bsMk postaci Ordynatora i rozpatrują, czy i w jakim ' stopniu lekarz może ostateczni® wyrokować o losie beznadziejnie che* rago, ozy wolno mu zaklinać się na Boga, że pacjent umrze, nawet jeśli od tego zależy życie nienarodzonego dziecka* Mb dowiemy się, czy Ordynator mówił tak zgodni© ze swoim wewnętrznym przekonaniem, ozy kłamał w celu ocalenia płodu* Istotniejsze okazuje się postawie* ni® własnej osoby • chociaż tylko werbalnie i "na chwilę" * Jakby na miejscu Boga* W ten sposób problem niepoznawalnośoi świata czy raczej niemożności odgadnięci® ostatecznych decyzji Boga lub zrzą* dzeń Losu przenosi się £ rejonów filozofii w sferę rozważań morał* nych* Te Zaś wydają się znacznie bardziej nośne.

Strona 49

— 6 * w^m $w» Aj - ■ "Pamiętaj, abyś dzień święty święcił”# Ty® razem nawisanie do treści przykazania wydaj® się cokolwiek mechaniczno. Po prostu cza® a^H wypada w noc wigilijną# co wszakże-m dla jej przebiega niewiel­ kie znaczenie* w pewnym stopniu ów "dzień święty* ćddzlabije ha nas­ trój odcinka# ale nie ponadto# . 1 Przyznam się# że tan scenariusz odebrałem dość obojętnie# Jest tu wprawdzie zawarta i opowieść o samotności# i o umieraniu nasad# i o odpowiedzialności wobec rodziny# Jednym słodem * historia o prze­ mijaniu# która powinna silnie przemawiać swoją nostalgią i beznadzie­ ją ludzkiego losu, niewątpliwie czyni to# ale wołałbym# by oddziały* woła nieco mocniej# Sam ar®sztą^ nadzieję# że obraz 1 muzyka - chyba bardzo istotna tutaj - wydobędą potencjalne możliwości# zawarte w tym tekście# Słowa w dekalogu trzy* znaczą niewiele# co w przypad­ ku scenariusza filmowego może okazać elf pochwałą# Zobaczymy na ekra­ nie### Drów uwagi i - Ba e# 22 /gc. 17/ Janusz mówi# że dzwonił na milicję# ahoć a prze­ biegu wcześniejszych wydarzeń wynika# te nie mógł tego uczynić /kiedy?/# Chyba lepiej byłoby# gdyby telefonowaniem zajęła się jego żona# * Mały chłopiec /s# 39# mu 23/ na Dworcu Centralnym to albo niezbyt potrzebny ozdobnik, albo siało zrozumiała * przynajmniej dla mnie metafora# - +

Strona 50

WKALOG ostekt* _ . Wyraźnie widać w tym odcinku przewrotność Autorów* "Czcij ®jdu swego i matkę swoją" jest prawdą tak oczywistą 1 powszechni® przyj* mowaną, że dyskusja © moralnych problemach# związanych z tym przyka* zanie® wydane Mę bezsensowna* A jednak jest one możliwa i * co wię­ cej * okazuje się bardzo głęboka* trudne i przejmująca* Scenarzyści potrafili stworzyć sytuację# która tylko pozornie dałaby się łatwo rozwiązać* O ile w pełni akceptuję przesłanie* o tyle nie zgadam się # . formą jego zaprezentowania* Zabieg# polegający na przedstawianiu rówżnydh wariantów rzeczywistości* odatajt od realistycznej /z lelek® tylko zabarwionej delikatną metafizyką/ konwencji ukazywania zdarzeń w całym serialu* Go więcej, różno warianty rozwoju akcji nie porodu* ją istotnych zmian w psychologii'głównej boahterki* Me bardzo wiem zatem# asem owa wieloczasowość /a raczej^Melowyobra^enlowość"/ miałaby służyć* Obawiam się natomiast* że przejścia pomiędzy ymr^m^s poszczególnymi wersjami mogą okazać się mało czytelne dla widz# i utrudniać mu tylko percepcję całości* Sądzę, że to samo przesłanie ; da się zawrzeć w "normalnej", chronologicznej opowieści bez użyźnia czegoś w rodzaju filmowego trybu przypuszczającego. Odnoszę ponadto wrażenia# iż "zwyczajna" narracja pozwoliłaby skrócić odcinek do standartowej długości, pięćdziesięciu kilku minut*

