ATKK-AT-SZKR-001

Opis

Maszynopis z adaptacją teatralną tekstu Stefana Zweiga "Szach królowi" do teatru telewizji Krzysztofa Kieślowskiego "Szach królowi" (1972). Dokument ma postać scenariusza dialogowego, z ponumerowanymi scenami oraz opisami miejsc akcji (m.in. pokład statku, salon, korytarze, hotel "Metropol", cela). Rozpisano kwestie głównych postaci (m.in. Doktor B., Narrator, Centovic) oraz szczegółowe didaskalia: ruch sceniczny, sposób mówienia, zmiany planów, retrospekcje. Maszynopis stanowi roboczą podstawę realizacji spektaklu telewizyjnego.

Data
1970
Rodzaj dokumentacji
A - dokumentacja aktowa
Kategoria
teatr telewizji
Nazwa serii
Szach królowi
Technika
maszynopis
Język
polski
Reżyseria
Krzysztof Kieślowski

Strona 1

Scena M o n c d r a m Stefan Zweig S Z A O H KRÓLOWI /Na motywach ”Nnweli szachowej”/ Przekład: Izabella C z e r ma k o w a Scenariusz telewizyjny: Kamilla Warszawa, 1970 Klein

Strona 2

Steaa 1 /Mblietsk * wzgl^tale salsa aa statku .* paaaterskt irzy steliku grupka w azaeky: Dr.B i CeateHeeul. B.patrzy z a^iezyza klbleująeyeb * grają ? * błasi skeezka Ceatewea. Mięty te a febi aapl^elea aa ** jąeegeu Vzy ia./ * ą met, B. reaguje l* aatyek aatxxXx Dr. B: - Tak. Załatwieae. /Ceatewie wpatruje slą * szaebeuaisg.B. patrzy .** wysuwają tesla * pewelay ru«h a * Cea * zrzuta figury * * biza a y «/ e Dr. Bs • geszaze jetaą partią? Ceeteri : * - kbzywttstuz Ureazą. j JKarratar: - N4e«k * pa tege ale r bl. * Te za tuty wysiłek <xa paaa. Dr.B: • Wysiłek? Dziesięć partii aógłbys rezegrać peiezas tege .* aaratzeel przy * ty * -da. te Jetyay wysiłek ile asie te ale zasaąÓ * aMkirtugux |ES K* « lwto /Ceateriez systeaatyezale rezstawla figury aa swejej pełewie * szaebewai •>/ Se a * 2. /Dr. B i aarrater aa pekłaizie statku. Praeekaizają alg rezaauiająe/ * Gzy pa* wie, że ałety ezłewlek z który* aa psa uisszatsa spetka^ sig przy azaebeualsy te aiatrz twista. Dr. Bi • Bistra? Harrater: kiu V jakiej iziet lais?

Strona 3

• T« Mirkę Geateriez, scMseja estetaiege sezeau, zewy eistrz świata * aza*baeh. Dr. B: • Cafeterie? Nlgty ale słyszała# tęga Basulaka. rrater * Wiele #1$ e aia eówl eatataie. Te elezwykłu kariera. Ciekawe Jest ale tyle tyłki te, te Ceatefie ataaął w ciągu raka a Weka aajwiększyek szaekawyek jJoaJ eta w ta lek jak X<xa śljaekia, Capablaea, Łasker - ale te przetewszyst* kia - jak te pasu pcwieiziet • te jaga ztelaeśel lateiektualac ale zepcwlatały tellkataie aówjąe taki & kariery ixxxM Dr.B: Delikatnie mówiąc? Marrater: Wiata*- e ale że jest syasa bici saga jak mysz keśeielaa szypra zaut Dwa* ją. Był tępy* 1 lealwye ekłepakiee 1' przypał lew zupełale e« kryłO w ale * leśny kła zielaeśek szackei^^aiejscrwy -^—._ Jta-^*it£3£rfcr7>»?7m xle Pa upływie półrecza 15 • latał Xfxkx Ceate- epsae ał wszystkie arkasa teskałki szaekewej. W 17 reku życia uzys­ kał już szereg aagrót, w eeieaaastya ziębyał wietrzestwe Wigier, wreszeie niespełna twutziesteleai - pt tytuł mistrza twista. / feł^eie ustawiająeege figury aa szaekewaicy Ceateriea. Jest te iślazy ciąg seczy 1. Dźwięk eff/ /Pewrót w aferezie te seeay 2. / Tak się wige stałe, że te galerii mistrzów szaekewyek, jeiaeezącyek w swe* lek szeregaek rezealte typy iatelektuałapek uzi ols lek - matematyków, file- zefów, pisarzy x , lutz! peskaSejąeyek aiezwykły tar kalkulacji i czyste twórezyck wtargaął pa raz pierwszy kteł bartze kaleki et świata tueka • ciężki, ale kulejący się wysławił ctóe-p^k-*^^ właściwie pół-iebil.