Strona 51

♦ 8 -• ^imM npk ■ . - * ' ^. . - - O dziw bierne# fik częste .1 1 jak błahych powodów piąte przy*kajanie * wydajałoby się tak maturalna * bywa łamana* Atuorzy ni® poprzestnją na oczywistym’ stwierdzeniu, te zabijać nie wolno, lecą podejmują problem kary śmierci, kwestię prawa społeczeństwa do defimity- nego usuwania "jednostek, nic rokujących nadziei na skuteczną resocjalizację” /prawdopodobnie śmiej więcej tek- okrągła alę usank* cjonowmte ■ prawem zabijanie/* Hasuwa się te porównani® a niedawno pokazywanym w TT filmem francuskim pt, "Dwaj ludzie s miasta”# W zestawieniu tym Kieślowski 1 Pieciewieś wypadają zdecydowanie lepiej# Francuzi ułatwili sobie zadanie, czyniąc z mordercy człowieka sympatycznego* co osiągnęli* obsadzając w tej roli Albina Delona oraz usprawiedliwiając okoliczność cłami jego czyn. W ten sposób zeszli do poziomu taniego melodramatu i unieś®tliwill jakąkolwiek dyskusję# Autorzy "Dekalogu* nie.imają się takich chwytów# Przeciwnie * wielokrotnie podkreślają, ii Jacek jest niesympatyczny /aczkolwiek pew^n rys -sympatii * daleki wątkowi fotografii siostry - mote się pomimo wszystko pojawić/, a popełniona przezeń ebrednla nie da się usprawiedliwić /ale snowu nie do końca * zasygnalizowana jest przecież kkwsitw kwestia różnic społecznych/* Dzięki prawie zupełnemu "wypraniu* tej opowieści z emocji, dzięki zastosowaniu techniki beznamiętnego opisu, wymowa togo odcinka eta* . je się wręcz wstrząsająca, Wita nie sprzeciwia -się emocjonalnie tem# .te zabito kogoś, kogo lubi /taksówkarz również nie jeat-ayiapatyczny/$ lec# oponuje smwte^tB wewnętrznie przeciwko -zabijaniu cało .-Icka przez człowieka, niezależnie Od racji, jakie kierują mordercą osy katom w majestacie prawa# Drobna uwaga? Scena. 18 /s# 29/ wydają mi się zbędna, Mało Ib* 'MMI* w jaki sposób Jacek wpadł# Natomiast zbieg okolicznośći, by . . mordercę podjeżdżał samochodem zabitego pod jego dom te przesadą#

Strona 52

^w ^^^ W WM ©domclu 3««l $> najlepszy ©Malmie całego cyklu* Wycho* to<© ad oklepanego ^ie cudzołóż”, Autorzy inują pełną nastroju, kamoralną ©ptoiećć © «OM©1# $&mM'^^ niemo fetoćci porożwnienia «ię« Klimat tej prostej Materii Jest bardzo delikatny#, ©bolałoby Mf powiedzieć * zwiewny. Mamy tu melodramat# ale © jak najlepszym wydaniu, Ozyż gros®tą można w inny upeeób opowiedzieć © miłości? .Mówiąc o najbardziej intymnych uczuciach , łatwo pepaid w Meto Kład* lewkiem i Meslewiożowl ulał® ai$ tego milknąć* 3 wielkim -żalom jnu«f przypomnieć» to i ten odcinek powinien feleć nie więcej niż 10 minut, Szkoda# to nie wiadomo# co wyciąć,.*

Strona 53

WMOG ■SIEDEM’* • Znewu. lutowy zachorują się przewrotni© /w dobrym znaczeniu tego ełow©/* Bezpośrednie* Mhn by OB# Oe$B©wt nawiązanie W przykazania. to ©powieść © kradzleiy własnej córki* Ale zasadniczy drami przebiega znowu w afera© uczuś* Cny moina ukraść »lłDŚ4 4© dai«©k© #M| MłeO $eioka? te aaledwie punkt wyS^aia# Punkt dojś­ cia jest, anaesnie baraniej skomplikowany i ras jesrosa #Mto# jak eawikłane mogą byś mię i#ludekie roluje omo©jonalm> jak trudne* ** węo« nieai©41iwe porozumienie pomiędzy mfW44ezymit jak zagubieni i- URI*## je* taśmy • WBfB# 1 każdy % osobna#

Strona 54

* 11 » ■ WW£G OSW* Odcinek ty# należy * moim zdanie® - d^ełabenych ozpśoi cyklu®- ■ Prgedo wwótkl jego akcja'rozgrywa etę głównie w zlewach# ©0 wprae* dale koresponduje * treścią ósmego przykazania# ale w odbiera® jogi dość nużące* Lala ©kupa©# znam tylko a•preekraów# niemniej lacho* wanie Zofii - po wyjaśnieniu istoty sprawy * wydaja cl siy odsypiało i zrozumiałe* Kle neguję ©esy iście faktu# Iż kobieta ta stanęła w pewnym memencie owojogo życie prawd -poważnym wyborem moralnym* ale ront rządni & tego problemu po latach ule przekonuje *• Mam wraże­ nie, śe tego o&^ju Bytujeje naw a a literatura i film przerabiały wie i ©krotni o* noanadania Autorów/l aetwoj Zofii/ nie wnoszą tutaj niczego nowego# Istnieją oczywliei® problemy wis®realne * to nieb przeciek odwołują sl# Scenarzyści a wały® serialu * kiera.naloty po prostu przypominać# ale nawet wówezas pożądane jest jakieś nowe* , nieco inne niż dotychczasowe spojrzenie ozy choćby nietypowe nusta* Meni®M sytuacji*'W innych odcinkach Autorom udawało elf albo raka* sad na inny aspekt odwiecznego problemu, albo przynajmniej stworzyć nastrój* Cherlam się# te w bym przypadku tych elementów zabrakł®* Zastanawia® się, czy moje spojrzenie na ten oócinek nie wynika pewnej różniry pokoleniowej, z tego# że byłem wychowywany ha pewno w innym ówiecie niż Zofia i chyba nieco innym niż Kieślowski, i Me* tódtoś eiewicz* .W moim świeci® zabrakło wielu wtośol# otyły się om mniej oczywiste#'nie tuk jednoznaczne* Być moi® dlatego lepiej odbiera® te części serialu# które mówią o pustce# o niemożności po* rozumienia się# o braku wartości właśnie* Metemiast gdy mowa o tym, że mogą one istnieć niezależnie od okoliczności* włącza elf we mnie jakiś sygnał •ostrzegawczy. Sygnał ozoou, w jaki.® przyszło mi żyć?

Strona 55

*M - W^lM ■ * MW kolejnych przekazań ton serialu staje alg coraz lżejszy# Tak jednak skonstruowany wstał dekalog,, w którym na początku znaj* MM M# problemy boskie, a dopiero,patem sprawy lu&Me w tut 4mM pierw aa®adnlowt zań dopiero na końcu najbardziej przyzie ne# MM* >M serlałp do»tooowaXl alf w zmianach ataoofery do układu MiMM* ciu pr syknął, . . Dziewiąty odolnek M opowiada 0 zdradzie młyńskiej, ale * jak MM& Mf Wyło spodzie wadi * jest "to zdrada szczególna, niejako wymu— osom prasa Molowe# Bohaterowi* film kochają alf, ale przez kaprys M# ^e^l^krwH natury nie nogą .byś rasem w sensie fizyczny#^ . Dalszy ciąg’ wydarzeń steruje niwo w komediowym kierunku* Mola® by WMM dosimklwad się pewnych podobieństw * francuską- komedią bulwa* rosą# Ma MMMMMI to wszakie* ^by M ttetzoaę bardziej przyziemna problemy były dla człowieka ©niej istotne* Dla widm ©prawy ©odsiew* , n® * władnie przez swoją potocznoid ♦ mogą okazać ale nawet ważniejoso, bo częściej ©potykane w codziennym tyciu od problemów absolutu# Od lżejszego tanu tego odcinka odętaję nieco zakończenie# WpraW Ml# próba samobójstwa logiczni®'wynika a przebiegu wydarzeń i w su­ mie kończy <M| happy-andem, Ml wprowadź® w finale akćcnt zbvt po­ ważny, MM dr^^tyamy* Kłóci sit Ml * W moi© odczuciu * z aMMM . _far< ^Dekalogu dzielą ■-# His wyklucza® wezaki® MMllwośaltiż ^M* ni® odebrałem nastrój togo odcinka# Mc jednak na to nie poradzę# Ukazano tutaj problemy mułlsuakie * bardzo poważno dln aaiatercso- ' wanych - oglądano 4 Wen wubudsają przynajmniej uśmiech* la takiej seeadzle ^dwoistości oglądu” Opierają #1$ aregrtą wsystkio włalolide i jedla# PreypucBosamt że podobnie jak ja mele śareago.wąó gnaoBna ca^id widowni* Hat MMMM MMMMI powtó-. gyó uwagę • długości odcinka* Liczy on M O 'stron#