Strona 4

9 - 3 - 0< czasu zwycięstwa w światowy# turaieju uważał się za aaJważalejszege świaieaeść \że pablł tyci aąłrych, wykształee- łysk luizl aa lak własayMKpelu przeebraziły jege peprzetaią aleśaiałaść w zlgaą i prestaeka skazywaa)^ iuaę • /Gaataaia keńczy ustawiacie figur aa szat;ewaley. Dekter keńczy taż ustawiać aweje . Da. łźwlęku aff. / Czy ale jest i akelala łatwa uważać się za wieli-lega ezłewieka, skera si ale aa pojęcia , że żył kleiyś aa świetle Teabraał, Beatkarea, Deate, azy Napełsea? Tez chłepak w a* la zakutym aśsgu wie tytka jęła#: że eł lesisty sile przegrał w szachy aai jednej partii^- a al^ aa prze­ wielu cież papcia że aa as aaazya glebie prócz szachów istwieją jeszcze jakieś px^ga±c laae wartaśel - aa wszelkie cwały aby być sabą j^aekwy- eeay. DR. B: - Giybya wiał ział a tya aa psa aówl.... giykya mógł przypuszczać algły ale r yszłeby al łe głewy żeby yx grać z aia w szachy. Ale wie paa.... klęły zebaezyłaa sz^chewaleę.......... keakretae figury..... Narrator: - Paa łuża grywał? Dr.B: ~ * ......... figury, które aeżaa postawić aa lała alba ezarae pala, które aają swój kształt ale aegłea ale ckec'ieć, ale regłea ale ekecleć spró- bewaĆ... Narrater: - Paa łuża grywał? Dr. B. - N> «raie» eł glaaazj«layeh ezaaów. Dwadzieścia lat ale tkaąłea szaekewej figury.

Strona 5

Narrator: - Z waszej ressawy, którą słyszałem wyglądała su te .......... pan mówił tak jakby zajmował się psa szachami ad tawna. Dr*0: * Bajmewaó się sz akami... maina pewiedzieó, ze zajmowałom się siwi sia* rn* w z*. małe ^/^le i z ale się te w wyjątkowych okolic; maściach* 1* Juh^o ot^'^ Narrator. trecie nut p^d , hiAr^Ą ij-^i ac^-e. | • jaka wiedeńczyk imam śwlatałe/aaźwlska padskej rodzimy. Te ***** rolka spotykano nazwisko • w w wieialu przed woją>*p słyszała się a je częste* Póiniej zresztą/takie • jut w innych okolicznościach. Dr. 1: • Te skomplikowana histeria - i mój w miej u# lał * mętna powiedzieć ,xdł * * trąbmy przyczynek do dziejów naszej opoki.•• Scena 5 /•ale* ja* w neonie 1. Cestewie prasymyjamie ustawia swejego króle • figara jest gotowa. Dr. 3 robi pierwszy ruch - posuwając króle*, agiego plena e iwa pele. Celtowie wpatruje się w saaahewaleę umyólaie przedłużając czas ie namysłu. Sceaa 4 /pekłai jak w seeaia 2 • Dr.3 i Karrater / Dr.8: • ale starałem się • rezgłes dla kancelarii aiwekaeklej, którą yrewaizi^ ix* k* łem. M<e przyjmowaliśmy spraw raztrząsamyeh w gazetach i z zasady unikaliśmy rezgłesu.

Strona 6

- 1 SOO** 1 /Biblioteka wzglętaio sale* aa statku pasażerski*. Przy steliku krupka mężezyza kibicujących grającym w szachy: Dr.B i Coatovieowi, B.patrzy z aapięeiem aa trzymająeegow w tłoal skaazka Coatowiea. Klaty ta* robi ruch, B« raaguje aatyehmiastgx^x tamą./ Dr. B: - Tak. Załatwim, /Ceatowie wpatruje się w szaehowaieę.B. patrzy wyzawająoo. Cea- torie pewelay* rusko* zrzuca figury z szaehowaiey./ Dr. Bi - Jeszcze jetaą partię? Ceatorie: - frtzywtfwtwz Proszę. Narrator: - N^eek paa togo aio robi. Te za tuży wysiłek tla paaa. Dr.B: • Wysiłek? Dziesięć partii mógłby* rozegrać potezas togo marutzoaia. przy ty* tempie. Jotyay wyŁlłok tla *aio to aio zasaąć Keł0Ze*T^Cgex*ont4»C*V0. /CeateTioz systo*atyozaio rozstawia figury aa wwojoj połowie szachował•y/ Seeaa 2. /Dr. B i aarrator aa pokłatzie statku. Przechatzają się rozmawiając/ Narrator: • Czy paa wie, że młoty człowiek z którym ma paa wieczorom spotkać się przy szaehowaiey to mistrz świata. Dr. Bt - Mistrz? Narrator: t±« V jakiej tzietziaio?

Strona 7

- 2 - - To Mirka CoatoTioz, seasaeja ostataiego sezoau, mowy mistrz świata w szachach. Dr. B: - Cafeterie? Nigiy aia słyszałem togo aazwiska. Narrator: - Wiała się a aia mówi astataia. Te aiezwykła kariera. Ciekawe jest aie tyle tyikw te, że Ceatorio staaął w ciągu ręka u teku aajwiększyoh szachowych sła w taki et jak t|xi Alje akia, Capablaoa, Lasker - ale te przeiowszystkia - jak te pasu powioizioć - że jege ziolaośei iatelektualae aie zapowiaiały iolikataio mówiąc takiH kariery. BrrzBi Dr.B: - Delikataie aówiąe? Narrater: - Wiaiome e aia że jest syaea bieiaego jak mysz kościelaa szypra zaai Duas ju# Był tępym i leaiwya chłopakiem i przypaikiom zupełaie oikrył w aia aiozwykle ziolaośei szachowe Miejscowy proboszcz, u którege wychowy­ wał stę Mirko po śmierci ojca, po upływie półrocza 15 - lotai Xfxkx Ceato* rie opaaowł wszystkie arkaaa teokaiki szachowej. W 1? roku życia uzys­ kał już szereg aagrói, w osiemaastym ziobymł Mistrzostwo Wągier, wreszcie aiespełaa iwuiziestolteai - ji tytuł Mistrza świata. / zijęcie ustawiającego figury aa szaehawaiey Ceatowioa. Jest to ialszy ciąg soeay 1. Dźwięk off/ /Powrót w obrazie to soeay 2. / Tak się więc stało, że io galerii aistrzów szachowych, joiaoczących w swo­ ich szeregach rozaaite typy iatelektualapoh uzielaiei - matematyków, filo­ zofów, pilarzy w , luizi postałająeyeh aiezwykły iar kalkulacji i często twórczych wtargaął po raz pierwszy ktoś barizo ialeki ot świata iueha ciężki, aie umiejący się wysłowić chłopak wiejski, właściwie pół-iebil.

Strona 8

Oi czasu zwycięstwa w światowym turaieju uważał się za aajważalejszege •ziawieka aa światła, a świaiemeść ayah lutzi aa że pebił tyek mąiryek, wykształce- lak własaya palu przeebraziły jege peprzeiaią aieśmiałeść w zi#aą i prestaeke akazywaaą i urnę, /Ceataria kańazy ustawiaaie figur aa szaehewaiey. Dekter kańazy taż ustawiać sweje . De. iźwięku eff. / Czy ale jest iiabelaie łatwe uważać się za wielkiege ezłewieka, skere sl< aie aa pejęeia , że żył kieiyś aa świetle Rembraai, Beetkcrea, Daate, azy Nąpełeea? Tea ekłepak w swoim zakutym mózgu wie tyłka jeiae: że ci wielu niesięey aie przegrał w szaeky aai jeiaej partii - a aie ma prze­ cież pejęcia że aa aa aaszym glekie prócz szaeków istaieją ^98 Zł Z 9 jakieś px$ęatx iaae warteśći - ma wszelkie peweiy aby być sebą zaehwy- • eay. DR. B: • Giybym wiciział a tym aa paa mówi.... giybym mógł przypuszczać aigiy aie przy szłaby mi te głewy żeby pz grać z aim w szaeky. Ale wie paa.... klaty zahaczyłam szaekewaieę..... keakretae figury.......... Narrater; - Paa iuże grywał? Dr.B: - f ..... figury, które meżaa pestawić aa białe alba ezarae pala, które w®j^ 8Wój kształt aie magiem aie ekecaleć, ale maiłem aie ckeciać spróbewać... Narrater: - Paa tuta grywał? Dr. B. - H> «r.ł„ .« ^..azjal.y.k .z„6w, d,M»1U.U lat .1. tknł„ SI..M^ wej figury.

Strona 9

Narrater: - Z waszej rezmewy, którą słyszałem wyglądał# aa ta .,.,, paa aówił tak jakby zajmewał się aa* szatkami ei iawna. Dr.B: - Zajmewać się szatkami... mężna pewieizieć, że zajmowałeś* się aiai aiemała. Ale iziałe się te w wyjątkewyek ekeliezaeśeiaek. Sm Narrater: - Jake wieieńezyk zmam świataie aazwiska fańskiej reiziay. Te latka: rzaike spetykaae aazwiska - a w Wieiaiu przei weją ap słyszała się Wje częste. Później zresztą także - już w ianyek ekeliezaeśeiaek. Dr. B: - Te skemflikwwaaa Misteria - i mój w aiej uiział - mężna pewieizieć,x*w ta irebay przyezyaek ie dziejów aaszej epeki... Seeaa J /salsa jak w seenie 1. Ceaterie preeyzyjaaie ustawia swojege króla - figura jest getewa. Dr. B rebi pierwszy ruek - pesuwająe królew- skiege pieaa e iwa pala. Ceaterie fpatruje się w szaekewaitę umyślale przeiłużająe ezas ie aamysłu. Seeaa 4 /pekłai jak w seeaia 2 • Dr.B i Narrater / Dr.B: - aie starałem się e rezgłes ila kaatelarii aiwekaekiej, którą prewaiziłe tam ta łam. Nie przyjmowaliśmy spraw reztrząsaayek w gazetaek i z zasaiy uaikaliśmy rezgłesu.

Strona 10

4 •- Doktor c.d, - I Ale nożna powiedzieć, że szachami zajmowałem ®ie niemało? A działo się to w/wyjątkowych okolicznościach. To dosyć, skomplikowana historia., ot, drobny przyczynek do dziejów naszej epoki. Je/śli ma pan pół godzinki czasu i cier­ pliwość. .., o c eta 3 /Salon jak w/scenie 1, szachownica jest gotowa. Centrovic precyzyjnie ^stawia swego króla. Doktor S robi szybko . ■uch./. Doktor B: Jako wiedeńczyk, pam nazwisko mojej Nie przypuszczam jednak,/aby słyszał pan wiele o kanoelarii adwokackiej, którą prowadziłem, gdyż nie przyjmo™ waliśmy/ spraw rozsirząsanych w gazetach i z ^Ograniczaliśmy się głó unikaliśmy szystkim do zarządzania Kiedy w Niemczech Hitler doszedł do władzy i zaczął swe rabunkowe wypady, przez nasze ręce przechodziły różne zagraniczne układy i .transakcje., Niepokaznośę naszej kancelarii - j-ak też nasza ostroż­ ność chroniły początkowo od niepowołanych poszukiwać. Jednakże narodowi socjaliści. W każdym urzędzie, w każdym przedsiębiorstwie, na wszystkich szczeblach, az po samą górę, aż po prywatne pokoje Dollf usa ,1 S^ue^hnrg ulpkowali swoich szpiegów. Nawet w naszej pozoroznej kancelarii mieli swojego człowieka.