Strona 56

*13 * •pŚi&W DZI-4X^«. . ^T* . Ostatni odcinak ♦ podobnie Jak poprzedni - aa bardzftij rosryw* kosy charakter, sterująć w niektórych momentach jaż naw® I nie « Bi®*runku knaediii, -ale wręcz groteski* TuXI także * tak Jak w wielu' Innych odcinkach > Istotną rolę dramaturgiasną odgrywa przewrotce S sądzeniu losu* Z snom problemy bohater#?? co Innego znaczą dla nich samych, a co Innego dla widzów, Dla tych pierwszych są zdecydo­ wanie d . • , -dla odbiorców - raczej ucleszne, 7Ólę Jednak# Sc wtlWH '"Dekalogu. dciealy.P* nie polega tylko * a nawet nie przed® wszystkim - na sprawnym opowiedzeniu ciekawej historyjki* Ten pozornie rozrywkowy bdcisek dotyką bardzo letotnago problemu ęo«suklw&nia'sensu życia#, Wynik tych rozmiń ok-'Buje się niewesoły# Sens <5w bohaterowi® odnajdują w wycofaniu się * ood«len* nnej» Bcyosajnej egzystencji* w zupełnym po^iyoenlu się wybranej* niepotrzebnej ♦ obicie tykała *«oo biorą® - dziedzinie* wbrew JHMHMW ludzi takich - uciekających * rtSżnych przyczyn od nimsy^isśośel * jest widu. Oosywl/oie rzadko hobby prgajmje tuk skrajną formę jak w opiec cym przypadku# Może zjesz tą sensowniej byłoby mówić o pasji* Z Raźnego dojttadosonia wiem# 1? moja osobista pasjo /fotografia/ przyorynlła alf wprawdzie do .rozwodu, -ule też pozwoliła tai piętrzy* ma4 psychicznie wielo ludnych chwil # życiu* Prawdopodobnie dlatago. pn; . . .„nie leg© odcinka odbieram * jak jut wspoisllałeai •* dodd głęboko* Zae tanami aa się smaM®, czy większość widowni nie uatrgy* me elę na "rozrywkowyra" poziomie odbioru* ?o tylu pochwałach ausMę sgłoald kilka'zeo^rwoże^* Obawiam sl$f -Że huitarla z wraicm^mn nerki nie współgra * peletonie jak próba samebajst^ ?? cspóbi poprzedniej * a nastrojem odcinka* Wydaja sal się ponadto* M jedli tutorzy decydują elf na sto zdradzenie tak s-ieK .szczegółów wło&nla^ fakty Ie pesinny Raowoeowad ©syrad- wlęoej niż tylko K#śjęcwy#i podejrzeniami b ad wobec siebie# Ziaję sobie oczywlśele spraw# że intryga kryMnaln® jest tutaj tyHB a^mulatewa ' ^&sta#e niemniej widz może mieć uzasadnione pretensje o brak, rozwią­ zania zagadki.* , ' Wicpokoi sile również brak postna! Nieznajomego w ty® odcinku*’ Sądsę wszakże* Iż jest to niedoróbka, która, może zostać bez żadnego kłopotu naprawione w scenopisie* Kle widkf bowiem żadnego uzasadnie­ nia dla odstępowania od konsekwentni® stosowwgo dotyahaza® zabiegu* I na zakończenie raz jeszcze uwa&ró długoóoi odcinka* riadonm jaka,** X"^ •wnlesaki przyjąć /niektóre odcinki • poprawkami * scenopisie/*

1 / 56