Strona 11

Doktor B.c.d. «'X'K)MrU«)kM|.?74)e - '.SM0l*.^MKaM«Mai Niestety za późno się o tym dowiedziałem. Doprawia nasz koncypista obsługiwał tylko telefon i porządkował akta, oczywiście te zupełnie obojętne i niewątpliwe.Poczty nie wolno mu było otwierać, ważne listy pisałem sam- Ale później, w więzieniu, przypomniałem sobie, że jego początkowo niedbałość w pracy, przemieniła się w ostat­ nich miesiącach w nagłą gorliwość. Ile pieczołowitej uwagi poświęciło mi od dawna Gestapo dowiodła mi nad^r namacalne okoliczności, że jeszcze tego samego wieczoru, i na dzień przed wkroczeniem który ustąpił Schuschnigg Hitlera do Wiednia byłem już aresztowany przez essesowców. Na szczęście udało mi się jeszcze spalić najważniejsze papiery. Przypuszcza-.pan zapewne, że zaczną teraz panu mówić o obozie koncentracyjnym, poniżeniu, mękach i torturach, jakich tam doznałem. Ale nic podobnego nie zaszło. Pod pozorem wyróżnienia umieszczono mnie w hotelu ketropol, będącym równocześnie główną kwaterą gestapo. Każdy więzień otrzymał tam osobny pokój. Scena 5 /Pokój w hotelu Metropol. W pokoju łóżko, krzesło, miednica, zakratowane okno. Poza tym ani jednego przedmiotu, żadnych rekwizytowy/ Doktor B; — Własny pokój w hotelu, czyż nie brzmi to nader humani­ tarnie? Ale jeżeli nas nie wtrącono d° dwudziestu do jednego lodowato zimnego, pokoju, lecz lokowano po ^j^M* nieźle ogrzanych i oddzielnych pokojach hotelowych,to

Strona 12

nie stosowano tu banyjmniej me raczej bardziej wyrafinowaną! Albowiem presja, którą chciano wydobyć z nas pożądane wiadomości, mima fun— kcjonowacw znacznie subtelniejszy sposob niz 21 poiiocą brutalnego bicia i tortur. N, pierwszy rzut ora powoj9 który mi przydzielono, wyglądał wcale przyjemnie- Ale drzwi były dzień i noc zamknięte, na stule nie wolno było położyć ani książlS., ani gazety, ani kar km papieru, ani ołówka, okno wychodziło na nagi ślepy mum Scena 6 /Przebitka na grę - Centowic robi ruch - Pokro natychmiast odpowiada. S c e n a 7 /pokład jak w scenie 2. / oadotor_ E_g Odebrano mi wszystkie przedmioty; zegarek, żebym zapomniał o czasie, ołówek, abym nie mógł niczego napisań, scyzoryk, abym nie otworzył sobie żył. Wzbroniono ni nawet palenia, oprócz strażnika; któremu nie wolno się było odezwać, ani odpo^ziedz...©' no pytanie, nie widziałem ludzkiej twarzy, nie sły­ szałem ludzkiego głosu, oczy, uszy, wszystkie zmysły od rana do nocy, nie otrzymywały najmniejszego poka byłedf sam ze sobą i z tymi czterema czy pięcioma przedmiotami...„stół,łómko,okno/miednica >

Strona 13

Nie było nic.do roboty, nic do usłyszenia, nic do zobaczenia, nieprzerwanie trwała całkowito, wyzuta z przestrzeni i czasu pustka. Chodziłem tam i z powrotem, tam i z powrotem, a wraz ze mną chodziły moje myśli, tam i z powrotem, wciąż na now^.Ale nawet myśli, zdawałoby się pozbawione substancji, potrzebują jakiegoś oparcia, inaczej zaczynają wirować i krążyć niedorzenie wokśł własnej osi. I one nie wytrzymują próżni, Id rana do wieczora czekałem na coś, a nie zdarzało się nic. Czekałem wciąż na nowo', czekałem i mysiałem,myślałem że pękały mi z bólu skronie. Nie zdarzało się nic. Byłem sam. Sam. Sam. Potem nareszcie zaczęły się przesłuchiwania- Wywoły­ wano nagle i człowiek'nie wiedział, czy to noc, czy dzień. scena 8 /Korytarz, pokój przesłuchali, poczekalnia, korytarz. Przebitki na zasadzie retrospekcji/. off Doktor B: - Wywoływano, prowadzono przez kilka korytarzy?nie wiadomo dokąd. Potem okazało się, ś nie wiadomo gdzie i raptem stał człowiek przed stołem, za którym siedziało kilku umundorcwanych ludzi. Najgorsze przy przesłuchaniach było dla mnie to, że nie mogłem odgadną-i ani obliczyć, co gestapowcy rzeczywiście wiedzieli o sprawach prowadzonych w mojej kancelarii, a co chcieli dopiero ze mnie wydobyć..,

Strona 14

6zy znaleźli jakieś dokumenty?' Co. zdradził nasz kance­ lista? Ponieważ nigdy nie mogłem się zorientować, co i ile już wyśledzili, każda „odpowiedź stawała., się ryzykiem, Ale przesłuchanie nie. było jeszcze rzeczą najgorszą. Najgorszy był powrót do mojej próżni. B6 ledwie znalazłem się sam, usiłowałem zrekóntruować to, co trzeba było mądrzej powiedzieć, a co powinienem powiedzieć następnym razem. Zastanawiałem się, roztrząsałem, i kontrolowałem każde słowo, rekapitulowałem każde pytanie, jakie mi. stawiani, każdą moją Odpowiedź. Myśli puszczone w ruch' nie przestawały obracać się w głowie. A dokoła zawsze tylko stół, szafa, łozko, tapeta, okno, nic, co mogłoby odwrócić myśl, ani książki, ani gazety, ani cudzej twarzy, ani ołówka, by coś zanotować,, ani zapałki, by się nią -pobawić: nic, nic, nieć Chcąc się czymś zająć próbowałem recytować i rekonstru­ ować wszystko, czego uczyłem się, kiedyś napamięć; hymn narodowy i naiwne rymy dzieciństwa,gimnazjalnego Homera jo paragrafy kodeksu cywilnego. Potem próbowałem rachować, ale w tej próżni pamięć moja nie miała siły. Nie .mogłem się skoncentrować. Poprzez wszystka przebijała i wybuchała zawsze ta sama myśl: co oni wiedzą? Ten stan trwał cztery miesiące. Po drobnych cznakacn zauważyłem, że -w mózgu moim zaczyna się jakiś nieład. Jąkałem się przy formułowaniu najprostszego zdania. Czułem, że tracę siły, że w' końcu wszystko powiem. .

Strona 15

Doktor P. $.&<>;: I oto- w tej ostatecznej potrzebie zdarzyło się coś nieprzewidzianego, coś, co niosło ratunek przynajmniej na pewien czas. Był koniec lipca, mroczny deszczowy dzieli. Pamiętam dokładnie, dlatego, że deszcz bębnił o szyby korytarza, którym prowadzono mnie na kolejne przesłuchanie, S • /Przedpokój izby śledczej, Na ścianie wisi kalendarz, W kącie wieszak, na nim kilka niemieckich płaszczy wojskowych/. e n a 10 /Salon jak w scenie 1. Centovic zastanawia się.Pokrn B, bębni palcami po stole, Gentovic patrzy na niego i powoli robi iuch. .P, odpowiada natychmiast i bębni dalej palcami,/ /Przedpokój izby sieczej, V/ kącie wieszak, za nim kilka niemieckich płaszczy,Głos Doktora B.off/. /O Doktor B: W przedpokoju izby śledczej musiałem czekaó: t« czekanie było również metodą, a tego dnia, w czwartek 27 lipca trwała szczególnie długo. Kazano mi czekać w przedpokoje na stojąco, aż do omdlenia nóg, Nie bez powodu pamiętam dokładnie także datę, w przedpokoju na ścianie kalendarz:

Strona 16

* 1W - doktor B. c.d.: nie potrafię panu przedstawić jak w tym... moim głodzie czegoś napisanego, gapiłem się i gapiłam na te słowa: 27 lipca, ozwartek. "Obserwowałem każdy fałd na wiszący o wojskowych płaszczach,, zauważyła na przykład kroplę, która zwisała z jednego z mokrych kołnierzy i choć wyda się to. panu śmieszne, czekałem ze zgoła niedorzeóz nym wzburzeniem, czy ta kropla spłynie w kbhcu wzdłuż fałdu. I nagle mój wzrok zahaczył o coś. Odkryłem, że boczna kieszeń jednego płaszcza trochę odstąje. Patrzyłem dokładnie i po prostokątnym kształcie tego wybrzuszenia zdawało mi się, że poznaję co ukrywa ta kieszeń - książka. Zdarzały pode mną kolana: les i^zicci © Scena 12 /Pokład jak w scenie 2.B.c.opowiadania doktora B./ doktor B: - v Prawie, bezwiednie posuwałem się coraz bliżej. Na szczęście strażnik nie zważał na .moje dziwne zacho­ wanie, może też wydawało mu się naturalne, że człowiek po długim staniu che trochę oprzeć.się o-scianę. I nagle, juk wystrzał przeszyła mnie mysi, Bkradmj tą książkę. Myślą ta ledwie mnie ogarnęła podziałała na mnie jak trucizna: poczułem szum w uszach, serce zaczęło mi walić, ręce zrobiły się lodowate i nie­ posłuszne mej wo.li -i am na chwilę’ me spuszczając z oczu strażnika zacząłem wypychać książkę z"kieszeni coraz wyżej.

Strona 17

doktor ,Bq o- d k potem pochwyciłem ją, jeden lekki ostrożny ruch i nagle miałem W ręku małą, niezbyt grubą książeczkę Za pledami wsunąłem- ją pod pasek ed spodni, a stamtąd przesunąłem stopniowo na biodra, aby podczas chodzenia nie móc przytrzymywać ją ręką. •dsunąłem się od wieszaka o krok, dwa, trzy. Udało się, książka nie wypadała. Można było chodzić. Przesłuchanie na szczęście było krótkie, ale wyma- gało <de mnie' więcej niż zazwyczaj wysiłku, gdyż odpowiadając na pytania całą siłę koncentrowałem nie na zeznaniach, a na tym, by niepostrzeżenie trzymać książkę. Potem już bez szwanku doniosłem ją do mojego pokoju.

Strona 18

Hektor B: Teraz przypuszcza pan zapewne, że natychmiast złapałem książkę, obejrzałem i zacząłem czytac. Nic podobnego i Wpierw chciałem rozkoszować; się przedsmakiem, nacieszyć się tym,że miałem przy sobie coś dc czytania, wymarzyć sofcie, jakiego rodzaju powinna hyc ta ukradziona książka! przede wszystkim gęsta zadrukowana, powinna zawierać wiele, wieie liter, wiele cienkich kartem, ah^m mo^ł jak najdłużej ją czytać. Potem życzyłem sobie, aby to było dzieło, które wytężałoby umysł, nic płaskiego, nic lekkie­ go, ale coś, czego mężna by się nauczyć...nauczyć na pamięć ...wiersze, albo najlepiej, cóż za zuchwale marze­ nie Goethe albo Homer! Ale w końcu nie mogłem juz dłużej powstrzymać mojej ciekawości... /Pizebitka - pokój w hotelu.Przewracane kartki. Najazd kamery na stronę tytułową książki; ’’Sto pięćdziesiąt mistrzowskich partii szachowych'*./ Doktor B? Gdybymnie był poci kluczem, gdybym nie był zamknięty, w pierwszym porywie gniewa cisnąłbym tę książkę przez otwarte okno, bo cóż miałem począc z takim nonsensem? Przewracałem kartki, może jednak znajdy cos do czytania, jakiś wstęp, jakieś pouczenie? Ale książka nie zawierała nic Oprócz kwadratowych diagramów poszczególnych mistrzow­ skich partii, a pod tym były niezrozumiałe dla mnie znaki a2-a3“SP1-g3 i tak dalej. Powoli odgładłem, że litery a,b,c oznaczały szeregi podłużne - a cyfry .1 do 8 poprzeczne i określały daną pozycję każdej poszczególnej figury. Tym samym czysto

Strona 19

DoktorB? /cd/ graficzne diagramy zyskały dla mnie bądź co bądź jakąś wymowie Zacząłem się namyślać, ozy mógłbym sobie w celi coś w rodzaju skonstruować szachownicy i spróbować pow­ tórzyć potem te partie. Fakt, że moje prześcieradło było przypadkiem kraciaste, wydał mi się jakimś znakiem z niebios. Gdy się je odpo­ wiednio złozy , skleci się w końcu te sześćdziesiąt cztery pola. Z zaoszczędzonych okruchów Chleba zacząłem niezdar­ nie lepie figury szachowe - króla, damę, i tak dalej,. Wresz­ cie mogłem przystąpić do rekonstruowania na kraciastym prześ­ cieradle przedstawionych w książce pozycji. Z początku całkom wicie zawodziły moje figurki z chleba, z których połowę pofarbowałem kurzem na nieco ciemniejszy kolor.W pier­ wszych dniach myliłem się nieustannie, pięć, dziesięć, dwadzieścia razy mawiałem zaczynać tę samą partię od początku. . ; Ale któż na świacie miał tyle nieużytecznego, czasu co ja? Kto rozporządzał takim ogromem pasji i cierpliwości? Po tygodniu bez zarzutu zagrałem' partię do końca, po następnym ńie potrzebowałem już nawet tych okru-. chowana prześcieradle, by unaocznia sobie pozycje z książki, a później zbyteczne stało się także przeście­ radło. Abstrakcyjne zrazu znaki al, a2,c7 przeobraziły się w mojej głowie w figury wizualne i plastyczne^ Dzięki samym formułom widziałem każdąsi pozycję, tak jak muzyk brzmienie. na widok partytury słyszy głosy i ich współ­

Strona 20

Doktor B; /od/ - z książki mogłem zagrać z pamięci. Dreszcie każdą partią I teraz zacząłem rozumie , jak bezmierne dobrodziejstwo zdobyłem sobie tą bezczelną kradzieżą. Wraz z tymi tur­ niejowymi partiami posiadłem cudowną broń przeciwko przytłaczającej monotonii przestrzeni i czasu. sobie Podzieliłem teraz dokładnie dzień: dwie partie rano, dwie po południu, a wieczorem jeszcze szybkie powtórzenie.Powoli zacząłem odróżniać odcienie, postępy i ostrości w ataku i obronie, uchwyciłem technikę przewidywania rozwoju gry, kombinacji i riposty, a niebawem poznawałem osobistą cechę każdego poszzzególnego mistrza szachów w jego sposo- bie.gry tak nieomylnie, jak po kilku linijkach poznaje się już wiersz poety. Łysiałem teraz jaśniej i z większym skupieniem.Okazało się to przy przesłuchaniach: ~ Ten szczęśliwy okres, kiedy dzień w dzień odtwarzałem systematycznie partię po partii z owej książki trwał około trzech miesięcy. ' S o e n a /•Salon. Centowic nieporuszony nad szachownicą Dr B pije wodę. / S c e n a 14 /pokład/ ' Doktor 3: Potem utknąłem-nagle na martwym punkcie . Ponownie stanąłem

Strona 21

w obliczu próżni. Jaki sens miało powtarzać i jeszcze raz powtarzać rozgrywki, w których, każdy ruch umiałem ha pamięć? właściwie, potrzebowałem innej książki, z nowymi partiami. Ponieważ jednak było to niemożliwe, istniała tylko jedna droga na tym dziwacznym bezdrożu. W miejsce starych gier sam mu siałem wynaleźć' nowe. Wsiałem spróbować gry z samym sobą, a raczej przeciwko sobie. Kie wiem, ozy zastanawiał się pan kiedy nad psychologia, tej królewskiej gry. Ale już pierwszy rzut oka wystarczy, aby Z-tUzumiee, że w szachach, jako w czystej grze myśli, chęc grania przeciwko -sobie samemu jest logicznym absurdem. Atrakcyjność szachów polega na tym,ze ich strategia w gruncie rzeczy jedynie rozwija się różnie w dwóch różnych mózgach. Czarny nie zna manewrów białego i usiłuje je stale odgadnąć i pokrzyżować, podczas gdy biały ze swej strony stara się przechytrzyć i odparować czarnego. A ja przez wiele miesięcy próbowałem z rozpaczy byc równocześnie i białym i czarnym. .Tak, do tego punktu, mam nadzieję, wszystko jest dosyć jasne. Jednak nie jestem pewien czy i dalszy ciąg potrafię równic wyraźnie przedstawić. Albowiem to nowe zajęcie wymagało tak całkowitego napięcia umysłu, że uniemożliwiało wszelką jednoczesną autokontrolę. Nawet taki absurd jak gra przeciwko sobie miałby jeszcze j akąs - minimalną- szansę z realną szachownicą przed oczami. Z konkretnymi figurami można wprowadzić pauzy, by się namyślić, można już czysto fizycznie stanąć raz

Strona 22

z jednejs raz z drugiej strony stołu i spojrzeć na sytuację raz czarnego, raz białego. Lecz ja, z punktu widzenia zmuszony do rzutowania walk przeciwko sobie samemu w wyima­ ginowaną przestrzeń, musiałem we własnej świadomości zachować każdą pozycję na sześćdziesięciu czterech po- .lach, musiałem przewidywać sytuacje niejako dwoma mózgami. Od chwili, kiedy spróbowałem gry przeciwko sobie i sprowo­ kowałem nieświadomie sam siebie, i Ja białe zaczęły oba moje Ja, Ja czarne ze sobą, współzawodniczyć i każde z osobna stawało się pastwą niecierpliwej ambicji zwycięs- twaj Jako Ja czarne drżałem na mysi o tym, co'uczyni Ja białe-, każde z moich dwóch Ja triumfowało, gdy drugie Ja popełniło błąd, złoszcząc się jednocześnie na1 swoją własną niezdarność. Wszystko #o wydaj-c się bez sensu' i w samej rzeczy taka sztuczna schizofrenia wraz z ową domieszką emocji byłyby nie niebezpiecznej do pomyślenia u normalnego człowieka, w normalnych warunkach. Ale proszę nic zapominać, że byłem więźniem zamkniętym niewinnie, od wielu miesięcy dręczony samotnością, człowiekiem, który swą nagroma­ dzoną wściekłość od dawna musiał na czymś wyładować, totęż wpadałem podczas gry w rosnące, niemal maniackie wzburzenie. Serwy nie. pozwalały mi czekał. Ledwie moje ja białe zrobiło ruch, już pchało się Ja czarne, ledwie skończyła się jedna partia, już wyrwałem się do nhstępnej, bo przecież za każdym razem któreś z moich szachowych Ja ulegało^drugiemu i żądało rewanżu. Nawet we śnie grałem

Strona 23

sw - " 4» . W«SM#5^‘' . nieświadomie dalej , a jeśli śniłem kiedy o ludziach, to śnili mi się wyłącznie w ruchu skoczka czy wieży. Nawet na przesłuchaniach, nie umiałem się już skoncentrować i chyba wyrażałem się niedorzecznie, dośc,ż.e przesłuchujący mnie .gestapowcy -spoglądali na mnie ze zdumieniem. A ja czekałom tylko chwili-- by znowu znaleźć się w celi i kontynuować moją obłędną gr®."Każda przerwa stawała się nieznośną przeszkodąj nawet kwadrams,kiedy strażnik sprzątał pokój, nawet dwie minuty, kiedy przynosił mi jedzenie, były udręką dla mej gorączkowej niecierpliwości. W końcu moja wzburzenie podczas gry - a od raba do nocy nie robiłem nic innego - spotęgowało się do tego stopnia że ani sekundy nie potrafiłem usiedzieć na miejscu. Obmyślając partio chodziłem nieprzerwanie tam i z powro­ tem, coraz prędzej i prędzej. Jedno ja poganiało drugie, zaczynałem drwię sam z siebie. "Prędzej.!* No, prędzej!" albo "Jazda, dalej i", jeśli któreś .ja nie ripostowało dość szybko. Schudłem nic nie jadłem, lecz stale dręczyło nie. mnie pragnie­ Spałem niespokojnie, z przerwami,,a kiedy się wymagało budziłem, to każde otwarcie ołowianych' powiek szczególnego wysiłku. Nieraz czułem się tak słaby, że ręce 'mi drżały, gdy chwytałem szklankę i z trudem podnosiłem “ją do ust. Ale gdy tylko zaczynała się gra, wstępowała we mnie dzika moc;z zaciśniętymi .pięściami biegałem tam i z powrotem i jak przez czerwoną mgłę słyszałem swój własny głos., gdy ochryple i z wściekłością wykrzykiwałem do siebie "SzajpJ " albo Aati". 1 , Al

Strona 24

/salon jak w scenie 1. Din 5 czekając na mcii nie może powstrzymać niecierpliwości!. Cęntevióa Coraz mocniej bębni palcami po stolo ..Gontowić podnosi głowę znad szachownicy./ OuiitoyiB: Czy mogę prosie, oby przestał pan bębnie? To mi przeszkadza. V ten sposób nic umiem grac. Dr .B° Właśnie.To widać. Cen to bieg Co pan chce przez to powiedzieć? DroIW, lic. To tylko, że jest yan widocznie bardzo nerwowy. /Centowic znowu pochylił się nad szachownicą/ u-Scen .»——«.»«JCT«r- icrTWiffi^ a 16 ^t»^^-<.i ' 1 Mr-..-ii^ri.. /pokład jak w scenie 2. Dr. T. kontynuuje/ Dr.B. ; Dopiero potem w szpitalu dowiedziałem się co zaszło. Strażnik usłyszał, że głośno krzyczę w swej celi i z po­ czątku myslał,że wdarł się do mnie ktoś z kim się kłócę. Lecz ledwo ukazał się w drzwiach rzuciłem się na niego krzycząc; "Zrób już ten ruch, ty łotrze, ty tchórzu". Chciałem chwycie go za gardło i natarłom na niego tak gwałtownie, że musiał wzywać pomocy. Dybiłom szybę i głę­ boko rozciąłem sobie rękę. V stanie ostrego szału

Strona 25

Di. B_. / cd/ zawleczono mnie na badanie lekarskie. Nie wiem, czy uznanę mnie za wariata, czy po prostu, przestałem być - w tym czasie potrzebny Hitler zajmował już Czechy -•' doŚG,.żc. pod warunkiem opuszczenia ojczyzny w ciągu 23 godzin zwolniono mnie po, jakimś czasie^ ze szpitala. S G, e n a 3.7 /salon jak w scenie l.lr. B mocno zniecierpliwiony Centowić jak zwykle tępo zamyślony nad szachow­ nicą/. Zagraj że pan wreszcie <> Gontowi3; - f ile mi wiadomo, ustaliliśmy dziesięć minut do namysłu. Ni& gram zasadniczo z krótszym czasem. /Dantowie -odczekaje jeszcze jakiś czas - dr B. denerwuje sip coraz bardziej s wreszcie robi ruch. Br.Bo odpowiada natychmiast prawie nie patrząc na szachownicę. Oentovic umyślnie powo­ li pochylił dip nad partią. Dr.B. wstał gwał­ townie 'ż. krzesła i zaczął przechadzać si§ po salonie. Najpierw wolno,, potem coraz szybciej .. >entovic nicporuszony nad,"szachownicą/ b^ana. łe. IC--;..*»-~^ —-i^"»*s*»e^r^r-^mt-’. /Cela w hotelu kotropol widziana przez chodzącego po niej człowieka/

Strona 26

- 2ó S c q 19. n a /salon jak w socnio 1. Dr. 3. coraz szybciej .chodzi po.'kilka kroków w tą i z powrotem. Zatrzymuje się zawsze w tym samym miejscu. Centovic nad sza­ chownicą. / S ceną ŻQ° /cela w hotelu Hetropol. Rytm, w którym oglądamy tą celę zgadza się z rytmem coraz szybszej wędrówki Dr. B po salonie statku/. S ę e n a 21. /Sr Salon jak w- scenie 1. Namyślający się Centovic 1 nie patrzący, chodzący w kólk* Dr B. Centowić wreszcie decyduje się na ruch. Dr.3. natychmiast nić patrząc na nic robi swój. Krzyczy?/ Dl^Tj, - Szach Królewski. Szach. /Centowio wolno podniósł głowo i spojrzał na kibiców/ Cent ovi c; . ’ . Bardzo żałuję ale nie widzę szacha. Może któryś z panów go widzi? ^Sli|j||i|^ AlożNmról mar być przecież na f? ...Stoi fałszywie,całkiem fałszywi^Ean zrobił fałszywy ruch! Wszystko tutaj jest fałszywe ... ?E^ byc przecież na 15, a nie na 14... To. przecież całkrbm inna partia, to jest...

Strona 27

/ Dr.B. przytemaiejąe zatrzymuje się, patrzy aa szaehewnicą. Wypija szklaakę weiy/ Dr.B: - Ależ król Miał być przeeież aa f 7 . stei fałszywie... Paa źrebił fałszywy rueh... pisa ma być przeeież aa g ^ a aie aa g 4,... te rakiet i wałkiem iaaa partia.......... / Narrater peiaje au aastępaą szklanką weiy. Dr.B. wypija ją i przyteaaiejąeym wzrekiem patrzy aa etaezająeyeh g® luizi. Narrater chwyta ge za ramią/ Dr. B: - Ma wiłeść Deską czyżbym źrebił cci złege? Narrater^: : - aie . Ale musi paa natychmiast przerwać partię. Dr. B: - Przepraszam za meją głupią emyłką. Te eezywiście parska partia. Preszę mi wybaezyć blank tea blaaaż.......... te estatai raz kieiy zastai. łem ie szachów. /Dr.B peweli spuszcza salea. Ceaterie jesz, . e patrzy aa aieiekeńezeaą partię. Oizykkuje iawaą pewneść siebie. / Ceateri®: • Szkaia. /Twarz iiąeege pekłaiem Ir. B. De. iźwięku eff/ Ceaterie: - tea paa jak aa iyletahta jest niezwykle utaleatewaay. / Twarz iiąeege Dr.B. t„ ehwili weheizi muzyka - i za 15 sekuai aa te' twarzy aapisy keńeewe/

Strona 28

- 21- / Dr.9. >rzyt»Mlejąi zatrzymuje się, patzzy aa szaeimi*^, Wypija szklaakę weiy/ Dr.B: - Ależ król Miał Wyć przecież aa f 7 . stel fałszywie... paa źrebił fałszywy rueh... pisa aa być przecież aa g 5 » aie aa g 4.... te xxxW całklea iaaa partia..... / Marrater peiaje au aastępaą szklanką weiy. Dr.B. wygi ja ją i przy- teaaiejąeya wzregie* patrzy aa etaezająeyeh ge luizi. Marrater chwyta ge za ramią/ Dr. B: - Ma Hłeić Betką czyżby* źrebił eei złege? Marrater* : - aie • Me musi paa aatyehaiest przerwać partią. Dr. B: - przeprasza# za aeją głupią zsyłkę. Te eezywiśeie pagska partia. Preazą ei wybaczyć btazct tea blaeaż.......... te estatai raz kieiy zasiai- ie® ie szachów. /Dr.B peweli spuszcza salea. Ceatavie jesz, e patrzy aa aieiekeń- ezeaą partią. Oizykkuje iawaą pewaeść siebie. / Ceatewie: • Szkeia. /Twarz iiąeege pekłaiea Ir. B. De. iźwięku eff/ Ceaterie: - tea p^a jak aa iyletagta jest niezwykle utaleatewaay. / Twarz iiąeege . Dr.B. P# chwili weheizi muzyka - i za 15 sekuai aa te* twarzy zapisy keńeewe/

1 / 28